Będę wszystkim...czym chcesz Kocim prążkiem na Twym kocu. Długim włosem puszystego futra. Szeptem na kolanach Twych mruczenia. Chciałabym być… Ciepłym kłębkiem wełny swetra. Na Tobie… aby poczuć każdy milimetr, Twojego ciała abyś popijał mnie W postaci gorącej czekolady. W długie wieczory zimowe. Nosił mnie na głowie dumnie. Jak koronę gdybym tylko była czapką. Mogłabym być np…. Grubym warkoczem co w mróz Rękom Twoim posłuży za mufkę. Kiedy rękawic przy sobie nie masz. Chcę być... kotem, którego lubiąc, Tulisz w Swe ramiona po powrocie Do domu...
     THOMASOWI ANDERSOWI - FANKA
     Kontakt
     Księga gości
     BLOGI LITERACKIE
     LINKI
     FELIETON pt: OLIVIA
     Ze wspomnień... pt: DZIADEK JANEK
     W ZACISZU INTYMNOŚCI
     TROPEM ŻYCIA
     POEZJA SERCEM PISANA
     Z LITERATURĄ NA TY
     PODWÓJNE OBLICZE PRZYJAŹNI
     CIENIE WOLONTARITU
     SASZA
     ŚLADAMI ŻYCIA I UCZUĆ…
     POMIĘDZY SNEM A RZYCZYWISTOŚCIĄ
     Miłość wszystko przezwycięży
     BUSKO-ZDRÓJ
     POEZJA JEST POKARMEM DLA DUSZY
     ROZMAITOŚCI
     LANDRYNKA 1
     LANDRYNKA 2
     LANDRYNKA 3
     LANDRYNKA 4
     LANDRYNKA 5
     LANDRYNKA 6
     LANDRYNKA 7
     LANDRYNKA 8
     LANDRYNKA 9
     LANDRYNKA 10
     LANDRYNKA 11
     LANDRYNKA 12
     MICHAEL'OWI JACKSON'OWI
     Proroczy sen
     ROMANTICA - NIECHCIANE SERCE
     KOPCIUSZEK I TRĘDOWATA
     PROZA ŻYCIA 3
     PROZA ŻYCIA 1
     SPONTANICZNIE W CHWILI NATCHNIENIA
     WE WNĘTRZU UKRYTE
     MÓJ PRZELOM
     PROZA ŻYCIA 4
     PROZA ŻYCIA 5
     PROZA ŻYCIA 6
     PROZA ŻYCIA 7
     PROZA ŻYCIA 8
     PROZA ŻYCIA 9
     PROZA ŻYCIA 10
     PROZA ŻYCIA 11
     PROZA ŻYCIA 12
     PROZA ŻYCIA 13
     PROZA ŻYCIA 14



BARWY UCZUĆ - PROZA ŻYCIA 3


 

Toksyna serc

Potrzeba miłości
Niedosyt rozmów
Cisza w kącie zgrzyta

Z tęsknoty usycham
Czekam na słowa
Jak ziemia na deszcz

Zbywasz pół słowem
W miłości mur!
Łyk szeptu umyka

Coraz bardziej złakniona
Mów do mnie jeszcze
Pieść wibracją modulacji

Toksyna milczenia
W związku dwojga serc
Zrywa bliskości więź

Z A B I J A…

J E D N O C Z E Ś N I E

Miłość odmienia wszystko
Nie odróżnia pór roku

Nie zna granic wytyczonych
Nie odmierza czasu

Jest ślepa i szuka po omacku
Kieruje się własnymi prawami

Miłość bierze serca w jasyr
Rozsądek nie przekrzyczy

Ich głosów gdy zaiskrzą
J E D N O C Z E Ś N I E

Modlitwa o pogodę ducha

Siedzę ciszą otulona
W uszach dzwoni milczenie
Czarnych myśli nie dopuszczam
Wiją się jak jadowite węże

Do głowy zewsząd wpełzają
Coraz trudniej jest zbiec
Silniejsza ode mnie melancholia
Wcale nie jest mi do śmiechu

Czarny humor się wkrada
Szaruga monotonii walczy
Z prozą powszedniego życia
Z moim drugim ja ukrytym

Pogodę ducha przepędza
Pesymizmu mroczność
On jest goryczy czarą
Wywołuje burze w mózgu

