Mur
nie stwarzam wokół siebie samotności muru
nie wyolbrzymiam przed sobą niczego
realia inne od tego świata na internecie
staram się przebić ten mur głową
skończyć z samotnością i bezradnością
zacząć wszystko od nowa
bardzo to dla mnie istotne
nie pierwszy raz i nie ostatni
ktoś zawiedzie i rozczaruje
zadając krzywdzące ciosy
w najczulszy punkt ego
fakt jest prawdą jak się otwiera
przed kimś duszę i serce
Miniaturka
samo życie
kawa na ławę
proza poematu
W zasięgu pościeli
językiem wyrzeźbię ślad
na twoim ciele w umyśle
pozostawię po sobie burzę
muśnięciem motyla
zapadnę ci trwale w pamięć
już nie wyrzucisz mnie
z serca wcale jak zadrżysz
z szaleństwa i miłości
jak poczujesz mój zapach
bliskości w zasięgu pościeli
W odcieniu czerni
czarne myśli z punku widzenia
czarne perspektywy na życie
przez łzy czarny uśmiech
czarna rozpacz na dnie serca
panoszy się nie daje spokoju
kpi w cieniu szarości naiwnie
nabiera nadzieję wiara blednie
jak sufit do pary brak brakuje
jeszcze gorzkiej czekolady w ustach
W zasięgu ręki
zamknij w ramionach
zabierz do przestworzy
marzeń wypełnij miłością
oddam serce w darze
wianuszkiem opleć pocałunków
rumieńcem spłynie nieśmiałość
czynami rozwiej wątpliwości
pragnę miłości w zasięgu ręki
Upić się szczęściem
szukam szansy na słowo
pragnę wierzyć w uścisk ręki
czekam na przyjazny uśmiech
marzę o prawdziwej przyjaźni
chcę po prostu być normalną
nie tracić czasu na głupie żale
chcę się upić szczęściem
Na zabój zakochany
na dnie serca roznieć płomień
pośród magii wymownych gestów
idź śladem słów z wnętrza duszy
wymieć resztki smutku
poszukaj szaleństwa w chwilach
słabości zatańczmy w półmroku
mocno obejmij ramieniem
kochaj jak nikt przedtem nigdy
bądź po prostu we mnie na zabój
ZAKOCHANY
Wielkanocna miniaturka
jajko dla baby
baba dla chłopa
tradycja wielkanocna
Po prostu jesteś...
jesteś inny niż wszyscy
potrafisz najpiękniejszą
z barw namalować uśmiech
na twarzy tracę poczucie czasu
napawasz euforią i spokojem
jesteś wyjątkowym przyjacielem
i kochankiem w jednej osobie
...między życiem a...
w myślach w mowie na uwadze
ciągle ten sam temat na topie
nie schodzi pierwsza na liście
przelicza pieniądze na promile
nie ma mocnych na pokusę
kto raz uległ wszechmocnej sile
w każdy dzień zalewa słabą głowę
z jakiej okazji najmniej istotne
nie liczy się kiedy z kim i gdzie
brak odpowiedniego savoir vivre
na grilu na imieninach i biesiadzie
co na języku traci się kontrolę
rodzina tyle znaczy co śmieć
kolega od kieliszka autorytetem
puby knajpy zwiedzane najczęściej
kto jest ofiarą a kto niewolnikiem
zakąską leki psychotropowe
kawa i puszka piwa na popitkę
na dobranoc balansowanie
między życiem a wiecznym snem
Jesień życia
nie zawsze popłaca cierpliwość
bo czas pędzi jak błyskawica
dzień za dniem splata się rok za rokiem
pojawia się nagle życia jesień
srebrny szron przyprószy włosy
bezruch otuli całe ciało pokryje
siatką pajęczyny każdy skrawek
skóry zmarszczkami śmierć
siostra starości stanie u drzwi
i zapuka pośpiech stanie się
przyjacielem jak nieproszony
gość wejdzie bez pytania
pozostawi pył pamięci
pustkę w sercu i płomień świecy
nie zdąży się wszystko zakończyć
to co tu ma się na ziemi wyznaczone
nieliczni dożywają szczęśliwej
jesieni jak świeca przedwcześnie
nie wygaśnie okrutna śmierć
niesprawiedliwie znienacka
zaskakuje i w młodym wieku
nie ma na to żadnych reguł
Wilkołak
na spacerze w biały dzień
straszny wilkołak spotkał mnie
dwa kły wystawały mu z pyska
z niego biała piana się toczyła
w spojrzeniu przypominał diabła
zionął ogniem jak smok w ślepiach
ale w głębi serca był zawsze samotny
stałam cała skamieniała przed nim
brakło tchu zawołać na pomoc
widok przerażający ale było za późno
ziemia pod nogami zatrzęsła się usuwała
trudno się oswoić było natychmiast
