Będę wszystkim...czym chcesz Kocim prążkiem na Twym kocu. Długim włosem puszystego futra. Szeptem na kolanach Twych mruczenia. Chciałabym być… Ciepłym kłębkiem wełny swetra. Na Tobie… aby poczuć każdy milimetr, Twojego ciała abyś popijał mnie W postaci gorącej czekolady. W długie wieczory zimowe. Nosił mnie na głowie dumnie. Jak koronę gdybym tylko była czapką. Mogłabym być np…. Grubym warkoczem co w mróz Rękom Twoim posłuży za mufkę. Kiedy rękawic przy sobie nie masz. Chcę być... kotem, którego lubiąc, Tulisz w Swe ramiona po powrocie Do domu...
     THOMASOWI ANDERSOWI - FANKA
     Kontakt
     Księga gości
     BLOGI LITERACKIE
     LINKI
     FELIETON pt: OLIVIA
     Ze wspomnień... pt: DZIADEK JANEK
     W ZACISZU INTYMNOŚCI
     TROPEM ŻYCIA
     POEZJA SERCEM PISANA
     Z LITERATURĄ NA TY
     PODWÓJNE OBLICZE PRZYJAŹNI
     CIENIE WOLONTARITU
     SASZA
     ŚLADAMI ŻYCIA I UCZUĆ…
     POMIĘDZY SNEM A RZYCZYWISTOŚCIĄ
     Miłość wszystko przezwycięży
     BUSKO-ZDRÓJ
     POEZJA JEST POKARMEM DLA DUSZY
     ROZMAITOŚCI
     LANDRYNKA 1
     LANDRYNKA 2
     LANDRYNKA 3
     LANDRYNKA 4
     LANDRYNKA 5
     LANDRYNKA 6
     LANDRYNKA 7
     LANDRYNKA 8
     LANDRYNKA 9
     LANDRYNKA 10
     LANDRYNKA 11
     LANDRYNKA 12
     MICHAEL'OWI JACKSON'OWI
     Proroczy sen
     ROMANTICA - NIECHCIANE SERCE
     KOPCIUSZEK I TRĘDOWATA
     PROZA ŻYCIA 3
     PROZA ŻYCIA 1
     SPONTANICZNIE W CHWILI NATCHNIENIA
     WE WNĘTRZU UKRYTE
     MÓJ PRZELOM
     PROZA ŻYCIA 4
     PROZA ŻYCIA 5
     PROZA ŻYCIA 6
     PROZA ŻYCIA 7
     PROZA ŻYCIA 8
     PROZA ŻYCIA 9
     PROZA ŻYCIA 10
     PROZA ŻYCIA 11
     PROZA ŻYCIA 12
     PROZA ŻYCIA 13
     PROZA ŻYCIA 14



BARWY UCZUĆ - FELIETON pt: OLIVIA


Od 12 listopada 2003 Oliwia była szczęśliwą właścicielką inwalidzkiego wózka o napędzie elektrycznym „Mistral” z przyznanego mi dofinansowania finansowego z „Pegaza”. Pierwszy raz w życiu skorzystała z niego, chociaż od urodzenia była niepełnosprawna ruchowo. Do pełni szczęścia brakowało jej jeszcze pochylni dla osoby niepełnosprawnej z balkonu. Z rodzicami mieszkała na parterze, ale jednak te 7 schodków dla nich przy każdym wyjeździe na spacer Oliwki mama z ojcem musieli znosić i wnosić dźwigając wózek. Dlatego w marcu 17-go 2004 r. złożyła następny wniosek na przyznanie mi dofinansowania finansowego do PFRON-u na podjazd. Drugi wniosek został bardzo pomyślnie rozpatrzony ku zadowoleniu całej trzyosobowej rodzinki i w czerwcu 2004 r. otrzymała już pisemną odpowiedź. W dalszym ciągu w sprawach urzędowych, (formalnie je załatwiając osobiście-dziewczyna pisała tylko w domu różne upoważnienia, oświadczenia itp…) uczestniczyli rodzice. Tutaj może pominę opis ich przebiegu, a Oliwia z mamą w prasie dodatkowo przeglądały wszystkie ogłoszenia firm budowlanych. Wszakże PFRON nie zajmuje się w pośredniczeniu szukania odpowiedniego wykonawcy. Wszyscy wnioskodawcy zmuszeni są szukać na własną rękę wykonawców, najczęściej nie mając o tym zielonego pojęcia, ponieważ mają takimi sprawami pierwszy raz w życiu do czynienia. W „Anonsach” piątkowych było mnóstwo firm remontowo- budowlanych. Oliwii matka zadzwoniła do pierwszej takiej firmy , podała adres, aby przyjechał ktoś zobaczył gdzie ma powstać ta pochylnia dla jej córki. Facet przyjechał zaraz tego samego dnia, obmierzył, nagadał co nie miara i od razu obliczył sobie 250 zł. gotówki (na sam początek) za załatwienie zezwolenia z Urzędu Miasta, powołując się na to, że potrzebuje na benzynę i na opłacenie parkingu. Kobieta