Wygrany los na loterii
W oburącz kojcu.
Silna więź.
Jestem w Tobie.
Wszystkim.
Wbrew woli.
Nie robię nic.
Kocham całym sercem.
Wnętrzem duszy.
Nawet ciałem się jednoczę.
Tylko z Tobą!
W uścisku ramion.
Płonę jak pochodnia.
Będąc dla Ciebie.
Szczęściem w miłości.
A Ty dla mnie.
Losem wygranym.
Na loterii.
Czekając na powrót męża
Niezaspokojony głód tęsknoty.
Dzień za dniem dłuższy od roku.
Nie ma Cię, a ja wciąż czekam.
Na powrót twój do domu Boguś.
Zły los wystawia na próbę przetrwania.
Na długo rozłączył wbrew woli!
Mój świat bez ciebie jest piekłem.
Dawna rzeczywistość powraca na stare tory.
Nie ma we dwoje długich spacerów.
Każdą myśl przyciąga telepatia.
Co noc w jamie serca zamykam twoje imię.
Tuląc się do wspomnień podusi czule.
Jeden pocałunek całą serię pieszczot,
wywoływał zmysłową burzę ucieleśnienia.
Szept słów miłości wyznania malował się.
Na naszych ustach i bicie serc wtórowało.
Nie znając końca, nie znając granic.
Byłeś częścią mnie, a ja twoją.
Na całkowitą wyłączność przeznaczenia.
Czar w spojrzeniach oczu zamiast gwiazd lśnił.
Gdy byłeś ze mną…
Pierwsza Noc
Impuls targa ciałem zachłannie.
Drżą wargi w suterynie ciemności.
Coraz trudniej zapanować.
Nad równym rytmem oddechu.
Sen odchodzi bezpowrotnie.
Noc staje się bezustannie długa.
Na plecach smuga palców czyjaś.
Wzrok błądzi za cieniem rysów.
Ciekawość rośnie w myśl apetytu.
Świat bez tajemnic stoi otworem.
W obręczy ramion tak bezpiecznie.
Za oknem wiatr dudni, burza szaleje!
Błyskawice ogniem zioną!
Deszcz chce wybić szyby w oknie.
Ukołysana miłością szeptu.
Zasypiam pierwszy raz z tobą mężu.
Szaruga
szaruga otula szarość
próżnia w czterech ścianach
izolacją przytłacza – to samotność
czas wlecze się
w ślimaczym tempie
wszystkie nadzieje przepadły
na miłość zaufanie
i na bycie razem
kruche są marzenia
gdy nie spełniają się
giną we mgle czasu
podąża się za nimi
we śnie każdej nocy
drogami krętymi –śladem jedynym
po jakim jest furtka szansy
Nokaut swobodzie i wolności
Pod kopułą czarnej ziemi kretowisko.
Mroczny tunel hen za sobą i naprzeciwko.
Czarne myśli ściemą snują się ciasno jest!
W labiryncie kieratu w żółwim tempie czas.
Dzień od nocy się nie różni ani noc od dnia.
Strach ma wielkie, wilcze oczy, niemoc kły!
Choć się jest człowiekiem z krwi i kości.
Pod rozkazem słów harapa kretem musi się być!
Psychoza wnętrze duszy pustoszy, łamie!
W krzywym zwierciadle demona śmiech!
Światełka w tunelu nie widać cienia szansy.
Wbrew pozorom jawi się przyjazna dłoń.
Wolnością brzęczy w uszach swobodą.
Echo odnowy na tajemniczym horyzoncie.
Szczęście otworem stoi uśmiechnięte!
Pod bladą poświatą gwiazd na niebie.
Widmo bezradności wciąga ostatnimi mackami!
Do dołu przytłacza do płaczu podziemi muru!
Pisk, łoskot rozlega się w pułapce kłamstw lepie.
Słowo ze słowem na ringu boks uprawia!