Trzęsienie ziemi
W egipskich ciemnościach
Z serca krople krwi łzawią
O jak ciężko samotną być

Taki kataklizm w duszy znieść
Zabić raz definitywnie skończyć
By nie zrazić się pesymizmem
Na stałe zaprzyjaźnić się z pogodą ducha

Zerwać więzy ze smutkiem
Wykrzyczeć łzom-żegnajcie
Nie zraszając co noc bezsilnością
Mojej poduszki na dobranoc

Gdy cię nie ma

gdy cię nie ma
moje myśli
biegną za tobą
ile tchu w płucach
gdy cię nie ma
niepokój nie odstępuje
mnie tuż o krok
gdy cię nie ma
przeraża mnie powrót
do samotności
na sam dźwięk ciszy
gdy cię nie ma
sercem targa trwoga
pod strachem
by jutro mi skraść

Wojaże Gąski i Kotka Gramotka

Starym, nowym MPK
Jadą sobie kot i gąska
Tu busem tam trajlusiem
Zwiedzają miasto Lublin

Bez biletu na gapę
Gąska kotka trzyma
Krótko na smyczce
W Ogrodzie Saskim

Poprzez Przedmieście
Krakowskie wita ich
Marszałek Piłsudski
Na Kasztance kobyłce

Jest tam dużo atrakcji
Cyrkowi akrobaci
Na Placu Litewskim
Balans bez asekuracji

Z chińskiej porcelany
Żonglowanie talerzami
To znów skrzypek gra
Gdybym był bogaty

Na Jarmarku Jagiellońskim
Kataryniarz z papugami
Na katarynce korbą kręci
Francuskie hity Edit Piaf i Joe Dasin


W między czasie
Carrefour Biedronka
Promocje i galerie
Kotek przegląda sobie

Gala Plaza Olimp
Pełen wybór perfum
W drogerii wystawa
Złoto srebro się mieni

Do wyboru do koloru
Dla pań panów biżuteria
I nowożeńców APART
W karatach do kupienia

Gąska kalkuluje
Mnoży dodaje
Gdzie opłaca się
A gdzie drożej?

Dach nad głową
Podczas burz mają
W Realu Tesco Lidlu
Wcale nie zmokną

W Auto Salonie gąska
Pstryknie Gramotkowi
Przed Laguną Peugeot 206
Na pamiątkę cyfrowe foto

Wycieczka dobiega końca
Gąski i kotka Gramotka
Wracają do domu na obiad
Z nadzieją na nowy wyjazd

Mogiła jestejstwa

i znowu sama a przy mnie
natłok myśli w radiu muzyka
nie umiem uciec od osamotnienia
nawet jak mam miłość i jest
mi ona zupełnie bliska

nie potrafię się wyrzec
szarej monotonii pustki
wokół siebie samej żyję
z samotnością zrośnięta

jak syjamscy bracia
nie czekam wybawienia
przed zagładą nicości
nie zapisany monolog
ciągnie się za mną

po moim istnieniu
długa pajęczyny nić
jestem wciąż w niepamięci
słów na grobie niejestejstwa

Senny tiul

Miłości słowa w strofy wiersza rymy splatam
Jak warkocz komety na niebie z anielskich włosów

Słonymi kropelkami morskich łez księżycowi całun
zwilżam
Jak białe perełki na jego owalu rozbłysły
Gwiazdom przyćmiewa to srebrny blask

Po letniej burzy wiatr tęczy palety
W podkowę wykrzywia malując nimi marzenia

Noc na cebulę przyodziewam w senny tiul
najpiękniejszych snów

Zawieszony w sieci

niełatwo wiarę zachować w sercu
trudno nadzieję odnaleźć na miłość
sztuką jest śmiechem zabić łkanie

jak nie udaje się zupełnie nic
bezradność rozdziera w strzępy
odwagę więzień w cierniach mroku

martwy za życia a zesłany na padół
Bożej Ziemi zawieszony w sieci czasie
w nicości nadaremnych próbach