jednak miała dziwne przeczucie co do tego człowieka i poprosiła go, aby dał jej troszeczkę czasu do zastanowienia się. Dopiero zaczynała się wiosna, a termin upływał zakończenia pracy pochylni o konstrukcji metalowej i oddania ją do odbioru kierownikowi PFRON-u 31.12.2004 r. Kiedy odjechał Oliwia wykręcila natychmiast drugi numer telefonu do następnej firmy remontowo- budowlanej. Odebrał młody mężczyzna:- tak słucham przy telefonie Paweł Wójcik. –Dzień dobry jestem osobą niepełnosprawną ruchowo, poruszam się na wózku elektrycznym i przyznano mi nie dawno dofinansowanie finansowe na pochylnię. Szukam właśnie wykonawcy.-To trafiła pani doskonale! Ucieszył się głos po drugiej stronie. –Czy ma pan uprawnienia wykonawcze? –Ależ tak nie będzie żadnego problemu! Zapewnił. –To w takim razie może od razu zapisze sobie pan mój adres i nazwisko? Zaproponowała Oliwia. –Tak już mam długopis, proszę podać dokładny adres. Odpowiedział Wójcik. – Oliwia Grzybowiska, Ul. Augustowa 7/1 na parterze pierwsza klatka schodowa. Mieszkam w Warszawie. –Bardzo dziękuję to umawiamy się na jutrzejszy dzień. Przyjadę jutro do pani i obejrzę wszystko ustalimy na miejscu. Będzie jutro pani w domu? Zapytał Wójcik Oliwię. – Raczej tak, zawsze przeważnie jestem w domu. – Bardzo dziękuję, to do widzenia. Uśmiechnął się do niej przez słuchawkę. – do zobaczenia jutro. Nazajutrz około godziny 9 rano telefon nagle zadzwonił. Odebrała go Oliwka.-Słucham z kim rozmawiam?- To ja Paweł Wójcik. Dziewczyna słyszała przez słuchawkę odgłos silnika samochodowego.-Jadę w stronę pani domu, za jakieś 15 minut będę na miejscu, bo moja firma remontowo-budowlana jest oddalona o kilka km. od pani posiadłości. I znajduje się w małej miejscowości. –Ach witam! Bardzo cieszę się i czekam. Odparła z uśmiechem dziewczyna. Za niedługo zadzwonił domofon. To był on, Oliwia otworzyła: -zapraszam do środka. Do przedpokoju wszedł niewysoki, szczupły jasny blondyn, króciutko ostrzyżony w jeansowych spodniach i pstrokatej koszuli z krótkim rękawem. –Dzień dobry, jestem z firmy remontowo-budowlanej, nazywam się Paweł Wójcik. Przedstawił się rodzicom Oliwii. Nie wiem czy państwa córka mówiła, że mamy dzisiaj ustalić sprawy dotyczące wykonania pochylni? Matka dziewczyny potwierdziła, tak wiemy, iż Oliwia rozmawiała wczoraj z panem. Proszę do pokoju naszej córki, bo to z niego będzie wyjeżdżać swoim wózkiem o napędzie elektrycznym na dwór w przyszłości. Wskazała na Oliwię na wózku z dziojstykiem. –Ja bardzo przepraszam, ale czy mógłbym najpierw wymierzyć namiary i zapisać? Czy może mi pan pomóc troszeczkę? Zwrócił się do ojca Oliwii.- Tak już idę. Mężczyzna około dwudziestu kilku lat na wygląd najpierw sięgnął po miarkę do teczki i notes z długopisem, po czym wyszedł ze starszym od siebie z mieszkania. Po kilku minutach wrócili do niego. Oliwia nie owijając nic w bawełnę zaczęła opowiadać o sobie. –Bardzo zależy mi na tej pochylni, bo nie mam oprócz rodziców nikogo bliskiego na świecie. Rodzice są rok z roku starsi i wcześniej czy później będą potrzebowali sami pomocy. Utrzymuję się tylko z renty socjalnej, a mimo to jaka jestem choruję jeszcze na Epilepsję, zawansowaną Alergię i miewam napady Astmy Oskrzelowej. Co miesiąc w aptece mama wydaje znaczną większość naszego skromnego dochodu na lekarstwa dla mnie, dla ojca i dla siebie, jak wystarczy, bo i oni oboje już mi podupadają na zdrowiu. Bardzo często brakuje nam na życie. Nie pamiętam kiedy miałam kupione coś z odzieży markowej na topie w salonie odzieżowym. Przeważnie