Całkiem przypadkiem zaczepił mnie nieznajomy facet na radyjku, dopytując się jaki jest odbiór z jego nowej stacjonarnej stacji cb, którą sobie od niedawna zamontował. Nie pamiętam wtedy nawet z kim konkretnie rozmawiałam. Zdążyłam przywyknąć do tego, iż wywoływano mnie np. i proszono z serwisów sprzętu cb o podanie odbioru, po to aby klienci chętniej kupowali anteny, cb-radia i zasilacze, ewentualnie po naprawie czegoś zepsutego, byli zadowoleni z tego. Nowy znajomy okazało się, że ma żonę w 5 miesiącu ciąży i synka 6-letniego. Pracował jako monter na poczcie, w domu jeszcze nie posiadali własnego telefonu. Cb-radio właśnie miało im ułatwić wezwanie karetki pogotowia w razie nadchodzącego rozwiązania. Ponadto Jurek posiadał jeszcze radio przenośne, które zawsze z sobą do pracy zabierał, żeby być w kontakcie ze swoją małżonką Kingą, ale podczas powrotu do swojego domu , nie za bardzo wiem dlaczego jego druga połowa nie słyszała co mówił do niej, ona przeważnie odbierała same szumy i trzaski. Natomiast ja jej męża słyszałam znacznie lepiej, dlatego byłam ich łączniczką. Rozmowy dotyczyły wówczas tego co będzie np. na obiad, albo za ile minut będzie na miejscu. Fakt, Jurek dość często bywał na rauszu, co nie znaczyło , że przysparzał Kindze po powrocie z pracy problemów. Z tego co poznałam jego później znacznie lepiej, był raczej człowiekiem odpowiedzialnym, troskliwym o własną rodzinę. Co tydzień pomagał swojej żonie w porządkach domowych, w praniu, czy nawet przy gotowaniu posiłków. Jednak Kinga kolegując się ze mną i tak narzekała do mnie na niego, że lubi zaglądać do kieliszka, podczas jej nieobecności. Wtedy tłumaczyłam jej, iż trochę wyolbrzymia to wszystko, bo przecież mąż po nietrzeźwemu nigdy nie powiedział jej najmniejszego przykrego słowa, nie znęca się nad nią,oraz dzieckiem psychicznie i fizycznie. Przeciwnie jak sama mi przyznała rację to, iż kiedy tylko przyjdzie z pracy po kieliszku zaraz z miejsca kładzie się spać do łóżka. Gdy Jurek zadzwonił do mnie, aby przekazać iż troszeczkę się spóźni, ona zaraz stawała się bardzo podejrzliwa , prosząc mnie abym po jego wymowie przez słuchawkę rozpoznała czy jest trzeźwy ,czy pijany. Niestety za dobrze znała swojego męża i zawsze domyślała się moja kumpelka kiedy jej luby był pod wpływem alkoholu, przez telefon słychać było nieraz oddalony gwar rozmów gdzieś brzęk szkła z oddali. W takich momentach czułam się tak jakby między młotem a kowadłem , gdyż zamieniając z Jurkiem kilka słów, zostałam nagle przez niego poproszona, żeby nic nie mówić Kindze o tym iż jest lekko wstawiony. Wiadomo jak każde małżeństwo raz się posprzecza, raz pogodzi. On również zwierzał mi się często żaląc się na żonę, iż jest bardzo gderliwa z byle czego, awantury mu urządzała po powrocie z pracy i nie pozwalała mu nawet na wypicie czasami jednego ,małego piwa. Dodawał, iż momentami taka jest nie do wytrzymania, że żałuje iż właśnie ją poślubił. Niekiedy bardzo głupio i niezręcznie było mi to wysłuchiwać z ich strony, ponieważ później każde z osobna dopytywali się mnie ,co sama na ich miejscu zrobiłabym albo co na ten temat sądzę?... Unikałam odpowiedzi na takie pytania jednocześnie zasłaniając się, iż jestem jeszcze panną i nie mam żadnego zielonego pojęcia, doświadczenia na temat związku małżeńskiego. Jurkowi