zaprzyjaźnić się też choć go znałam
tylko z widzenia Andrzej się nazywał
bał się panicznie u dentysty na fotelu
szpetna morda przez nieład w uzębieniu
mógł uchodzić za Gargamela
który mścił się na smurfach
mógł udawać Babę Jagę
straszyć niegrzeczne dzieci
z tej historii morał taki
dbaj o ząbki mały i duży
myj co dzień rano i wieczorem
dentysta najlepszym przyjacielem
tu zagada do ciebie się uśmiechnie
dziecku opowie długą bajkę
wnet zapomnisz o bólu
jak zaplombuje w zębie dziurę
Terroryzm
bez ochoty na cokolwiek
kończy się na słowach
słomiany zapał smętnie w głowie
rośnie bujna wyobraźnia
na wspak wybucha dynamiczna
atmosfera jak wulkan
po przebudzeniu zieje złowrogo
nienawiść kipi gorącą lawą
coraz trudniej wytrwać
razem z dyktatorem ofierze
przemoc nie zna litości
ani granic szerzy się
jak grzyby po deszczu
gdy nie położy się kresu
Dyktator
negatywnie nastawiony do świata
i do wszystkich nic ci się nie podoba
chciałbyś całe życie podporządkować
tylko sobie być carem i Bogiem jednocześnie
w domu w radiu w telewizji w rządzie
nie wymyśliłam reklam podczas filmów
ani rozrywkowych programów talk show
nie prowadzę żadnych rozgłośni radiowych
rzucasz się o byle co ciągle krzyczysz
dobrze wiesz że nic się nie zmieni
przeklinasz w porywie złości wszystko
wygłaszasz w kółko kazanie to samo
nie zwracasz uwagi co się chce powiedzieć
narzucasz na co dzień i od święta styl i modę
za krótka fryzura brzydko ufarbowane włosy
za długa spódnica kołnierz za bardzo postawiony
zapominasz o jednym człowiek jest pełnoletni
ma prawo do wyboru i niezależnych decyzji
życie pod dyktando odbiera to co się lubi
nigdy nie jest się tylko sobą bez indywidualności
Ostry stan zapalny
(Historia z życia wzięta na moim przykładzie)
zaczęło się znikąd ot tak po prostu niewinnie
ukruszona plomba na czubku zęba mała dziura
boli jak cholera drażliwy na zimnie i gorące
nie daje spać i jeść tym bardziej taki mały ząb
a wredny jak padalec boli siepie pulsuje
pod dziąsłem zamienia się krew w ropę
nie nadaje się ona na paliwo Renault Clio
trzeba spotkać się na fotelu z dentystą
oj żeby tak zarobić na ostrym stanie zapalnym
nie żal byłoby w dzień i w nocy cierpieć
paskudnego grosza gdyby to był olej napędowy
przy najbliższej stacji paliwowej w CPN-ie
nie robiłby w handlu Irak całemu światu łaski
wszystkie państwa nie bałyby się że zabraknie
czy podrożeje nagle tankowanie w CPN paliw
siedzę i myślę na fotelu u dentystki w gabinecie
cierpienia i wydatki zwróciłyby się na pożytek
zamiast mieć zatchnięcie z sadystką 1 stopnia
która wierci wiertłem kanał jak w studni w zębie
i zakłada za sto złotych nową plombę na ropniaka
a ząb swoje dokazuje nie zamierza wcale przestać
jeszcze dalej dominuje i podrażnia bólem resztę zębów
coraz śmielej promieniuje w górę do lewego ucha
co prywatnie stomatolog spieprzy wyleczy Instytut
Wolność
(Inspiracja wiersza Hefajstosa pt: " Wolność nie zabija")
niezależność i swoboda
w pełnym słowa znaczeniu
niedostępna jest jak dotąd
ograniczona wolność
trzeba się spowiadać
z każdego kroku uzasadnić
mądrze najmniejszą
potrzebę na dystans
smyczy trzyma w ryzach
cenzura najskrytsze myśli
tabu niespełnione marzenia
za gardło dusi bezradność
odkładanie dzisiaj
na jutro po kryjomu
skradanie chwil wbrew
zasadom inne realia
T W O R Z Y
Zgadywanie
mnóstwo słów jeszcze więcej pytań
nie ma odpowiedzi karmienie się ciszą
chce się porozmawiać myśl wyżłobiła
wielką dziurę w mózgu lgnie obiekcja
brak wspólnego języka podpowiadają
poszlaki pisane po omacku w myślach
szerokim łukiem omijanie zagadnienia
niepewność w zaufaniu się zakrada
czy bardziej wymowne jest milczenie
od bezpośredniej dyskusji znak zapytania
domysły nie dają sto procent zapewnienia
wyważone zdania i wykrzyknik na znak...