Demony
w środku nocy blask serc rozświetla ciemność
zabija strach i niepewność aksamitna czułość
na nagość ciał krople rosy spływają podniecania
w uniesieniu oddechu ogrzewa żarem zmysłowym
pod skórą podbój dreszczy muska szeptem
w pełni pod bezchmurnym sklepieniem gwiazd
wpatrzone spojrzenia wtulone w potęgę
naga bezpośredniość obłędnie bierze w jasyr
wskrzesza obłędnie salwy grzesznych doznań
obnażone dusze rozpinają wnętrza w zasięgu karesów
lśnienie brokatu na licu głaszcze sennie miodem
w błogiej utopii wonność konwalii podrażnia nozdrza
apetyt błądzi w gorącym splocie karminowych ust
spragnionych krwiobieg przyśpiesza pulsem
w skroniach ostatnie tchnienie okręca miłością
wokół palca przebudzając uśpione demony
w poszukiwaniu antidotum
zamknij zmęczone oczy ciężkim dniem
wyobraźni zmysłami dotknij ust we śnie
zajrzyj do innej niż dotąd rzeczywistości
gdzie koleje marzeń przed tobą się otwierają
nocą drżeniem oddechu otul śnienie
słodyczą westchnienia myśl uparcie
nie zbaczaj z obranego celu drogi
najtrudniejsze tylko są pierwsze kroki
nakarm spragnione tęsknotą serce
uwierz że to co widzisz słyszysz
czujesz istnieje naprawdę wystarczy
zapomnieć o nocnych zmorach
gniew jest dzieckiem strachu
spokój wyciszenie się daje
harmonii pełnię szczęścia łut
błogi stan euforii z sobą niesie
boskie tkwienie w nieświadomości
nie otwieraj powiek zbyt wcześnie
śpij pragnij złakniony eliksiru miłości
nie ustawaj w poszukiwaniu antidotum
Nokautem grożąc swobodzie i wolności!
Miłość w oddaniu
Ciepły dotyk twojej dłoni.
Niski ton twojego głosu.
Nagły żar na skroni!
Uczucie gorąca pulsu.
Krótka chwila wiecznością.
Stoisz nadal nade mną.
Cichy szept do ucha.
Nie, to nie sen.
Ten błysk w oczach!
Jesteś serca biciem.
Wiję się zataczam.
Prężę w zakolach ruchów.
W ekstazie przygryzam wargi!
Pragniesz tak niewiele.
I za razem cały ogrom!
Miłość rodzi się w bólach!
W nieustającym strachu.
Zegar czas odmierza.
Długa cisza…
Tulisz się jak kotek.
Bezszelestnie prosisz.
Niewypowiedziane słowa.
Zdradzone w jednym geście.
Wyrażają wszystko!
Miłość w oddaniu.
HARMONIA SUMIENIA
Wycisz się i wsłuchaj w to czego pragniesz.
Bez pośpiechu - odetchnij i spocznij.
Nie gnaj na oślep! Za miłością.
Bądź sobą. Nic nie osiągniesz na siłę.
Zmruż oczy i posłuchaj muzyki.
Zanurz się w najskrytsze pragnienia.
Bądź w zgodzie z harmonią sumienia.
Ciastko
Pod rzęsami sen oglądam.
Miętą pachnie twoja obecność.
Obok przy mnie jesteś ty.
Mam cię w dotyku.
Między nami gra cisza.
Spojrzenia głęboko wymowne!
Soki z ust spływają.
Jest przyjemnie, jest cudownie!
Chrupiesz mnie jak ciastko!
Bez opamiętania pożerasz.
W wilczym apetycie!
Skazaniec z recydywą
Znasz mnie tylko z czata,
tam gdzie najlepiej,
działa Twoja wyobraźnia.
Zasypujesz mnie bez liku,
pytaniami, na które trudno,
jest mi odpowiedzieć od razu.
Żadna odpowiedź nie pasuje,
do mnie a szczera prawda,
wokół odstrasza ogromnie.
Sprawiam wrażenie,
osoby nie różniącej się,
od innych w niczym na Internecie...
Rzeczywistość niestety zabija,
na odległość wszystko,
kiedy kłamać się nie chce .
Siedzę jak bezbronne stworzenie,
zaszczute w ukryciu ciemnego kąta,
i czekam na odwieszony wyrok.
Dany z ludzkiej podświadomości,
jak skazaniec z recydywą,
odsiadujący areszt domowy zimą.