powtarzałam wciąż, że nie powinien takich rzeczy wygadywać w mojej obecności, ani przy nikim innym, gdyż skoro ją wybrał na własną żonę to musiała być niezwykle wyjątkową kobietą. Dzięki niej ma zdrowego, fajnego synka o imieniu Wiktor i drugiego dziecka spodziewają się razem, może to właśnie tym razem będzie córeczka, kto wie?... Dlatego nie powinien w ten sposób myśleć, czy też podobnie postępować, ponieważ w życiu nie wszyscy mają tyle szczęścia, aby to osiągnąć co oboje już posiadają- ciepło ogniska domowego, własne rodzinne szczęście i ustabilizowaną, stałą przyszłość otworem stojącą przed nimi. Bardzo złośliwie utrudniony miewałam kontakt z Kingą i Jurkiem przez pewne osoby, które nie znosiły mnie zawzięcie i upierdliwie zakłócały nasze rozmowy. Od niedawna moja nowa koleżanka wpadła nagle na pomysł, żeby napisać jej w listach to, co nie można na radyjku powiedzieć kim mogą być ludzie, którzy nas przeganiają z kanału na kanał. Zaproponowała mi to rozwiązanie, z własnej bardzo naiwnej, łatwowiernej natury przystałam Kindze na to. Opisywałam jej o wszystkim bardzo szczerze ,przypuszczając kim byli ci złośliwi dowcipnisie. Często poruszałam tematy o samej sobie zwierzając się ze swoich spraw, problemów tak jak to odbierałam z własnego punktu widzenia i czułam… Korespondencje bardzo, bardzo długie zabierał z sobą, pojawiając się w moim domu co jakiś czas Jurek i oddawał osobiście nowej mojej przyjaciółce. Ona w wolnym czasie odpisywała mi na wszystkie, a w nich bardzo dużo narzekała na swoją matkę, iż nie troszczy się o nią, o wnuczka, nie interesuje się nimi, tylko wpatrzona jest w jej młodszą siostrę Magdę, która choruje na epilepsję i bardzo się jąka. Matka Kingi także miała stacjonarne cb-radio w domu, parę razy zdarzyło mi się nieoczekiwanie przez chwilę trafić na ich wzajemną bardzo niecenzuralną kłótnię między córką a matką. Poza tym sama wielokrotnie obgadywała w swoich listach do mnie skierowanych wspólne znajome na cb-radiu osoby, jakby chciała celowo nas z sobą zwaśnić. Tygodnie mijały jeden po drugim i pewnego dnia Kinga z Jurkiem poprosili mnie, żebym była na podsłuchu niemal przez 24 godziny na dobę na cb. Nie pamiętam już może ona była wtedy w 7 miesiącu ciąży, czasami bardzo skarżyła się na ból pleców, przedwczesne, chwilowe skurcze. Z ciężkim sercem zazwyczaj jest mi cokolwiek komukolwiek odmówić, tym bardziej swojej przyjaciółce nie mogłam i bez zastanawiania się wyraziłam swoją zgodę na to od razu o co zostałam poproszona. Codziennie swój czas na podsłuchu radyjkowym poświęcałam Kindze od godziny 7-8 rano do 23:30, 00:30 w nocy. Idąc spać po północy czułam się tak wyczerpana i przemęczona, że o 7 rano trudno było mi otworzyć ciężkie jak z ołowiu i zaspane powieki ze snu. Na wpółprzytomna zrywałam się i w pierwszej kolejności włączałam cb-radio, przysłuchując się czy wywołuje mnie ktoś od Kingi. Kiedy tylko odezwali się zaraz pytałam ją jak się czuje, czy przespała spokojnie noc? W końcu moja koleżanka zapragnęła zapoznać mnie ze swoją przyjaciółką jeszcze ze szkolnej ławy od