moja mama w sekrecie przed sąsiadami musi skradać się do „Ciucholandu”, aby mi cokolwiek kupić. W tamtym roku dopiero troszeczkę zaczął się los do mnie uśmiechać. Udało mi się otrzymać wózek i teraz ta pochylnia. Paweł Wójcik wysłuchawszy Oliwkę pokiwał głową. Tak rozumiem panią, bo sam mam ociemniałego brata, wiem co znaczy inwalidztwo. Proszę być dobrej myśli, muszę teraz sporządzić umowę między nami, aby mogła pani zapoznać się z nią i podpisać i załatwić zezwolenie z Urzędu Miasta na konstrukcję pochylni. Mają państwo zezwolenie na to samo z Administracji?- Tak, tak oczywiście. Potwierdziła matka dziewczyny. W takim razie teraz mamy początek czerwca… oj trochę nie zręcznie, ponieważ wkrótce rozpocznie się czas wakacyjno-urlopowy, będzie coraz trudniej wyrobić się w czasie z urzędowymi formalnościami. Na zezwolenie z Urzędu Miasta trzeba poczekać jeszcze miesiąc. Dzień za dniem upływał trudno było rodzicom uzyskać to drugie zezwolenie okazało się, że wszyscy urzędnicy są na urlopach. Oliwia była zmuszona napisać podanie z prośbą o przedłużenie umowy do MOPR-u Lipiec i sierpień chcąc nie chcąc musieli przeczekać. Nie mogła jak nigdy doczekać się końca wakacji. Gdy nadszedł wrzesień rodzice pojechali do Urzędu Miasta i wystarali się o zezwolenie na zrobienie pochylni dla niej. Teraz tylko zostało skontaktować się telefonicznie z Wójcikiem, podpisanie umowy, sporządzenie kosztorysu i mapek,oraz rozpoczęcie prac. Przyjechał natychmiast uzgodnił wszystkie sprawy już z rodzicami Oliwii, bo to oni ją reprezentowali wszędzie w formalnościach urzędowych, dostarczając przez nią napisane wcześniej podania (jak już wcześniej nadmieniłam). Dziewczyna co tu dużo mówić, nie miała bladego pojęcia, nie znała się zbytnio na tego typu sprawach, z którymi pierwszy raz się spotkała. Miała bardzo mały kontakt bezpośredni z ludźmi, w domu wpojono jej od dzieciństwa, że wszyscy ludzie są, uczciwi, dobrzy, prawdomówni i taką powinna być ona wobec nich. Oliwia nie miała również Internetu, jedynym oknem dla niej na świat to była telewizja i radio. Paweł Wójck będąc u nich obliczył na kalkulatorze, że za sporządzenie kosztorysu wstępnego i wyrobienie mapek o metalowej konstrukcji pochylni dla osoby niepełnosprawnej, będzie kosztować z indywidualnych kosztów finansowych rodziców Oliwii 800zł. Ludzie nie byli w stanie jednorazowo zapłacić mu takiej kwoty pieniędzy. –Bardzo proszę zgodzić się na zapłacenie za kosztorys i mapki panu w ratach. Zaproponowała matka dziewczyny.-Dobrze proszę pani nie ma problemu. Odpowiedział uprzejmie jak zwykle z uśmiechem. W takim razie poproszę jak można o pierwszą ratę tej kwoty pieniędzy. Zwrócił się do rodziców Oliwii. Matka jej bez zastanowienia się, wyciągnęła 200 zł. i podała je Wójcikowi. Proszę. Za miesiąc otrzyma pan następną ratę. – Bardzo dziękuję. Schował 2 stówy do kieszeni, spojrzał na zegarek. Przyjadę za kilka dni. –Zaraz, zaraz proszę pana, a gdzie pańskie pokwitowanie? –Pokwituję następnym razem jak przyjadę, teraz jestem już bardzo spóźniony, przepraszam i do widzenia. Odjechał. Faktycznie nie było go kilka dni, właśnie był późny wieczór. Oliwia bardzo dziwnie się czuła jakby zaraz miała stracić przytomność. Na wymioty wzbierało ją, czuła iż traci siły, w uszach jej dzwoniło, rodziców słyszała coraz bardziej i bardziej jak zza światów. W końcu zdążyła tylko powiedzieć do matki: - mamo nie dobrze mi. Zanim kobieta do niej podeszła dziewczyna zemdlała. Romek, Romek wstawaj szybko! Mąż zerwał się jej na równe nogi ze snu. -Co