Znużona powtarzającymi się porażkami w swoim dotychczasowym życiu po raz ostatni weszła na stronę internetową IPON. Kliknęła na rubrykę RANDKI. Długo zastanawiała się zanim postanowiła ostatni raz ogłosić się. Spróbować jeszcze raz. Mimo, że na tym portalu randkowym grasowało mnóstwo oszustów matrymonialnych, cwanych złodziei, którzy lubią pasożytować na ludzkiej krzywdzie. Tym razem nie miała zamiaru zamieszczać swojego zdjęcia i też nie chciała się rozpisywać w szczegółach. Krótko, na temat!
„Jestem osobą niepełnosprawną. Poznam i zaprzyjaźnię się z kimś na dobre i złe. Najlepiej z moich okolic”. Po czym szybko zamknęła stronę IPON i wróciła do własnego świata poezji. Marząc wciąż i pisząc wiersze publikując je na blogu, oraz na poetyckim portalu BEJ.
Była to Joli w pewnym stopniu odskocznia od codziennej ,szarej monotonni i samotności.
Jaka jej towarzyszyła niemal, że od wczesnego dzieciństwa. Na anons jej odpisywało sporo mężczyzn, ale jak zawsze każdemu z jej strony coś nie odpowiadało. Jak nie jej wiek im pasował to znowu niepełnosprawność ruchowa przerażała albo to, że pragnęła by ta osoba w przyszłości przeprowadziła się na stałe do niej. Mieszkanie miała przystosowanie do swojego inwalidztwa mieszkając z rodzicami. Czytając coraz więcej e-maili od nowych osób odniosła wrażenie, że wszyscy mają zbyt wygórowane oczekiwania i wysokie aspiracje o sobie. Zwykle po jednego, dwóch wymianach e-maili znajomości kończyły się samoistnie nie z Jolki strony, a korespondentów. Z dnia na dzień traciła coraz bardziej nadzieję oderwania się od samotności.6 wrzesień 2008 r. Wchodząc do odbiorczej skrzynki na Internecie zauważyła nowy mail.
-Jeden mniej czy więcej a co mi tam przeczytam najwyżej nie odpiszę. Otworzyła go był od 32-letniego Filipa. Pomyślała sobie w duchu.
„Cześć jestem ze wsi Nadróż. Mam małą wadę wzroku i wymowy. Wiadomo, że komputera przy sobie nie noszę, ale podaję mój tel. kom. jakbyś zechciała mnie bliżej poznać. 513-81-26-39 Filip.”
Serce na moment zamarło dziewczynie kiedy przeczytała do końca wiadomość. Czyżby to był ten sam, który przed dwoma miesiącami ją oszukał? Nie odpowiedziała tym razem bezzwłocznie. Wyszła z odbiorczej skrzynki mailowej pragnąc zaszyć się w swoim świecie.
Tam gdzie nikt nie miał do niej bezpośredniej wstępu i czuła się bezpieczna przed każdym, ale nie przed własną przyszłością. Mimo wszystko myśli Jolanty powracały i krążyły cały czas nad treścią tych paru słów które do niej napisał Filip. Co jest?! Co się ze mną dzieje?! Była zła sama na siebie. Nie mogąc nad niczym się skoncentrować. Jej mama nawet dostrzegła po zachowaniu, że córka jest niespokojna i daleko stąd myślami. –Co się stało? Powiedz. Zaniepokoiła się kobieta. Dziewczyna spojrzała przez chwilę na matkę. Pokręciła głową. –Nic naprawdę nic mamo to co zwykle. Wystarczy tylko zignorować jak to na Internecie. Odpowiedź dziewczyny jeszcze bardziej ją zaintrygowała. -Pewnie otrzymałaś od kogoś e-maila- prawda? Powiedz, proszę. – A nie będziesz się złościć na mnie i denerwować? Zapytała Jola. –Nie, tylko powiedz o co chodzi?! Kobieta wyraźnie zniecierpliwiła się.