1 klasy w podstawówce, chorą na SM. Nie byłam tego pewna czy chcę tego samego co Kinga na początku, lecz ona bardzo nalegała i umówiłyśmy się , że jak tylko ta dziewczyna przyjdzie do niej, to ona zawoła mnie i poda mikrofon zaraz swojej kumpelce, abyśmy mogły zapoznać się z sobą. Wszystkie trzy byłyśmy rówieśniczkami, z tym wyjątkiem iż ja z Ewą nie miałyśmy własnych mężów, dzieci no i jeszcze jedno mnie z tą dziewczyną ze stwardnieniem rozsianym łączyło to, iż dobrze rozumiałyśmy życie ludzi pokrzywdzonych przez zły los. Ewa w przeciwieństwie do mnie chodziła jeszcze samodzielnie bez żadnej laski czy przy pomocy kul , ale jak wciąż mi powtarzała, że za 5-10 czy za 20 lat to i tak nie uniknie ona wózka inwalidzkiego w przyszłości. Po tej pierwszej pogawędce zapoznawczej Jurek z żoną w pewną niedzielę zorganizował ognisko, na które zaprosili wspólnie mnie z rodzicami i Ewę do siebie. Spotkanie na żywo okazało się bardzo przyjemne nieopodal zalewu i przy ognisku. Po nim przyjaciółka Kingi zaczęła mnie czasami odwiedzać. Z nią jeszcze bardziej miałam wspólny język, jakbyśmy „obydwie jechały na tym samym wózku”. Ewa jednak była pod bardzo dużym wpływem Kingi, która jak zdążyłam już zorientować się bardzo lubiła dyrygować wszystkimi wokół siebie i dyktować im jak mają postępować, żyć tak jak to jej samej odpowiadało najlepiej. Wielokrotnie próbując usiłowała i na mnie bardzo podobnie wpłynąć, lecz ja raczej od początku przeciwstawiałam się Kindze i nie ulegałam jej, jak jej przyjaciółka. Mój charakter okazał się silniejszy i nie poddałam się nakazom i rozkazom jej. Bywało, że na prośbę Jurka telefonowałam od siebie, prosząc w jego imieniu o kilkudniowy urlop z powodu złego samopoczucia żony w odmiennym stanie, nie przyjmując za te rozmowy telefoniczne od nich żadnych pieniędzy. Otrzymałam w prezencie raz od znajomego z zagranicy odtwarzacz cd, który jako kierowca woził pasażerów z naszego kraju do Hiszpanii , tam gdzie on mieszkał na stałe i odwrotnie przywoził ich stamtąd. Przywiózł go z zagranicy i podarował mi wtedy od siebie , do którego dorzucił mi kilka własnych płyt cd. Nie wszystkie były w moim guście, dlatego szukałam kogoś chętnego kto lubiłby słuchać muzykę heavy metalową, rockową, aby móc się z nim zamienić na coś lżejszego. W niedługim czasie potem ten znajomy mobil z cb-radia mieszkający w obcym państwie zmarł na nowotwór żołądka. Jurkowi 2 płyty cd zespołu METALICA odpowiadały ,gdy raz był u mnie z Kingą. Chcieli wypożyczyć je do przesłuchania u siebie na swojej świeżo kupionej wieży. Co nie było mi na rękę, wcześniej miałam bardzo przykre doświadczenia w związku z pożyczaniem kaset swoich do posłuchania. Zaproponowałam zatem Kingi mężowi , żeby wziął obydwie cd grupy METALICA, a jak będą mogli odkupią mi po narodzinach dziecka 2 inne płyty np. duetu MODERN TALKING. Mój pomysł przypadł do gustu jemu. Zbliżały się Mikołajki , Kinga z Jurkiem sami zaczęli zagadywać mnie, co chciałabym od nich dostać w prezencie z tej okazji. Nie za bardzo lubię czuć się zobowiązana pod względem zrewanżowania się komuś drugiemu, tym bardziej kiedy (sprawa dotyczyła całej trójki 3 upominkami mikołajkowymi wypadałoby mi się zerwanżpwać) ,a oni mi 1 upominek zamierzali podarować. Próbowałam im to na wstępie jakoś wyperswadować z głowy, ale moja koleżanka z mężem byli bardziej przebieglejsi ode mnie. Ponownie nieoczekiwanie wpadli do mnie i wręczyli mi ten prezent mikołajkowy od siebie: czekoladę i kasetę Marcela Romanoffa. Nie byłam w stanie wyjść samodzielnie do sklepu na zakupy, aby