się stało?! -Oliwka znowu ma atak! Boże jaki długi i silny! Trzymaj ją! Poderwał się w stronę córki, która była całkiem bezwładna, miała oczy zamknięte i zęby mocno zaciśnięte. Na twarzy była zupełnie sina. Jego żona błyskawicznie doskoczyła do umywalki w kuchni, zmoczyła ręcznik w zimnej wodzie i położyła go córce na twarzy. Po czym próbowała wsadzić swój palec w usta chorej, aby ona sobie nie przegryzła języka. Nagle poczuła jak jej córki zęby omal nie odgryzają wskazującego palca , więc sycząc szybko zabrała z ust jej ten palec.-Przynieś szybko z kuchni łyżeczkę. Powiedziała do męża. Zanim mężczyzna wrócił z łyżeczką w ręku, systematycznie po woli Oliwia wracała do przytomności. Dochodziła już 22-ga na zegarze, kiedy Oliwia chciała położyć się spać. Nagle domofon zadzwonił. Odebrała go zdziwiona: -tak słucham. –Paweł Wójcie przyjechałem z umową. Przepraszam, że tak późno. –Dobrze, nic się nie stało, proszę wejść. Oliwia nadusiła przycisk w domofonie.-Kto to? Zapytała ją matka. –Pan Wójcik mamo z umową. –O tej porze? Zapytała zaskoczona kobieta. –To co miałam go nie wpuszcza… Nagle przerwał dzwonek do drzwi. Otworzyła je kobieta.- Proszę. Odpowiedziała. -Dobry wieczór, proszę mi wybaczyć, że dopiero teraz przyjechałem, ale nie wyrobiłem się wcześniej. Mam tu do podpisania gotową przez pani córkę umowę przez siebie sporządzoną.- Ale nasza córka przed chwilą miała silny atak Epilepsji proszę pana, nie wiem czy będzie w stanie zapoznać się szczegółowo z tą umową.- Zaręczam pani, że to zajmie tylko chwileczkę córce. Nie będzie musiała czytać jej dzisiaj, przeczyta jutro, wystarczy mi podpis. Oliwii nie podobało się to, ale czas ponaglał wrzesień kończył się. Dziewczyna zdawała sobie sprawę, że lada dzień znów czeka ją pisanie następnego podania do MOPR-u z prośbą o przedłużenie umowy. Coraz bardziej obawiała się, że wybrany wykonawca Paweł Wójcik nie wyrobi się z wykonaniem tej pochylni. Przyjdzie listopad, może nawet październik chwyci przymrozek, zacznie padać śnieg… Wójcik nie dopuścił do pokaźnego pliku kartek maszynopisu umowy, aby to przejrzała matka Oliwii. –Pani córka jest osobą dorosłą i to ona ma prawo zapoznać się z jej opisanymi warunkami . Po czym podszedł z tym stekiem dokumentów i długopisem do Oliwki. Ona pobieżnie najpierw spojrzała na ten plik i dostrzegła drobny druk. Mało tego stronic było bez liku. Pomimo tego, rzekła: -wolałabym całą umowę od pana dokładnie przeczytać przed podpisaniem, bo nie wiem co to jest. -Niestety jest już bardzo późno, również i mi się bardzo śpieszy i jestem bardzo zmęczony. Proszę podpisać, nalegam. Ponaglał Wójcik. Widać było, że był zdenerwowany. Podsunął dziewczynie dokumenty, ale trzymał je w taki sposób, by nie miała możliwości przewertować po kolei stronic.-O proszę tu podpisze pani czytelnie imieniem i nazwiskiem, dalej może być nieczytelnie. Oliwia spojrzała na ojca i matkę, czując iż coś niedobrego się święci. Miała bardzo złe przeczucie. –No nad czym się zastanawiasz i się gapisz?! Podpisuj! Krzyknął ojciec jej, a Wójcik uśmiechnął się pod nosem. Wzięła długopis po woli z z drżącą dłonią podpisała tam gdzie jej ponownie wskazał:Oliwia Grzybowska. -O a tu może pani zygzakiem maznąć.