Nie łam mi serca
Nie łam mi serca,
oglądając się ukradkiem za inną.
Nie łam mi serca,
zaletami innej zachwycając się przede mną.
Nie łam mi serca,
inną w myślach swoich kochając.
Nie łam mi serca,
innej ciało pieszcząc i całując.
Nie łam mi serca,
tym, że to ja zmyślam, mówiąc.
Nie łam mi serca,
że to co widziałam było ostatni raz.
Nie łam serca,
w miłości mojej mnie przed sobą poniżając.
Nie łam mi serca,
traktując mnie jak zbędny przedmiot.
Nie łam mi serca,
podejrzewając mnie bezpodstawnie o zdradę.
Nie łam mi serca,
zamieniając każde kocham cię w słodkie kłamstwo.
Nie łam mi serca,
całując moje usta, kiedy nic nie czujesz do mnie.
Nie łam mi serca,
Powtarzając mi odejdę od ciebie.
BUNT PRZED PRZYMUSEM
Nie pod przymusem.
I nie pod wpływem przemocy.
Nie zastraszysz mojego serca.
Podniesionym głosem rozkazu.
Pierwszy fundament budujesz.
Na ostrzach mrocznego sekretu.
Słodkim kłamstwem chcesz kupić.
Szukasz niewolnicy miłości.
Pragniesz być władcą i panem!
Nad sercem, duszą i ciałem,
które jeszcze nie jest twoje.
Coraz bardziej brak ci cierpliwości.
Zapominasz o wyrozumiałości.
Coraz głębiej w kłamstwa brniesz!
Dominując - chcesz zachować równowagę,
żeby utrzymać miłość w ryzach.
Coraz trudniej spuścić z tonu.
Walczysz jak lew! A tu niechęć.
Nienawiść bardzo blisko!
Już myślałeś, że to miłość!
Zataiłeś…jednym kłamstwem,
zniszczyłeś wszystko, ale winą
obarczasz mnie – jedno co nam
pozostało to w przyjaźni rozstać się.
A ty znowu wszczynasz waśnie.
Pod pretekstem –byle co.
Jak zachować miłe wspomnienia?
Twój głos odpycha w słuchawce!
Chcę zapomnieć o tobie, o mnie,
o nas natychmiast, wyswobodzić się.
I rozpocząć nowy rozdział życia.
Ponownie zakochać się.
NIEKONTROLOWANY BRAK ODRUCHU LUDZKIEGO
Z ukrycia patrzysz na mnie.
Przez strach obojętność smaga.
Nie masz odwagi wyjść naprzeciw.
Stanąć przede mną w cztery oczy.
Dusisz się we własnym sosie.
Głupich domysłów i wyobraźni.
Wystawiasz na odległość pazury!
Truchlejąc w transie samotności.
Pragniesz rozpaczliwie pomocy!
W pogorzelisku bezradności.
Wypalasz się do cna w słabościach.
Z braku wiary w samą siebie.
Bezpośredniości jadem ciskasz.
W zasięgu przyjaznych dłoni.
Słowo gniewu zastępuje ci,
nóż ,którym zadajesz ciosy.
Na oślep po omacku!
Uwagi nie zwracasz.
Ile w tym łez i cierpienia.
Kąsasz bez opamiętania!
Czy to już obsesja?!
A może brak uczuć wrażliwości?!
Nienawiść zatruwa duszę.
Zemsta przebija do szpiku kości!
RAZ NA LUDOWO
W samo południe w zimowe dni.
Przez okno do kuchni wpadają,
promienie słońca do środka.
W radiu muzyka cicho gra.
Prosto z Galicji stare melodie.
Z czasów młodości babci i dziadka.
Mazur, Kujawiak i Polka skoczna!
Zawsze w zachwyt to wprawiało,
właśnie babcię, więc podkręca jej…
Dziadek głośno melodię na fula!
Bierze ją nagle w swe ramiona,
do tańca porywa, najczęściej
wtedy jak to w małżeństwie.
Tuż po ich małej sprzeczce,
albo po kłótni większej.
Ma czy nie na to ochotę.
Dała upust w chwilowej złości.
Ja tylko byłam babci i dziadka,
jedyną publicznością, biłam im brawa!