móc cokolwiek komukolwiek kupić. Jak zwykle musiała mnie w tym wyręczyć moja mama. Kupiła Wiktorowi zabawkę piękny motocykl i odrobinę łakoci. Miałam nadzieję, że nie pogniewają się na mnie Kinga z Jurkiem, iż po rozmowie z mamą zdecydowałam się tylko na zrobienie niespodzianki mikołajkowej ich synkowi. Mama zresztą nie tylko z tej okazji kupowała dla niego różne miniaturowe autka, słodycze także otrzymywał je ode mnie na imieniny i urodziny. Ogromnie ucieszyło mnie to, że nie mieli mi tego za złe. Wiktor bardzo chętnie rozmawiał ze mną kiedy jego mama była zajęta obowiązkami domowymi, z nią również gawędziłam godzinami dzień w dzień. Nie narzucałam się nikomu z nich, sami mnie wywoływali na cb-radiu. Wreszcie na początku grudnia nadeszła chwila narodzin Kingi drugiego dziecka, Jurek nie poszedł tego dnia do pracy. Siedział w domu razem ze swoją rodziną. Moje radyjko było jak zwykle na ciągłym podsłuchu bez przerwy. Dzień nie różniący się wcale od innych upłynął na żartowaniu i śmianiu się. Oboje ze mną zaczęli imiona wybierać , dopytując się mnie jakie mi się najbardziej podobają. Byłam zdania, iż tylko przyszli rodzice powinni wybierać odpowiednie imię dla swojego dziecka, a nie ja obca osoba. Po bezustannym z ich strony naleganiu, wymieniłam kilka imion, które mi najlepiej do gustu przypadają: Staszek, Mateuszek, Sławek, Tomek- gdyby urodził się chłopiec. Natomiast dla dziewczynki podobają mi się takie imiona jak: Dorotka, Ania, Basia, Monika. Ku mojemu zaskoczeniu po raz drugi przyszły tatuś z wymienionych przeze mnie wcześniej propozycji imion dla chłopczyka wybrał właśnie imię Sławek, gdyby przyszedł na świat następny syn. Gdyby urodziła się córeczka miała być Kamila. Na co nagle Kinga troszeczkę oburzyła się na swojego męża, iż nie dopuszcza jej wcale do głosu, żeby mogła sama coś ładnego wybrać. Zaczęli z sobą znów się spierać, ponieważ po raz wtóry przyszłej mamie najlepiej podobały się takie imiona takie jak Patrycja i Daniel. Młode małżeństwo od początku zaplanowało poprosić w kumy na chrzciny jeszcze nie narodzonego dzidziusia właśnie Ewę. Było już po godzinie 18-stej kiedy bóle porodowe Kindze nasiliły się tak bardzo , iż nie była w stanie nadal ze mną rozmawiać. Chciałam już wtedy dzwonić po karetkę pogotowia, ale ona przed tym jeszcze mnie powstrzymywała. Przekonywałam ją uparcie, aby zadzwonić póki wcześniej i wezwać ją, gdyż w nocy będzie im trudniej dowołać się pomocy i tam prosić kogokolwiek na podsłuchu o ratunek na 9 kanale ratunkowym . Kto byłby w zasięgu telefonu. Dopóki nie idę spać i mam włączony cb sprzęt lepiej, aby skorzystali z nadarzającej się okazji. Zapewniałam swoją przyjaciółkę, iż jak pojedzie na porodówkę znacznie wcześniej to nic takiego się nie stanie, mąż jej da sobie radę z wyprawieniem Wiktora nazajutrz do przedszkola. Ona będąc na miejscu pod troskliwą opieką medyczną zaoszczędzi niepotrzebnego stresu wszystkim. Udało mi się ją przekonać z uporem. Dochodziła godzina 19-sta wieczorem, gdy sięgnęłam po słuchawkę telefoniczną i wykręciłam numer 999. Odezwał się mężczyzna jak powiedziałam mu z jakiego powodu proszę o przyjazd karetki pogotowia, zapytał mnie o dane mojej koleżanki. Imię- Kinga, nazwisko- Słonina, wiek- 26 lat, adres- ul. Rabatowa 15, które to będzie jej dziecko? Drugie. Facet