S T O P
Pierzasty stróż
(Inspiracja bajki Donii51 pt: "Podwórkowy budzik")
miała baba koguta
biegał po podwórzu
stroszył na sobie piórka
pazurkami grzebiąc w piachu
dokazywał kto tu rządzi
zadziornym był rozbójnikiem
na rancho bez psa i budy
ciągle piejąc był postrachem
dziób otwierał kukuryku
kiedy kto był w okolicy
nie odróżniał kto swój
a kto był na terytorium obcy
ten zadziorny buntownik
robił za domowego stróża
w tej wiejskiej posiadłości
co się zwie Grabniak
Kogucie Rodeo
Flamenco czy Passadoble
zatańczyć z kurzym bykiem
pierzasty rozbójnik pieje
raz po raz pazurami grzebie
jak wesz rzuca się na głowę
skacze i przeciwstawia się
jak Don Kichot błędny rycerz
nie odstrasza go topór i pniak
kogut chce pokazać jaja
jak przystało na samca
że z niego nie żółtodziób
wielki harem na podwórku
w ciepłym gnieździe kurczaki
kwoka wysiaduje karmazyn
nielegalny boks uprawia kury
znoszą gospodyni świeże jajka
od świtu do nocy to samo Rodeo
powtarza się na wiejskim rancho
znienacka atakuje kurza rozrabiaka
musi być lepszy na podwórku od psa
Naturalne piękno
nie kręci mnie tatuaż
recydywisty wizytówka
jak stempel pieczątki
odznaka jak u świni
daje dużo do myślenia
każdy centymetr ciała
odstrasza mroczną wizją
tajemnicza przeszłość
człowiek nie pisanka
do malowania natura
sama go wzbogaca
w barwny oryginał
na nosie parę piegów
tam i ówdzie pieprzyk
za ozdobę może być
i znamię znak szczególny
Jeżo-gąska
na zapałkę rośnie szczecinka
jak na ściernisku równa i gęsta
mojej żony osobista fryzjerka
co drugi miesiąc ją przycina
na mojej głowie maszynką
mistrzyni nożyc i grzebyka
na każde zawołanie zaprasza
do domu przez telefon żona
na szamponie zaoszczędzam
i na brylantynie krótko na jeża
fryzurka na co dzień i od święta
taka ze mnie męska jeżo-gąska
Pogoda ducha
na niejeden temat porusza się w książkach
teorii nie zamieni od razu na doświadczenie
każdy może służyć receptą innym na życie
z własnego punktu widzenia na pożytek
o szkole życia może najwięcej powiedzieć
ten kto jest odporny psychicznie na cierpienie
przewrotny los za uszy po kątach rozstawia
zdyscyplinowany uśmiech musowo pamiętać
o niezmiennej pogodzie ducha bez względu
na to czy słońce za oknem czy wieje wiatr
prosto w oczy liczy się poczucie humoru
i hart serca przyjazne nastawienie do świata
do drugiego człowieka nawet jeśli on okaże się
burkiem naturalnym odruchem zada cios w serce
potężne emocje jak kubek zimnej wody wyleje
na winnego ducha Bogu bo człowiek jak dziki zwierz
Pozory mylą
cztery kolka zamiast dwóch nóg
inaczej przez świat z innego punktu
widzenia i siedzenia ta sama istota
myśląca czująca po prostu żywa
nie różni się w niczym na co dzień
wózek też ma granice wytrzymałości
człowiek z czasem wysiada fizycznie
sprzęt tak samo nie jest wcale żelazny
kasę w akordzie liczy producent
wózkowicza traktuje jak trupa
z tektury jednorazowo robotę
odbębnia brykę na łapu capu
wózek to nie papierowa trumna
kierownik sprzętu zaciera ręce
sprawny inaczej nie jest do pieca
na boku czeka na dobrą fuchę
realia piszą inny scenariusz
w głównej roli z takim bublem
pod ciężarem bezwładnej stopy
nietrudno złamać podnóżek
jak metal zastąpi plastyk
ci co zarabiają na tym interesie
przekonani są że jest na medal
wszystko jak się siada na wózek
nieistotne duże czy małe kółka
odpadają byle gdzie po drodze
wózkowicz nie jest pełzającym
w slalomie blokad gadem
Tak to bywa (choć niekoniecznie)
( W odpowiedzi na wiersz kaliny pt: "Jak to jest?" )
nie przynoś róż bo mają kolce
a płatki kwiatu nie wystarczą
by uchronić miłość przed bólem
gdy się zadrapię czy ukłuję
Prywatność
emocjonalny dreszczyk
ceń w oddali się pojawia
noc otula samotnością
trauma wytrzeszcza oczy
czyjś dotyk spojrzenia
na odległość rozbiera
rozpinając całe ciało
granice do nieprzyzwoitości
nieodkryte sekrety
wywołują dziką rozkosz
niepohamowany wstyd
zamyka wejście do środka
serca które szuka drugiego
nieokiełznana ciekawość
spod kontroli wymyka się
nie panuje nad sobą
pytając niedyskretnie
wchodzi z butami
do cudzego świata
nie szanując prywatności