Prosząc o powtórkę moich idoli.
Szkoda, że w radiu koncert…
w nieodpowiedniej chwili,
dobiegał końca, babcia ściszała
radio UNITRA na przekór dziadkowi.
A on chciał jeszcze nalegał i prosił.
MINI KUCHNIA BABCI I DZIADKA
Wielka stolnica mąką posypana.
Przy której babcia kiedyś stała.
Lepiła pierogi razem ze mną.
Ugniatając farsz małą łyżeczką.
Zmielonej mięty aromat się unosił.
I te ciasteczka kruche przy wypiekach.
Pachniały cudnie makiem i wanilią.
Dziadek głosował zawsze: -ZA tym!
Kiedy ja z nim wybierałam ulubione.
Babci na przekór, na złość w kuchni.
By się podchlebić swojej wnuczce.
Obieraliśmy ziemniaki wspólnie.
Na tarce tarli na placki sobie.
Jak babci nie było w domu.
Jajecznicę też smażyli na ogniu.
Gdy wracała z zakupami.
Obiad czekał na nią gotowy.
Dziadek i ja uśmiechnięci.
Babcia sprawdzając kosztowała.
Jaka ją niespodzianka spotka?
Mrużyła oczy, pod nosem mrucząc.
Dziwnymi minami nas strasząc.
Z zapartym tchem czekaliśmy.
Na werdykt! Jaka ocena z dania będzie?
Dziadek bukiety szykował.
W zanadrzu dla babci trzymał.
By pozbyć się okrutnej krytyki.
Kwiaty w wazonie na stole układał.
W rocznicę śmierci babci
Pamiętam jakby to było wczoraj…
Nic ciebie tym razem nie bolało.
Nie było posłuszne tobie ciało,
z wielkim trudem mówiły usta.
Niemoc w jednej chwili sprawiła,
że byłaś babciu bardzo smutna.
Czułaś, że nadchodzi godzina,
ze mną i rodzicami rozstania.
A ja nie byłam na to przygotowana!
Kiedy karetka pogotowia cię zabierała.
Na same Wielkanocne Święta.
Uparcie ufałam Bogu,
że to po nich wrócisz do domu.
I będzie jak dawniej.
Jeszcze niejedną chwilę,
ja i ty spędzimy razem.
Niestety los chciał inaczej!
Tydzień później otrzymałaś
do nieba zaproszenie.
Pozostawiłaś po sobie,
w moim sercu żal i puste miejsce.
Głęboką tęsknotę i wspomnienia.
Wesołe jak i te smutne o tobie.
Czasem tylko na pocieszenie,
Nawiedzasz mnie z dziadkiem we śnie.
Może tak naprawdę jesteś?
Nie odeszłaś ode mnie?
Nie widzę cię w dzień nigdy,
ale Twą obecność czuję nocą.
Chwile♥Bliskości
Wśród linii papilarnych,
ukryte sekretu tęsknoty.
Pośród palców dotyk.
Myśli rozmarzone.
Wśród kręgu splecionych dłoni.
Długi warkocz miłości się snuje.
Nierozerwalna nić!
Nić przyjaźni a może już miłości?
Z tobą mi dobrze.
Ze mną tobie.
Pomiędzy biciem serc kontrastu,
mała kropelka szczęścia.
W moich oczach odciśnięta łezka.
Uśmiechu promyk!
Na twojej twarzy widoczny.
Nie potrzeba nic więcej.
Wystarczy ta krótka chwila.
Z tobą bliskości.