-Napisał do mnie z Nadróża jakiś Filip. Ma 32 lata małą wadę wzroku i wymowy. – I co odpisałaś jemu? Przerwała jej matka. –Nie. Dziewczyna posmutniała i spuściła głowę. -Dlaczego?! – Czy ja wiem? Wzruszyła ramionami. Może to ten sam Filip, który mnie oszukał? – Joleczko nie możesz przez ten jeden, jedyny incydent żyć nie ufając nikomu. To jest po prostu paranoja moje dziecko!- Ależ mamo a skąd wiesz może to ten sam? Założyć konto mailowe jest bardzo łatwo i można ich mieć ile się chce! – No nie! Jesteś córciu po prostu przewrażliwiona! Objęła ją i przytuliła do siebie. –Posłuchaj odpisz temu Filipowi. Za dużo nie rozpisuj się. Będzie jemu zależeć to zacznie sam więcej o sobie opisywać Tobie. Pogłaskała córkę po głowie i poszła do kuchni. Dziewczyna siedziała przed komputerem nieruchomo zastanawiając się jak zwykle nad tym co usłyszała od matki. Powróciła do elektronicznego listu otworzyła go ponownie i wpatrując się w jego treść powtarzała sobie spokojnie to tylko martwe słowa nic więcej. Zaczęła odpowiadać powoli z duszą na ramieniu.
„Mam na imię Jola jestem z Bydgoszczy. Poruszam się na wózku. Podobnie jak Ty bardzo chciałabym żeby mnie ktoś zaakceptował i pokochał taką, jaką jestem naprawdę. Mam 35 lat.
Mój tel. kom.886-16-26-81 pisz albo dzwoń”. Kliknęła na wysyłaj pozostało czekać.
Na samą myśl o kolejnym e-mailu od Filipa drżała ze strachu. Nagle komórka zadźwięczała.
Sięgnęła po telefon wyświetliła się wiadomość sms. Odebrała ją. To był Filip i prosił ją o zdjęcie. Wahała się z sfotografowaniem się i wysłaniem jemu swojej fotki. Odpisała:” Nie jestem aż tak atrakcyjną dziewczyną. Może najpierw poznajmy się poprzez pisanie do siebie?”
Za chwilę znowu tel. kom. dzwonił od chłopaka. Nadal nalegał z tym zdjęciem. Jolka pstryknęła fotkę i wysłała w mmsie. I tym razem błyskawicznie odpisał. „Sympatyczną masz twarzyczkę, bardzo dziękuję”. Tak smsowali z sobą z tydzień wymieniając swoje światopoglądy na rożne tematy. U Filipa w domu był komputer i Internet, ale nigdy nie miał czasu na pisanie z dziewczynami, gdyż ciężko pracował przy hodowli 150 sztuk świń, wraz z nią miał czynną rzeźnię. Pracował też w zawodzie masarza wyrobów mięsnych.
Gdy on był w domu i miał chwilę czasu dla siebie to przeważnie nocą uruchamiał kom. i wchodził na Internet. Jola o tej porze smacznie spała. On do niej pisał po nocach, a ona do niego w dzień. Mijały dni. Aż otrzymała kolejny sms od niego. Oniemiała gdy go przeczytała. „ Jolu właśnie takiej dziewczyny jak Ty szukałem. Kiedy czytam Twoje listy, smsy to tak jakbym sam siebie słyszał. Znasz moje myśli, odczucia.” Nie dowierzała własnym oczom. Pewnie bajeruje mnie na odległość. Przemknęło dziewczynie po głowie. Starała się zachować zdrowy rozsądek. Z drugiej strony podświadomie ogromnie pragnęła żeby to było prawdą. Pocieszał ją fakt, że mijał miesiąc a oni nadal byli z sobą w kontakcie. Sytuacja ich znajomości z upływem czasu coraz bardziej się komplikowała, ponieważ rodzina Filipa była przeciwna ich stałej znajomości na poważnie. Główną przyczyną sprzeciwu była Jolki niepełnosprawność. W Nadróżu zaczęli jemu utrudniać kontaktowanie się z dziewczyną rodzice i rodzeństwo. Do tego stopnia, że obojgu pozostały w kontakcie tylko smsy. Trudno poznać się na odległość po paru zdaniach zdawkowych dziennie, ale im trudniej było tym bardziej jak i Filip tak i Jolanta stawali się wytrwali. Ufając sobie na odległość w ciemno. Filip postanowił spotkać się osobiście pierwszy raz z dziewczyną. Musiał wymyślić dobry pretekst do wyjazdu z domu rodzinnego na 2 