z telefonu po dokładnym spisaniu wszystkich szczegółów , zaczął dopytywać się mnie jeszcze w jakiej danej fazie trwa ten poród. Dokładnie nie wiedziałam, ponieważ nie śmiałam wypytywać się o to Kingę czy jej męża. Zaproponowałam więc, aby oni jemu sami z mojego cb-radia prosto do słuchawki telefonicznej dokładnie wytłumaczyli na jakim etapie aktualnie trwa ta akcja. Na co telefoniczny rozmówca kazał mi przekazać Kindze i Jurkowi, że pogotowie przyjedzie za 10-15 minut pod ich mieszkanie. Gdy zabrali Jurkowi żonę do szpitala, on zawołał mnie jeszcze i poprosił koniecznie, żebym kładąc się spać postawiła przy łóżku swoim telefon. Na wszelki wypadek gdyby w nocy zadzwonili ze szpitala do mnie i przekazali mi dla niego dobrą nowinę. Kingi małżonkowi miałam natomiast ją powtórzyć z samego rana zaraz po przebudzeniu się. Pomimo, że całą noc bardziej nadsłuchiwałam dźwięku telefonu, śpiąc jak zając pod miedzą , on milczał niczym zaklęty do białego rana. Nazajutrz dowiedziałam się od Jurka, który zdążył odwiedzić swoją żonę na porodówce, iż jeszcze nic nie urodziło się. Wieczorem dopiero o godzinie 20-stej przeszedł na świat chłopczyk, ważył blisko 4 kg. poinformował mnie o tym Jurek. Był w wniebowzięty, chwaląc się wszem i wobec o tym na cb-radiu do każdego. Po paru dniach kiedy przywiózł swoją żonę z malutkim niemowlęciem do domu, od razu wyczułam jakby coś nie tak było między mną a Kingą. Moja mama pracując w służbie zdrowia bez trudu mogła w stanie co miesiąc załatwić dla malutkiego jeszcze nie ochrzczonego Sławka pampersy. Przywoziła je ze szpitala, a następnie Jurek przyjeżdżał i je odbierał od nas nic nie płacąc za nie. Raz zamiast pieniędzy za jednorazowe pieluchy, otrzymałam od niego chyba 3 czekolady. Chrzest drugiego dziecka zaplanowany był pod koniec lutego. Niespodziewanie Kinga z mężem zaprosili mnie z rodzicami na tą ściśle (jak sama uważałam) rodzinną uroczystość. Nie chciałam jechać z rodzicami na tą ceremonię, na dworze zima, mróz, ślisko, zaspy, ale oni bardzo uparli się przy swoim w ogóle nie ustępując. Moja przyjaciółka zastrzegła sobie, że jak nie przyjadę z rodziną, to przestaną się do mnie odzywać i definitywnie zakończą ze mną raz na zawsze rozmowy na cb. Przez chwilę pomyślałam iż żartuje, ale jak zdążyłam już ją dosyć dobrze poznać osobiście i z opowiadania Ewy( naszej wspólnej koleżanki charakter), która narzekała na nią do mnie, to przekonywałam się coraz bardziej, że Kinga jak się na coś uparcie zaweźmie i postanowi nie ma wyjścia z sytuacji, choćbym była bardzo chora z mamą i tatą pojechać muszę do niej. Zapytałam więc ją co wolałaby dla dziecka w prezencie z okazji chrztu pieniądze czy np. łańcuszek złoty z medalikiem Matki Boskiej? Na co odrzekła mi, że woli to drugie. Mama poszła do zakładu złotniczego i kupiła na raty złoty ,bardzo śliczny łańcuszek z medalikiem, do tego jeszcze bardzo ładną odkrytkę z Matką Bożą i Dzieciątkiem Jezus, oraz po czekoladzie dla obu chłopców. Ponadto dokupiła 1 kg. cukru, to taka tradycja. Pojechaliśmy na tę uroczystość chrztu o 13-stej. Wtedy kiedy wszyscy już wrócili z kościelnego Nabożeństwa. Kinga z Jurkiem na widok prezentu ode mnie i moich najbliższych bardzo rozpromienili się. W końcu było czego, ponieważ znacznie lepszy był od tego ze strony matki chrzestnej czyli Ewy. Ona