Magia słów

Na białej kartce myśli swe powierzam
Tulę słowa głaszczę interpunkcję całuję

Przelewam morza tokiem zdania na papier
W krzyk, wołanie o pomoc je zamieniam

Głucha cisza niemy odzew do mnie odsyła
Wpadam w złość coraz mniej cierpliwości

Rzucam wulgaryzmem w przepaść studni
Na dnie echem myśli się płaczem pluskają

Zamazuje kolejność abecadła kaligrafii
Anioł stróż białe skrzydła nade mną wnosi

Chcąc być lekkością balastu życia i śmierci
Na ziemskim padole antidotum na smutki

Złamana dusza nie chce zrosnąć się na trwogę
Znieczulenie przez magię słów działa krótkotrwale

Tajemniczy ogród

miłość wygrawerowała imiona
na dnie serc gdzie świątynia
marzeń mieści się w krainie snu
uwielbiam jak jesteś przy mnie

pierwsze i ostatnie pocałunki
należą tylko do ciebie w uścisku
ciasnego pierścienia ramion
zapisują smak muśnięć ust

podążasz do serca raju bram
w tajemniczym ogrodzie po klucz
ukryty łuną poświaty bije ognistą
w rąk kokonie żar tchnienia

pierwsze drżenie bliskości ciał
jesteś przy mnie i wraz ze mną
bez wątpienia bardzo bliski mi
gdy się pochylasz nade mną


Trudne pytanie

I po co mi to było?
Obnażać przed tobą duszę.
I po co mi to było?
Powierzać wszystkie sekrety.
I po co mi to było?
I tak mnie nie rozumiałaś!
I po co mi to było?
Znałaś mnie tak dobrze.
I po co mi to było?
Zawiodłam się na tobie.
I po co mi to było?
Jaki był w tym ukryty cel?
I po co mi to było?
Teraz już nie ma przyjaźni.
I po co mi to było?
Nie byłaś przyjaciółką
NIGDY DLA MNIE…

Passa życia

W samotności czas utknął w miejscu
Wśród tylu osób a jednak osobno

Łazi się w tę i z powrotem bez celu
Talizman szczęścia fatum przeklęło

Sens życia zgubił kierunek kompasu
W najciemniejszym gąszczu labirynt

Zielone światełko nadziei migoce
Pojawia się i znika jak dobra passa

Jest mi ciebie mało i mało

Kiedy cię zamykam w myślach swoich
Każdą chwilą życia jesteś tylko moją
Miłością największą w sercu płoniesz

Z każdą sekundą minutą kocham ciebie
Do szaleństwa coraz mocniej i mocniej
W dzień i w nocy jest mi cię mało i mało

Nienasycona dotykiem miękkości palców
Pod parasolem Twoich dłoni bliskości
Zachłannie wchłaniam głaskanie uwięziona

Pod płaszczem żarliwych pieszczot
Obsesją zaklęcia miłości pragnę cię
Do utraty tchu coraz bardziej i bardziej…

Dylemat Robinsona Cruzoe

gdzieś w otchłani samotności
na skraju tęsknoty na wyspie snu
przy brzegu marzeń oceanu toni
ukryte dryfują porzucone uczucia
które nad swoim losem płaczą
niepotrzebne nikomu nie chciane
pragną wsłuchać się w takt serca
przytulić mocno lecz serce jak okręt
znika z horyzontu miłości statku
na pożegnanie w usta muska całuje i pieści
beznamiętnie rzeczywistości rutyna
osamotnienie przywiązuje się
jak do rozbitka robinsona cruzoe
dryfującego na tratwie na środku morza
gubi cel rejsu idąc na samo dno titanica

HEAVY METAL

biegną megaherce
po sąsiedzku na piętrze
w samo południe
i o północy łomot
przez całą dobę
tydzień i miesiąc
zamiast kołysanki
metalowe dźwięki
smera uszy i pieści
wyssane z mlekiem
matki i z taktu
na bębnach ojca
na dobranoc w domu
zamiast bajki krzyk
i dziecka łkanie
starzy mają na tym
punkcie świra
innym sąsiadom w bloku
nie dając spać w nocy
co za harmider ola Boga!
awaria prądu by się zdała
na sygnale z kogutami PO
nie wyrabia radiowóz
tuż za rogiem policji
bezradne rąk rozkładanie
nie pomaga upomnienie
ani mandat jak za ścianą
mieszka łomot wariat
heavy metal wyżarł
już na wylot rozum
nie dociera nic do rozsądku
dudni ac/cd i metalica
wszystko ma daleko w nosie
bo kocha ciężką muzykę
i to jest pępkiem świata

UCZTA

Przyjechała z miasta
Wnuczka do dziadka
Świeżo po studiach

Na wesele zaprasza
Chcąc wypaść z klasą
Świeżo po uniwerku

Przed narzeczonym
Z inżyniera tytułem
Usiłuje wyjść dobrze

Zagląda do szafy
Pyta dziadka i babki
W jakiej zjadą garderobie?