dni. Był koniec października 2008 r. Jak zaproponował jej spotkanie się na żywo. Obawiała się tego momentu od samego początku. Zbliżała się zima a ona coraz rzadziej wychodziła na spacery. Czekał ją 5 miesięczny areszt domowy w 4 ścianach własnego pokoju aż do wiosny. Co roku powtórka. Niestety była skazana zaprosić dopiero co poznanego chłopaka do swojego domu rodzinnego. Musiała podać jemu adres domowy do siebie, bo czasu było coraz mniej i mniej a przyjechać miał 23 listopada 2008 r. Bez ryzyka nie ma nic. Zdecydowała się napisać w smsie Filipowi cały adres. Najwyżej znowu mi się oberwie kolejna nauczka. 23 listopada w sobotę bez problemu On trafił bez problemu do niej. W pierwszych chwilach wyczuwało się między nimi napiętą atmosferę , ale Filip miał wielkie poczucie humoru szybko rozładował ją opowiadając dowcipy. Był jakiś inny niż wydawał się poprzez smsy, maile, choć nadrabiał wesołą miną i humorem. Jola w jego spojrzeniu widziała lęk, niepewność co niestety jej to samo udzielało się. Nie mogła nic na siłę wnikać o co chodziło ze strony chłopaka. Wyjechał z Nadróża pod pretekstem, że jedzie do klienta na świniobicie, oraz zrobienie wyrobów do sąsiedniej wsi. Mając przy sobie tel. kom. drżał na każdy dzwonek komórki. Po kilku godzinach odebrał telefon od matki. Przeprosił wychodząc do drugiego pokoju. Z oddali słyszało się jak mówił do telefonu: - Już kończę mamo za godzinę, półtorej będę w domu. Przygotowuję wędlinę na wesele, które za tydzień ma być u klienta. Jak wrócę wszystko ci opowiem. Po czym wyłączył połączenie tel. Przyszedł do pokoju dziewczyny. – Przepraszam, ale na mnie już czas. Było mi miło ciebie poznać Jolu. Bardzo dziękuję za gościnę. Odniosła wrażenie, że było to ich pierwsze i ostatnie spotkanie. Na pewno odstraszyła Filipa wózkiem.
Nie obiecując nic cały czas milczał przy pożegnaniu. Dziewczynie było przykro z tego powodu, ale nie chciała dać poznać tego po sobie nikomu. Dusiła w sobie o jedną więcej porażkę w życiu osobistym. Po wyjściu Filipa nie miała odwagi już do niego smsować. Nic nie powiedział czy będą tylko przyjaciółmi czy wyjdzie coś więcej z tej przyjaźni? Zajęła myśli czymś innym na Internecie żeby nie myśleć więcej o nim. Nagle zadźwięczał telefon komórkowy. Zdziwiła się jak zobaczyła, że to sms od niego. Pytał:” Jakie wrażenie wywarłem na Tobie? Co myślą o mnie Twoi Rodzice? Co mówili?”. Dziewczyna znowu oniemiała zaskoczona i odpisała:” Dałeś mi przecież KOSZA? Więc to bez znaczenia jest jakie wrażenie wywarłeś na mnie i co sądzą moi rodzice o Tobie. Wystarczy , że z grzeczności nic nie powiedziałeś mi w domu, że odpadam, bo jestem taka, a nie inna.” Po chwili Filip zbombardował Jolkę mnóstwem smsów. Zamiast o tym porozmawiać w 4 oczy z nią zaczął się zwierzać pisząc. „Wcale nie miałem zamiaru i nie dałem Ci KOSZA! Nadal mi się bardzo podobasz. Jesteś wartościową pełną wewnętrznego uroku mądrą dziewczyną, a wózek to nie problem.” Czytając te słowa poczuła, że się robi jej cieplej na sercu. Uśmiechnęła się sama do siebie. Coś mówiło tym razem dziewczynie, że to ten jej jeden, jedyny. Opisał jej jeszcze całą prawdę o tym, że aby spotkać się z nią musiał okłamać swoich rodziców. Inaczej nie mógł by przyjechać do niej by ją poznać. Zbliżało się Boże Narodzenie Jolka chciała, choć raz w życiu spędzić święta nie sama z rodzicami, a z kimś, kogo lubiła. Tyle ciepła, serdeczności ze trony jego emanowało. Zapytała rodziców czy może zaprosić Filipa z tej okazji ponownie do siebie? Jak zwykle nie spodziewali się żadnych gości, więc rodzice zgodzili