swojego chrześniaka ubrała w ciuszki. Gdy sobie Jurek podpił przysiadł się do mnie i Ewy, podchmielony nieco bardziej się rozgadał i znów narzekał na to, jak źle układało mu się w małżeństwie z naszą wspólną kumpelą. Starałam się to jakoś załagodzić, zmieniając temat zupełnie na inny, ale trudno było to osiągnąć mi i Ewie. W między czasie dowiedziałam się, iż to Ona pierwsza poznała Jurka i zaczęli się z sobą spotykać, ale kiedy on poznał dzięki niej Kingę, ta zaraz odbiła go tamtej. Ewa nie miała żalu o to do swojej najserdeczniejszej koleżanki, podobnie jak ja podzielała szczęście ich, pomagając czasami Kindze kiedy zawitała do jej domu. Jurek natomiast wiele razy mi to mówił , jak i Ewie iż bardzo żałuje, że nie poślubił zamiast swojej obecnej żony właśnie jej. Kinga zauważywszy jego rozmawiającego z nami, bardzo zdenerwowała się. Coróż wywoływała swojego męża zza stołu pełnego gości do płaczącego dziecka. Kiedy przechodziła koło mnie i Ewy, patrzyła na nas zezem spode łba. Ewa dłużej ją znała ode mnie i powiedziała mi, że Kindze nagle nie wiadomo dlaczego popsuł się nastrój. Jedyna przyczyna jakiej domyśliłam się naszej koleżanki bardzo pochmurnego humoru była niestety moja obecność. Bardzo przykre to było kiedy upewniłam się o tym na 100% , że to prawda tym bardziej iż nikomu nie narzucałam się ze swoim przybyciem na te nieszczęsne chrzciny. Zaczęłam szukać winy w samej sobie w tym, w którym momencie przyniosłam wstyd Kindze przy stole wśród jej gości ze strony jej rodziny? Przez to, że jej rodzona siostrzyczka raptem poprosiła mnie przypadkiem, abym jej obrała z łupiny kiwi i pomarańczę? Była na zegarze 19-sta jak zdecydowałam się, że wracam do swojego domu z rodzicami, bo nie mogłam dłużej przepatrzeć na skwaśniałą minę Kingi. Ona zawołała na dwór swojego męża i zaczęła się z nim kłócić aż ich krzyki dobiegały do mieszkania. Wykorzystałam ten moment i zbierałam się do odjazdu. Ewa powstrzymywała mnie twierdząc iż jeszcze bardzo wcześnie, żebym została na co odpowiedziałam jej, że i tak we trójkę jesteśmy tu za długo. Jak wrócę z rodzicami do siebie, to atmosfera zaraz się polepszy. Mąż Kingi nie miał nic do powiedzenia w tym przypadku. Wreszcie Ewa poprosiła mojego ojca, aby przy okazji po drodze podwiózł i ją do swojego domu. Wsiadła i zabrała się z nami. Kinga po chrzcie tak jakby unikała mnie celowo na cb-radiu, co tłumaczyłam sobie z jej strony nadmiernym obowiązkiem macierzyństwa, brakiem wolnego czasu być może przemęczenia, chociaż w jednym podwórku wraz z mężem i dziećmi mieszkała od lat z Jurka rodzicami i dziadkami. Kinga wcześniej opowiadała mi nieraz, że teściowa i babcia bardzo często zaglądają do niej i bardzo dużo pomagają jej w domu podczas nieobecności męża. Tym bardziej nie odmawiały jej wsparcia i swojej pomocy , kiedy doczekała się z Jurkiem zdrowego, drugiego synka. On też już nie był ten sam co przedtem, zamieniał najczęściej ze mną kilka słów, gdy jego żona poszła do Ewy, albo wyszła do jego rodziców. Cały czas nadsłuchiwał czy nie wraca rozmawiając ze mną, kiedy zauważał ją przez okno zaraz kończył naszą rozmowę, jakby był wystraszony. Bardzo głupio było mi z tego powodu, czułam się jakbym coś źle zrobiła. Z czasem nasi wspólni znajomi zaczęli się dopytywać mnie czemu z sobą nie rozmawiamy, na co ja z