nie żałuj
zamknij mnie w ramionach
zabierz do przestworzy marzeń
wypełnij mnie miłością
jakiej jeszcze nigdy nie zaznałam
oddam tobie serce
opleć wianuszkiem pocałunków
rozsmakuj się w zmysłowości darze
rumieńcem spłynie nieśmiałość
zakocham się pod szmerem koca
rozwiej wątpliwości czynami
chcę miłość w zasięgu ręki
całuj pieść muskaj szepcz
nie przestawiaj biorąc kochaj
kochając mi dawaj - nie żałuj
w pełni księżyca
sen przysłonił mu oczy
księżyc w pełni nocą
do krainy Morfeusza odpływa
a przed nim ona w masce
tygrysicy na twarzy
skrada się pojawia
bezszelestnie do łóżka
w ręku trzyma
różowe kajdanki
uśmiecha się diabelsko
szczerzy zęby
nic nie jest w stanie
jej zniechęcić
nic nie mówi do niej on
wyciąga w stronę
jej dłonie posłusznie unosząc
do góry ona przykuwa je
do ramy żelaznego łóżka
rozrywa pazurami
na strzępy piżamę
zapach jego ciała
jest dla niej jak miód
słodki dla pszczoły
wysysa ostatnią
kroplę feromonów szczęścia
otwiera ociężale
oczy sam a z nim
wraz za oknem
wschodzi słońce
zachodzi księżyc
pora wstawać…
Ziarenko ♥ Miłości
Oddechem mnie obnaż.
Podmuchem opleć żądze.
Pocałunkiem ośmiel.
Posiądź ukryty sekret.
Błyskiem spojrzenia oczu
kształt bioder oświeć.
Wypełnił samotności lukę.
Westchnieniem spełnienia
do snu mnie ukołysz.
Nim świt nastanie.
Ziarenko miłości w sercu zasiej.
Pozostaw ślad plonu.
Po upojnej nocy.
Pierwszy pocałunek
Siedząc blisko obok mnie.
Tulisz twarz do lica gładkości.
Odwracasz przodem nos.
Pocierasz czubkiem jego mój.
Mały do góry lekko zadarty.
Zbliżasz oczy do moich powoli.
Już wyczuwam aromat wody kolońskiej!
Twój oddech jak żar z serca płonie gorący!
Tkwię w bliskości mocy wryta!
Na dobre i złe chwile.
Pieszczoty sokiem zmywasz co jest zatrute!
Czy to jest słodycz warg twoich?
Czy to posmak gorzkiej czekolady?
Przywierasz do ust coraz mocniej!
Brak tchu, zawroty głowy.
Myśli rozbieganych skupić nie mogę.
Przenosisz mnie w nieznane.
Do własnego świata gdzie marzenia,
są prezentem na wyciągnięcie dłoni!
Magiczna chemia ciała oplata.
W niepamięć odchodzi obcość.
Już słychać symfonię miłości.
Czy mnie kochasz?
Nie pytam brakuje śmiałości.
Zwierciadło duszy wszystko powie.
Serce potwierdzi biciem głębokim,
bo dla mnie Jesteś tu i ze mną.
Na wieki…
Senne♥Spełnienie
Słodkie usta – gorące pocałunki
Pod osłoną nocy ciemną
Nie potrzeba słów są zbyteczne
Wszystko mówi cisza
Spojrzenie prosto w oczy sobie
Czuły dotyk na dnie serc
Szczere pragnienia myśl oplotła
Prądy dreszczu penetrują
Na wskroś bliskość nagości ciał
Pewność uczuć czuć i widać
Nie ma fałszu ani kłamstwa
Strach ustąpił i samotność
Nie ma wstydu – zaufanie
W pełnej krasie – całkowite oddanie się
Bez poczucia wyrzutów sumienia
Po nocach miłość ciągle się śni
Żar języków z warg paruje
Silne żądze pieszczą zmysłów namiętności
Nagle koniec – chce się krzyczeć
Nie odchodź! Znów wstaje - nowy dzień
Robi się bardzo smutno…
Anioł śmierci
W zapisanej księdze przeznaczenia
Zapala się świeca druga gaśnie
Wysoka symbolem długiego życia
Kresem istnienia wypalony ogarek
W zapisanej księdze przeznaczenia
Nie brak zdmuchniętych świec przedwcześnie
Tak nagle odchodzą zbyt młodzi
Wbrew woli i sprawiedliwości tu na ziemi
W zapisanej księdze przeznaczenia
Potrzebują w różnym wieku aniołów
Każdemu wybija inna godzina ostatnia
Nikt śmierci nie okłamie nie przekupi
W zapisanej księdze przeznaczenia
Nigdy nie wybiera się osób ani pory
Anioł śmierci zamyka powieki w śnie wiecznym
Nie pytając czy chcesz ODEJŚĆ z Panem Bogiem?