się. Ciesząc się szybko napisała do niego smsa: „Zapraszam Cię na całe święta Bożego Narodzenia do mnie, będzie mi bardzo milo i przyjemnie w Twoim towarzystwie.” Na co on odpisał: „Na święta może nie, nie wiem czy wypada tak? Dopiero poznaliśmy się, ale na Sylwestra jak jest możliwe bardzo chętnie skorzystam z zaproszenia.” Do Sylwestra czas dłużył się ogromnie dziewczynie. Nie mogła doczekać się. To był pierwszy Sylwester 2008 i przywitanie Nowego Roku 2009 z osobą coraz to bliższą sercu w kameralnej atmosferze. Patrząc na Flipa drobne szorstkie dłonie coraz bardziej odczuwała potrzebę wtulenia własnej twarzy w jego wnętrze ciepła rąk. Ukradkiem wzroku pieściła jego brązowe oczy, nos, wargi i brodę, choć w rzeczywistości nie miała odwagi nawet go dotknąć. Obawiała się, że może chłopaka nagle zrazić tym do siebie zbyt natrętną śmiałością. Jednocześnie z każdą godziną z nim sam na sam spędzoną miała wrażenie, że zaczyna coś między nimi iskrzyć. Łączyła ich jakaś dziwna nie znana jej jak dotąd nić więzi. Z trudem się powstrzymywała ,by nic nie dać poznać po sobie. Przerażało dziewczynę zadurzenie się w nim na samą myśl. Bała się, że jak to wyczuje, dowie się on z czasem straci go bezpowrotnie. Nigdy więcej Filipa nie spotka! Zastanawiała się jak sprawić ,by on jeszcze wrócił. Czas nieubłaganie upływał i pozostawało go coraz mniej, a ona nadal nie wiedziała jak się zachować ,aby jeszcze zechciał do niej przyjechać. Filip im bliżej był odjazdu do domu zdawał sobie sprawę, że musi po powrocie porozmawiać poważnie z ojcem. Musi przyznać się, że znowu poznał dziewczynę, ale tym razem do tych spraw bardzo poważnie podchodzi i ma pewne z tym związane zamiary.
Szykując się ubrany do wyjścia podszedł do dziewczyny i nachyliwszy się lekko podał jej dłoń. Niewątpliwie czuł jak jej ręka bardzo drży w jego ręce, choć była ciepła. Jola nie wiedząc co powiedzieć na pożegnanie spojrzała Filipowi głęboko w oczy po czym wykorzystując ten ostatni moment ich bliskości delikatnie musnęła jego w usta. Boże co ja narobiłam! Pomyślała. Zasłaniając twarz ręką. Jedynie co z siebie wydukała szeptem to słowo „przepraszam”. Wielki chaos wewnętrzny nią miotał. On natomiast uśmiechając się powiedział – nie, nic takiego się nie stało. Nie przepraszaj, bo nie ma za co, nie powinnaś nigdy ukrywać n tego co czujesz naprawdę. Popatrzyła na niego. – Posłuchaj Jolu następnym razem muszę przyjechać do Was z moim ojcem. Obecnie zamierzam po powrocie do domu porozmawiać z rodzicami o nas. Nie będzie to takie proste, ale wszystko ci wyjaśnię w e-mailu. Przytaknęła smutno głową. -Nie martw się na zapas wszystko będzie dobrze. Pomachał dziewczynie ręką i wyszedł zamykając za sobą drzwi. Znali się bardzo krótko, ale musiała ufać jemu w ślepo w dalszym ciągu. Nie napisał ani nie puścił smsa wieczorem. To już koniec! Była przekonana. Nazajutrz zadzwonił tel. kom. to był sms od Filipa. „Przepraszam Cię, ale wczoraj podczas rozmowy o nas miałem w domu wojnę. Nie mówiłem nic, ale moja matka nie akceptuje Cię i jest przeciwna temu, żebym z ojcem do Was przyjeżdżał. Cały czas kłóci się ze mną. Nie przejmuj się jednak i myśl tylko o mnie-będę walczył!”