W panice, że wstyd
Przyniosą zawczasu
Patrzy do lodówki

Tam bigos z rosołem
Dziadek i babcia
Czym chata bogata

Do stołu zapraszają
Z daleka gości
A wnusia grymasi

Bigos za kwaśny
Rosół za tłusty usta
W podkowę wygina

Nie chce na ślubie
Kwiecia bukietów
Łakoci ani specjałów

Żąda dla zwierząt
Karmy z puszek
Prosto ze sklepu

Dziadek myśli
Po głowie się drapie
Pojechał na wieś

Złapał tuzin mysz
Po farbie w puszce
Snopek siana i słomy

Zabrał z pola z sobą
Narwał kapusty sałaty
Marchwi w ogrodzie

Bochen chleba z domu
I pojechał z babką
Citroenem Turbo

Na wnuczki weselisko
Już obrączki wymienione
Przysięga złożona

Po powrocie z kościoła
Wystawia dla zwierząt
Z schroniska żywność

Żywe myszki dla kota
Snopek siana i słomy
Dla owcy, kozy itp…

Kapusta, sałata i marchewka
Dla zajęcy i królików
Chleba bochen suchy

Dla stadniny koni
Ot i cała eko-karma
W modzie prosto ze wsi

Tajniki życia

Nie znając bólu,
obca jest choroba.
Nie płacząc nigdy,
nie wie się czym jest cierpienie,
Trudno zauważyć szczęście,
mając wokół siebie przyjaciół.
Ciężko okazać wyrozumiałość,
gdy ma się na zawołanie pomoc.

Nie jestem na własność

Nie polubię samotności
Nie pokocham nigdy
Nie doczeka się ona
Przywiązania mojego

Nie zostanę nigdy
Jej żoną choćby chciała
Wziąć gwałtem na siłę
Nie będę kochanką

Choć by chciała
Mieć mnie na własność
Z premedytacją podstępnie
Będę walczyć do utraty tchu

Nie zgodzę się nigdy
Na to by być odludkiem
Ponieważ jest to wbrew woli
Samotność związuje usta

Zaraża egoizmem despotyzmem
Odbiera szczęście i uśmiech
W samotności traci się wszystko
Znajomych przyjaciół i miłość

Królowa śniegu

W nieskazitelnej bieli się mieni
Jak suknia ślubna panny młodej
Gdy gwiazdy na niebie się złocą
Pod oczami srebrzy się tak samo

W oknach mróz kwiaty maluje
Na spacerze pod nogami skrzypi
Natury pięknem w przyrodzie
Zachwyca i w pełni emanuje

Tym, którzy w górach lubią
Śnieżnym szlakiem daleko
Surfować swawolne slalomy
Jeżdżą w kuligu na saniach

W białowieskim borze
Dzwonki wygrywają arię
Do taktu końskie kopyta
Wtórują wesoło w galopie

W jeździe na łyżwach
Gdzieś tam ćwiczą skoki
Piruety i spirale śmierci
Na jeziora płytkim lodzie


Szron welonu koronką
Tuszuje jodłom rzęsy
Zamieć śniegiem miecie
Na polu tańcuje oberka

Zima straszy grypą
Niewinnością bieli mami
Jest sroga i okrutna
Póki nie utopi się Marzanny

Oszust matrymonialny

Bierze na lep jak muchę
Wykrada nadzieję i wiarę
Przybiera oblicze anioła
W duchu kleptomana żyje

Noc spędza mu sen z powiek
Uczciwością się brzydzi i pracą
Lojalnością na co dzień hańbi
Miły jak puch do rany przyłóż

Słodkie jak lukier ma spojrzenie
Całuje rączki wszystkim paniom
W złotą biżuterię wbija sokole oko
Nie ma w tym szczerych intencji

Wegetuje kosztem naiwnych ofiar
Są nimi spragnione niekochane kobiety
Z damskich toreb wyciąga pieniądze
Na przepych komfort różne atrakcje

Na widok pierścionka i obrączek
Ucieka tam gdzie pierz rośnie
Pozostawiając łzy serca złamane
Brak perspektyw i pusty portfel

Zmienia na nowe terytorium
W dowodzie dane personalne
Pędzi przez świat lotem kleszcza
Starych panien przekleństwem

B Y W A! ! !