- A mogą być inicjały? Zapytała niepewnie inwalidka. –Tak, tak jak najbardziej też może być. Po czym przekładał jej na dole rogi stronic, a Oliwia podpisywała będąc nie zadowoloną w głębi duszy:”O.G.” Paweł Wójcik szybko schował swoją kopię umowy do teczki i odwrócił się ku wyjściu. –Już mnie nie ma dobranoc! - Chwileczkę a nie pokwitował mi pan za tamte 200 zł. Odezwała się matka Oliwii? – A tak, a to przy następnym spotkaniu za niespełna miesiąc jak otrzymam od pani drugą ratę. Ja tu jeszcze nie raz będę. Dorzucił Wójcik na odchodne. Nazajutrz inwalidka sięgnęła po kopię umowy podpisanej przez siebie i zaczęła uważnie czytać. Umowa nie posiadała ustalonej daty rozpoczęcia i zakończenia pracy, była bezterminowa, a cena w niej wystawiona wprost w osłupienie dziewczynę przyprawiła 50 tys. zł. –Boże mamo co ja zrobiłam najlepszego?... Rozpłakała się. –Czemu zmusiliście mnie do tego. Kobieta przeczytała umowę. –Nie płacz córciu ta umowa nie ważna, nie liczy się. Ważna będzie ta z MOPR-u, na tamtą w razie czego nie będą w sądzie zwracać szczególnej uwagi. Po miesiącu Oliwia napisała trzecie już chyba podanie z prośbą o przedłużenie umowy do MOPR-u. Nagle zadzwonił telefon. Odebrała: -tak słucham? –Dzień dobry jestem w pobliżu pani miejsca zamieszkania, czy mogę wpaść na moment po następną ratę pieniędzy? –Tak oczywiście, rodzice są w domu. Kiedy to powiedziała, usłyszała jak się facet rozłączył. –Kto to dzwonił? Zapytała ją matka. –Wójcik mamo, zaraz będzie u nas po ratę pieniędzy od ciebie. Gdy przyjechał wyciągnął z teczki wstępny kosztorys i mapki.-Proszę. Zwrócił się do matki inwalidki. Ale teraz są mi potrzebne pieniążki, bo ledwie co uprosiłem tą panią, która za mnie sporządziła te mapki i kosztorys na pochylnię dla córki, aby zrobiła to w jak pilniejszym terminie. Wyjaśniłem jej państwa sytuację. Kobieta znowu wręczyła jemu 2 stówy. –Proszę pana, ale chyba ma pan na tyle czasu, aby córka na maszynie napisała oświadczenie, że wziął pan od nas już 400 zł.? To nie potrwa długo. Pan podpisze. W tej samej chwili zadzwonił Wójcikowi tel. komórkowy w kieszeni. Natychmiast go odebrał: -tak, tak, dobrze już tam jadę. Po czym schował komórkę do kieszeni. –Aha zapomniałbym, proszę ten kosztorys z mapkami teraz koniecznie zawieźć do PFRON-u i oddać to dyrektorowi. Im wcześniej tym lepiej. A teraz przepraszam muszę jechać i tak jestem już bardzo spóźniony. Powiedział do matki niepełnosprawnej dziewczyny. –Na pewno pokwituję następnym razem. Uśmiechnął się i machając ręką powiedział: - do widzenia. Po czym wyszedł z mieszkania, „pozostawiając znowu całą rodzinę na lodzie”. Rodzice Oliwii zawieźli te dokumenty do PFRON-u Kiedy wrócili do domu po przejrzeniu ich przez dyrektora okazało, że kosztorys jest błędnie sporządzony. Dyrektor PFRON-u doradził im, by powstrzymali się ze spłacaniem rat za wyrobienie dokumentów na pochylnię wykonawcy i poprosili go o wyrobienie drugiego poprawnego kosztorysu. Tego co był błędny nie w ogóle nie przyjął. Po powrocie do domu Grzybowscy postanowili zadzwonić natychmiast do Wójcika. Matka Oliwii najpierw zadzwoniła na telefon domowy, ale nikt nie odbierał. Automatyczna sekretarka tylko się włączyła. Spojrzała na wizytówkę i wykręciła nr. tel. kom. –Dzień dobry właśnie wróciłam z mężem od dyrektora i jest mały problem. On po przejrzeniu stwierdził, że ten kosztorys jest błędnie wyrobiony i prosi w pilnym terminie o sporządzenie drugiego. Kiedy pan przyjedzie?.... Aha, dobrze dziękuję czekamy, do widzenia. Uśmiechnęła się Grzybowska. Odkładając słuchawkę. –No i co? Zapytał ją mąż. –Jutro przyjedzie. Prawda była taka, że pan Wójcik nie pojawił się ani nazajutrz, ani potem. Dni nieubłaganie mijały już było czuć w powietrzu październik. Co z tego, że Oliwia z mamą na zmianę telefonowały codziennie to do domu Wójcika to na jego komórkę, która była bez