. Sytuacja jeszcze bardziej skomplikowała się, gdy chłopaka mama zaczęła chodzić za nim krok w krok obserwowała go kto, kiedy do niego dzwoni, smsuje, do kogo on pisze. Ubikacja okazała się jedynym miejscem gdzie był sam i mógł napisać smsy do Jolki. Ojciec Filipa zachowywał się neutralnie. Udało się na szczęście porozmawiać z mim chłopakowi w 4 oczy, kiedy matka doiła krowy. Podobnie jak ona nie był zachwycony podejrzewając, że syn poznał rozwódkę z dzieckiem-później syn ojcu zaprzeczył. Postanowili wspólnie, że pojadą do Bydgoszczy 18 stycznia. Im bliżej było kolejnego spotkania oko w oko z tatą Filipa tym trudniej było dziewczynie zapanować nad własnymi emocjami i nerwami. Próbowała przygotować się odpowiednio do rozmowy z nim jakby zaczął zadawać jej niezbyt proste pytania do odpowiedzi. Sytuacja znowu Jolę zaskoczyła. Kiedy ojciec Filipa usiadł przy stole ze wszystkim wokół siebie i zaczął rozmawiać tylko z rodzicami dziewczyny. Miała wrażenie, że traktuje ją jakby nie istniała towarzysząc jej obok. Po dłuższej chwili jako bierna słuchaczka toku rozmowy doszła do wniosku, że może i lepiej. Zaoszczędzi jej ta postawa człowieka, którego pierwszy raz na oczy widziała stresu. Spoglądała na Filipa, ale on również milczał. Wyłapując wszystko co mówi starszy mężczyzna z ironią w głosie traktował ich oboje jak parę szczeniaków, których wybrykiem były plany o ślubie i wspólne życie razem w przyszłości. Co mieli młodzi do powiedzenia na ten temat nie miało żadnego znaczenia- a przecież to o ich losy chodziło... To niesprawiedliwe! Ojciec Filipa przy stole przekonywał rodziców Joli, że jeszcze nie dorósł, nie podoła takiej odpowiedzialności. Oni natomiast wraz z córką byli przeciwnego zdania. Ponadto rozglądając się po całym mieszkaniu- przyznał otwarcie, że syn jego od dziecka marzył o tym by zamieszkać w wielkim mieście. To było Filipa największym marzeniem w życiu. Pokiwał głową mówiąc – widzę, że pragnienie syna się spełnia. Będzie miał co chciał. Pozostało jeszcze uzgodnić wspólnie przeprowadzkę Filipa z Nadróża do Bydgoszczy. Do końca zimy pozostało 2 miesiące, a ojciec chłopaka obawiał się, że sam sobie nie poradzi w domu, gdy trzeba będzie pracować w polu jednocześnie hodując świnie i nadal prowadzić rzeźnię. Nalegał proponując, aby dopiero w maju się przeprowadził do miasta. Niemiłosiernie dłużyły się te 3 miesiące Joli i Filipowi. Mimo obietnic chłopaka ojca nie dano im okazji do częstszego spotykania się po to , by bliżej się poznać. Skazani na smsowy kontakt z sobą postanowili przetrwać ostatnią rozłąkę. Filip ,aby uniknąć w domu ostrych scysji na temat Jolki, wieczorami zamykał się we własnym pokoju i oglądał filmy w telewizji. Na początku maja ojciec Filipowi pomógł w przeprowadzce do Bydgoszczy. U księdza wkrótce wyznaczyli oboje datę ślubu na 13 czerwca. Ślub kościelny odbył się bardzo cichy i skromny, taki o jakim marzyła Jola w gronie najbliższych. Rodzina pana młodego uznała, że żeniąc się z dziewczyną niepełnosprawną na wózku popełnia mezalians, więc nie pojechała na ceremonię. Miesiąc miodowy upływał nowożeńcom na bardzo długich spacerach w parku i po starym mieście, na zakupach w centrach handlowych takich jak E.Leclerc , Carrefour, Biedronka. Jola pierwszy raz dzięki mężowi poczuła się bardzo szczęśliwa , a jednocześnie dość swobodnie. Razem przemierzali miasto komunikacją miejską MPK. Każdy następny dzień był cudowny i inny od poprzedniej rzeczywistości z lat ubiegłych. Świat wydawał się bardziej kolorowy i przyjazny nie tylko dla Joli, ale i Filipa. On nareszcie miał kogoś, komu na nim bardzo zależało. A ona miała kogoś na kogo mogła zawsze liczyć w każdej chwili. Im bliżej poznawali się wzajemnie nadrabiając stracony czas przez długą rozłąkę, tym większa łączyła ich miłość. Należeli oboje do tych par małżeńskich, które o nic nigdy się nie kłócą. Jak zgodne dwa gołąbki na przekór wszystkiemu i na złość innym…
…i tak już zostało…