początku odpowiadałam im tak jak przypuszczałam, iż Kinga i Jurek mają malutkie dziecko. Ono wymaga mnóstwo ciszy, spokoju ponadto moja koleżanka z pewnością ma też dużo pracy przy nim i brakuje jej po prostu wolnego czasu dla siebie na rozrywkę. Ona to samo odpowiadała przy ponowieniu tematu przez kogoś znajomego na cb. Dostrzegłam również po Ewie zmianę zachowania. Zawsze kiedy pojawiała się u mnie to prosiła mnie, żeby nic nie mówić Kindze iż jest w moim domu, prosiła także żeby najlepiej na czas naszego spotkania wyłączyć całkiem moje cb-radio, aby nie przeszkadzało. Bardzo dziwiło to mnie, ale uczyniłam to o co ona mnie prosiła. Podczas jednej z wizyt Ewa zaczęła mnie nagle uprzedzać, że Kinga coś złośliwie knuje poza moimi plecami przeciwko mnie i ostrzegała mnie, abym była bardzo czujna wobec naszej wspólnej koleżanki. Od razu przez moją myśl przemknęły mi moje listy bardzo długie i bardzo szczere pisane do Kingi. Opowiedziałam Ewie w czym rzecz i poprosiłam ją o zabranie ich jej ukradkiem i zniszczenie lub przywiezienie mi tej korespondencji z powrotem. Przyobiecała mi, że to zrobi, ponieważ dobrze wiedziała gdzie są one schowane. Czas mijał a Kinga z Jurkiem nic nie wspominali mi o odkupieniu 2 płyt cd , które dłużni byli mi. Bardzo długo zbywali mnie, oszukując iż już zamówili płytę cd i singiel MODERN TALKINGU z katalogu. Wiosną nagle została wstrzymana mi renta , gdyż musiałam ponownie stanąć na komisję lekarską, aby mi wydali już na stałe grupę inwalidzką. Mama bardzo mało zarabiała w Przychodni Zdrowia, ojciec chory i ja również razem z nim byłam zmuszona zażywać regularnie lekarstwa, które mnóstwo co miesiąc pochłaniały pieniędzy. Zawołałam Kingę na cb-radiu, powiedziałam jej jaka jest obecna sytuacja budżetowa w domu u nas i poprosiłam ją, aby mi oddała forsę za tamte 2 cd zespołu METALICA na leki dla mnie i dla ojca. Z czym zwlekała razem z Jurkiem, potem oznajmiła mi, że właśnie zamówiła płyty dla mnie z katalogu i w ciągu 3 tygodni ma je dla mnie otrzymać przesyłką. 21 dni tak wlokło się w ślimaczym tempie, iż powątpiewałam już, że nie odkupi mi tamtych cd i nie odda mi pieniędzy. Kiedy otrzymała przesyłkę z zawartością zaraz powiadomiła mnie o tym. Jurek akurat wziął sobie na miesiąc czasu urlop w pracy, ponieważ zamierzał wyremontować całe mieszkanie. Jego żona powiedziała mi, że nie szybko przywiezie mi przeboje MODERN TALKINGU ,gdyż jest przeziębiona a Jurek nie ma czasu. Kingi teściowa pracowała w banku niedaleko mojego domu , więc poradziłam jej , aby dała je do przekazania dla mnie tej kobiecie, moja mama pójdzie do niej do pracy to przy okazji odbierze. Na co moja koleżanka zgodziła się i w ten sposób cudem odzyskałam zaległy dług od Jurka. Między mną a nimi kontakt jeszcze bardziej zaczął się urywać. Pogodziłam się z tym i nawet z czasem zaczęli ze mną rozmawiać ci ludzie na radyjku, którzy na początku mojej znajomości z tym młodym małżeństwem bardzo dokuczali mi zawzięcie. Sami pierwsi wywoływali mnie do pogawędki. Bardzo zaskoczyło to mnie nagle z ich strony, ale może nareszcie zauważyli ile, niektórym już pomogłam mimo tylu przeszkód i nieprzyjemności, jakich nasłuchałam się pod swoim adresem. Kinga nie mogła wręcz przetrawić tego jak z innymi znajomymi dobrze mi się gawędzi, zżerała ją bardzo głupia