przerwy wyłączona albo poza zasięgiem. Żona jego bez przerwy odpowiadała to samo. Męża nie ma w domu (albo wieczorami), że śpi i nie chce go budzić. Obiecywała, że przekaże, aby oddzwonił. Od razu zorientowali się wszyscy, iż facet wyraźnie unika kontaktu a tym bardziej rozmowy z nimi. W końcu termin już naprawdę pilił, dlatego Oliwki mama zaczęła szukać trzeciego wykonawcy na własną rękę. Po raz ostatni zdenerwowana zadzwoniła do Wójcika. Tym razem zastała go. –To co mam teraz robić proszę powiedzieć? Kiedy pan rozpocznie prace? Czy mam sobie kogoś innego szukać na pana miejsce. Proszę zrozumieć nas, mało czasu pozostało. Nagle Oliwia usłyszała, jak Wójcik wrzeszczy przez telefon na jej matkę. –Nie zapłaciła mi pani całej należności i śmie pani jeszcze dzwonić do mnie i wymagać cokolwiek?! Jak pani śmie mnie telefonicznie za dnia i w nocy nachodzić?! Przyjadę jak mi pani dopłaci do tych 800zł.! –Jak to proszę pana!!!! Oburzyła się kobieta. Przecież pan mi za 400 zł. jeszcze nie pokwitował i jeszcze pan żąda ode mnie więcej pieniędzy?! Pieniędzy, nie! Nie Twoje doczekanie! Odrzekła podniesionym tonem głosu. –W takim razie spotkamy się w sądzie! Zaczął Paweł Wójcik. I zobaczymy odda pani czy nie całą sumę! Tak naprawdę Oliwia nie miała żadnego świadka, który byłby przy podpisywaniu umowy i Grzybowska również w momencie wręczania mu tamtej sumy. Paweł Wójcik jeszcze długo wydzwaniał do nich z pogróżkami na temat pozwania Oliwii Grzybowskiej do sądu. Aż tu nieoczekiwanie pewnego niedzielnego poranka, matka Oliwii nawiązała rozmowę z facetem, który mieszkał w tym samym bloku. On również pracował w formie remontowo-budowlanej. Opowiedziała mu w skrócie jaką ma sprawę i z czym się borykała do tej pory. Arkadiusz Jemiołuszko tak się nazywał ten trzeci wykonawca, wysłuchał jej uważnie . Przyszedł obejrzał ten źle wykonany kosztorys i mapki. –Zgadzam się tą sprawę przejąć na siebie, czy mogę wziąć ten kosztorys do domu? U Siebie jeszcze dzisiaj na komputerze sporządzę drugi kosztorys i od przyszłego tygodnia zacznę z ekipą budowlaną pracę nad pochylnią. Rodzice Oliwki zgodzili się. Jeszcze tego samego wieczora nowy wykonawca wyrobił nowy wstępny kosztorys, a w następnym tygodniu od razu zawiózł go wraz z mapkami jeszcze raz do dyrektora PFRON-u Fakt, że dofinansowanie finansowe było przyznane, ale 20% musowo było mieć indywidualnie z własnego dochodu. W związku z tym Oliwia spisała oświadczenie, że te 20% poniesionych kosztów będzie spłacać co miesiąc w ratach Arkadiuszowi Jemiołuszce, a on za każdym razem przed otrzymaniem rat pieniężnych pokwituje jej. Prace ruszyły pełną parą, choć to już był październik. Na dworze coraz to bardziej zmienna pogoda. Tlenowe spawarki okazały się zbyt silne i korek w liczniku wysadzało, dlatego Grzybowscy poprosili z Administrację, aby udostępniła im ze swojego licznika na klatce schodowej energię elektryczną. Elektryk przyszedł od razu z kluczem, otworzył licznik, spisał skrzętnie datę dnia i liczbę kilowatów na nim, po czym oddał klucze matce Oliwi i poszedł. Po skończeniu prac Grzybowscy mieli otrzymać o jeden rachunek więcej za energię elektryczną. Nie przypadło to do gustu wielu sąsiadom w bloku, kiedy przechodzili widząc niedomknięte drzwi z kablem, zamiast zapytać się bezpośrednio o co chodzi Grzobowską, nie wiadomo kto przedzwonił do Zakładu Energii Elektrycznej i doniósł niesłusznie na Grzybowskich, że kradną prąd. Przed 20-stą kiedy jeszcze przy świetle latarni trwały prace, przyjechał mężczyzna i do matki Oliwii od razu z progu: -Dobry wieczór jestem z ZEE, co tu jest robione, poproszę o dowód tożsamości? Kobieta zbladła aż zbrakło jej tchu i nie była w stanie wydusić słowa ze strachu. Oliwia bardziej wystraszyła się o nią.- Otrzymałam dofinansowanie z PFRON-u na pochylnię dla siebie jestem osobą na 1 gr. ,o stopniu znacznym i mama z ojcem poprosili z Administracji elektryka o udostępnienie licznika, bo nasz był za słaby. W między czasie, gdy zdążyła inwalidka wytłumaczyć w czym rzecz facetowi z elektrowni, jej matka znalazła kartkę z zapisanym stanem licznika datą i podpisem elektryka z Administracji i swoje dokumenty. -Dobrze już wierzę, przepraszam za najście, ale był telefon i ktoś wymienił wasze nazwisko, adres i doniósł, że kradniecie prąd. Współczuję paniom takich sąsiadów, przepraszam jeszcze raz i dobranoc. Nazajutrz historia powtórzyła się, ale tym razem ktoś doniósł na policję o to samo na nich telefonicznie . No i przyszło z rana dwóch funkcjonariuszy, a jeden z nich był dzielnicowym. -Dzień dobry co tu się dzieje?! Proszę się wylegitymować! Grzybowska tym razem ze strachu o mało trupem nie padła przed tymi mężczyznami w umundurowaniu. Ostatkiem sił otworzyła szufladę w regale i wyciągnęła trzymając w drżącej dłoni jak osika tę samą karteczkę i dowód osobisty. Obydwaj policjanci przeczytali, spojrzeli na siebie, pokręcili głowami.-No to nieźle! Gratulujemy pani takiego sąsiedztwa. My mamy poważniejsze sprawy na co dzień, niż w urojone łamanie praw. Przepraszamy, do widzenia. Szczęśliwie Arkadiusz Jemiołuszko wyrobił się w terminie z pochylnią, wykonał solidnie i ładnie. Oliwia z rodzicami nie posiadała się ze szczęścia i nie mogła doczekać się wiosny. Do kwietnia 2005 r. spłacała jemu raty. Niestety kiedy ostatnią z nich oddała trzeciemu wykonawcy, nagle otrzymała od adwokata Pawła Wójcika i z Sądu Rejonowego pismo, w którym zarzucano jej dług za kosztorys i mapki pochylni pozywając na rozprawę sądową, oraz to iż nie zgodziła się, aby Wójcik dokończył wykonanie pochylni. Domagał się od inwalidki 470 zł. zapłaty włącznie z procentem kosztów sądowych, które miała ponieść. Rozprawa sądowa odbyła się zaocznie ze względu na stan zdrowia pozwanej i była rozprawą cywilną. Oliwia nie broniła się , nie stać było jej o zwrócenie się do adwokata o pomoc w sprawie tak małej kwoty pieniężnej. Jak dla kogo małej zresztą, bo sama nie wiele więcej otrzymywała co miesiąc renty socjalnej. Raz opisała ze swojej strony zeznania szczerze tak jak było naprawdę, ale dzięki temu to tylko na kilka miesięcy wszystko ucichło. Za niedługo ponownie Paweł Wójcik pozwał Oliwię Grzybowską do sądu. Donosząc jeszcze niesłusznie na inwalidkę na 1 gr., iż dorabia w domu pracując, a tym czasem dziewczyna była tylko po podstawówce. Dziewczyna bardzo wierzyła w sprawiedliwość sądu. Usiadła do maszyny i jeszcze raz opisała słowo w słowo zeznania, wyjaśniając dlaczego jej nie będzie ponownie na rozprawie sądowej. Prosiła najwyższy sąd o obiektywne i sprawiedliwe rozpatrzenie tej rozprawy, oraz dopisała prośbę do Sądu Rejonowego iż jak zostanie jej przysądzone spłacanie tych kosztów, to aby ten wyrok był przysądzony jej w miarę możliwości z małymi ratami miesięcznie do spłacenia. Paweł Wójcik sprawę cywilną wygrał z Oliwią Grzybowską 17 października 2005 r. o 12:15. Dziewczyna będąc nie świadomą czekała przeszło miesiąc na wyrok pisemny od listonosza. Jednak listonosz nie pojawiał się z niczym urzędowym. Coraz bardziej zaczęła obawiać się, że nie zna wyroku przysądzonego przez Sąd Rejonowy, a tu znowu procentu jej narosło z dnia na dzień. Zadzwoniła więc do sądu. Przedstawiła się, podała numer rozprawy i datę jej odbycia się. –Czy mogę dowiedzieć się jaki zapadł wyrok?