zawiść iż mam bardzo dużo czasu wyłącznie dla siebie samej, wszyscy mnie polubili itp… Zazdrościła mi tego, co ona dawno temu bezpowrotnie utraciła, czyli to iż nie będzie już nigdy jak ja panną. Ze swojej strony być może miałam jej o wiele więcej do pozazdroszczenia, lecz z natury zawsze nawet najmniejsze symptomy zazdrości o cokolwiek staram się do siebie nie dopuszczać. Już nie jeden, jedyny raz w przeszłości przekonałam się, jak zawiść ludzka potrafi bardzo zniszczyć nawet najlepszą przyjaźń najbliższych sobie koleżanek. Chciałam ją jeszcze uratować między sobą a Kingą wielokrotnie nawiązując do wzajemnej szczerej rozmowy. W tym samym czasie u niej w mieszkaniu został podłączony ten upragniony telefon. Moja przyjaciółka jak mogło się wydawać za moje dobre serce i niedospane noce, zaczęła okazywać mi coraz bardziej opryskliwość, oschłość zarzucała mi przy tym rzeczy, których nigdy nie popełniłabym wobec niej, ubliżając mi od głupich, gderliwych, upierdliwych idiotek, a następnie od coraz to najgorszych. Najgorsze miało jednak dopiero nadejść. Pojechałam raz z rodzicami do rodziny na wieś, gdy wróciłam wieczorem do domu i włączyłam cb, nikt nie chciał ze mną rozmawiać. Nie rozumiałam co się stało? Zamiast radosnego powitania, posypały się na mnie bardzo obelżywe i niecenzuralne epitety za co i o co?... Odezwały się w moim domu telefony z wyzwiskami różnego rodzaju i pogróżkami, o każdej porze dnia i nocy gnębiona byłam nimi i moi bliscy. Były również telefony głuche. Ktokolwiek miał mój numer telefonu dzwonił do mnie bardzo wściekły. Jak później domyśliłam się i upewniłam się na mur , beton, że to sprawa Kingi o czym wcześniej ostrzegała mnie Ewa. Podczas mojej nieobecności na eterze moja „przyjaciółka” w cudzysłowiu obdzwoniła po wszystkich naszych wspólnych znajomych i przeczytała im moje listy do siebie skierowane, dokładając do tego wszystkiego własne 3 grosze. Szczególnie tym, którzy byli przeciwni na samym wstępie mojemu istnieniu na cb-radiu. Mało tego moje korespondencje skserowała i rozdała wszystkim po kolei, od razu zaskarbiwszy sobie u każdego przyjaźń po grobową deskę. Obniosła mnie złośliwie na radyjku, że śmiałam przyjechać z rodzicami do niej na chrzciny drugiego dziecka i nawet porządnego prezentu z tej okazji dla niego jej nie przywiozłam. Przepłakałam przez podłość, nikczemność i fałsz ze strony Kingi kilka bardzo długich tygodni. Telefonowałam z płaczem do Ewy, u której w tym samym czasie co u Kingi i Jurka podłączyli telefon w domu. Opowiedziałam jej w jaki sposób zostałam bardzo skrzywdzona przez jej przyjaciółkę, potrzebowałam właśnie Ewy obecności, żeby przyjechała, pocieszyła mnie, przytuliła. Dziewczyna na odległość pocieszając mnie obiecywała mi z dnia na dzień, że przyjedzie do mnie, ale nie pojawiła się po dzisiejszy dzień. Zbyt zastraszona była przez tamtą podłą intrygantkę, dlatego wybrała jej przyjaźń w dalszym ciągu ,a nie moją i przekreśliła tym mnie raz na zawsze. Od tamtej pory minęło ładnych parę długich lat, gdzieś obiło mi się o uszy, że Ewa próbowała ze mną ponownie nawiązać jakiś kontakt i odnowić przyjaźń między nami, ale ja już nie jestem tą samą naiwną, łatwowierną osobą, którą kiedyś byłam. Nie potrafiłabym jej od nowa zaufać, chociaż to nie Ewa mi krzywdę wyrządziła.
Zawartość nowej strony