- O proszę panią wyrok już dawno zapał od razu tego samego dnia. Poinformowała kobieta. –Tak? A jaki on jest? Spytała dziewczyna. –Wprost zadowalający. Uśmiechnęła się rozmówczyni. –Tak? A to zależy chyba jak dla kogo, proszę pani?... –A to pani jest pozwaną, bardzo przepraszam po prostu źle się wyraziłam. Kobieta jakby ugryzła się w język. –To kiedy otrzymam pocztą ten wyrok? Oliwia dociekała. -A pisała pani prośbę na ten temat do Sądu Rejonowego? –Niestety nie. Odparła inwalidka. O niczym nie było mi wiadomo, proszę panią nie uczestniczę codziennie w rozprawach sądowych.-Ale mogła pani od razu zapytać, a skąd mi to by przyszło do głowy? Jak powiastki czy pozwy to listonosz przynosił mi bez problemu z sądu i od adwokata pana Wójcika. To co mam teraz zrobić? Spytała niepełnosprawna dziewczyna. -Proszę przyjechać osobiście i odebrać wyrok. Odpowiedziała jej kobieta. –Oj przecież tyle razy pisałam już w jakiej jestem sytuacji, poruszam się na wózku… -W takim razie proszę napisać upoważnienie na kogoś z rodziny i przekaże pani tej osobie, aby wzięła swój i pani dowód osobisty. Wtedy powinni wydać kserokopię wyroku w sądzie. –Bardzo dziękuję pani, do usłyszenia. Odrzekła Oliwia. Bezzwłocznie jak jej podpowiedziała z sądu nieznajoma tak zrobiła. Podała gotowe upoważnienie podpisane matce, która wzięła dokumenty i znowu z ojcem pojechała do sądu po wyrok. Po powrocie do domu na wyroku Oliwia przeczytała, że ma do spłaty 4 raty po 117,40 zł i doszło 150 zł. kosztów sądowych, co miesiąc do 10-go każdego miesiąca Grzybowscy sami jeżdżą do banku i wpłacają te pieniądze za córkę na podane konto przez adwokata Pawła Wójcika. Ta historia wydarzyła się niestety naprawdę. Dobrodziejstwem są te dofinansowania finansowe za pośrednictwem PFRON-u dla ludzi i tak bardzo pokrzywdzonych przez zły los, ale np. z „Pegazu”, MOPR-u i PFRON-u mało kto zdaje sobie powagę z sytuacji ile rocznie ludzi niepełnosprawnych w pośpiechu i nie świadomie pada ofiarami takich osób jak pan Paweł Wójcik młodych i zdrowych, który żeruje na ludzkiej krzywdzie. Czy to kiedyś się zmieni? Nie wiem w każdym bądź razie coraz trudniej jest w dzisiejszych czasach komukolwiek zaufać takim bezbronnym osobom jak Oliwka, która ma niezła nauczkę na przyszłość, podobnie jak i jej rodzice.
 
Dzisiaj stronę odwiedziło już 16 odwiedzający (29 wejścia) tutaj!

bądź moim tul (i) panem...♥
zostań i bądź
moim tulipanem
a ja będę ci
różą bez kolców

tylko moim bądź
tego pragnę
przytul mnie
mocno do siebie

niech nie będzie
mi tak zimno dłużej
to nie ujemna temperatura
a samotność tak oziębła

całą mnie oblewa
bezgraniczny strach,
że zostanę znów
samotną bez ciebie


nie chcę być
przez całe życie
jeżem z kolcami
bez przerwy się bronię

zostań i bądź
moim tulipanem
rozgrzej serce
do czerwoności

niech będzie ono
koloru płatków róży i tulipana
bardzo gorące i pąsowe
nawet jeśli zadrżę

nie przejmuj się tym
to tylko chwilowy dreszcz
to będzie znak
że otrzymałam szansę

na wyzwolenie się
spod więzów oporu
przełamując w oczach
pogrążenie w strachu i rozpaczy
które były kajdankami
dla mnie od dawien dawna


wykorzystywane i powielane bez zgody autora- assandi .
(Dz.U. 1994 nr 24 poz. 83 z późn. zm.)







Ta strona internetowa została utworzona bezpłatnie pod adresem Stronygratis.pl. Czy chcesz też mieć własną stronę internetową?
Darmowa rejestracja