Powiedz dlaczego tak jest?

Powiedz, dlaczego?
Szczerość do bólu zabija okrutnie!
Powiedz, dlaczego?
Obłuda ma krótkie nogi.
Które z nich wybrać?
Gdy za prawdomówność,
dostaje się batem po dupie.
A przez kłamstwo,
nienawidzi się człowieka.
Jak tu zawsze być sobą?
Gdy nie wystarcza miejsca.
Na bezpośrednią uczciwość
i w naturze oryginalność.
Realne życie staje się ściemą.
Czas nie rozlicza z minut ani sekund.
W grze komputerowej online
w świecie Matrixu fałszywej wizji,
karykatura charakteru się liczy.
Psychoza szare komórki niszczy,
jak trojańskie konie w dysku pamięć.
W krzywym zwierciadle odbicia,
po tamtej stronie monitora panika!
Fałsz mija się z prawdą,
gdy się gra wciąż w kości.
Coraz rzadziej ktoś bywa lojalny.
Zło z dobrem wygrywa.
Demon zaciera czarcie łapska.
W śmietnisku wirtualnym,
człowiek przed człowiekiem
traci z dnia na dzień na wartości.
Niczym w ziarnie plewa.

Są ludzie są debile

Gdy samotność zagląda mi w oczy,
nie puka do drzwi moich i nie pyta
czy można wejść do środka?
Nie przejmuje się tym wcale,
że jest nieproszonym gościem.
Zatykam uszy muzyką na fula,
by zabić wokół łoskot ciszy!
Łaszę się do ludzi jak pies,
merdający radośnie ogonem.
Uciekam na oślep przed zapomnieniem.
I wraz po drodze życia gdzieś tam…
dopada mnie pustka i zobojętnienie!
Nie chcę się nikomu narzucać,
ciągle słyszę nie mam czasu.
Nie chcę przylgnąć jak modliszka,
do braku akceptacji i znieczulicy.
Trwać w pasożytniczej wegetacji.
Nie teraz może innym razem…
stare, nowe problemy nie dają spokoju.
Chciało by się na szarugę dnia,
spojrzeć pod innym siedzenia kątem.
Sekrety i grzechy myślom powierzam.
Kłopoty wymykają się spod kontroli.
Nikt nie daje szans na pomoc.
Są dobre i złe chwile, są ludzie,
i debile, którzy sieją zamęt w głowie.
Wątpliwości pod znakiem zapytania…


Zamknięta w samotności

W przestrzeni odosobnionej
Myśli płyną jak woda w kranie
W wielkim tłumie przechodniów
Jestem biernym widzem
Nieokiełznana samotność
W kojcu mój los ujarzmia
Skazana na łaskę i niełaskę
Bezgranicznie ograniczona
Łaknę mowy każdego słowa
Wymieniam nieme monologi
Czas nie rozlicza z minut ani sekund
Badam grunt obserwuję życie
Pod balastem ciszy ból skowyczy
Większy autorytet ma pies przybłęda
Od człowieka na wózku bezwładnego

Wirtualne miłości

bezgraniczna przestrzeń
szlak horyzontu wirtualnego
rozpościera się widnokrąg
nieosiągalny poniekąd nikomu
sznur abecadła biegnie
w telegraficznym tempie
nikt nie wie nic kto kryje się
na czacie pod jakim nickiem
pod skórą internauty
kameleon sobie siedzi
włażąc do pokoju oczy
wybałusza na lock capsa
bierze na lepki język
szukając samotne ofiary
łakomych na liza
złaknionych miłości
miłość nie równa miłości
bo to co gorzkie
lśni w ciemnościach
a to co słodkie
wymaga dojrzałości czasu


UNIK

Zamknęła na klucz zmysłów żądze
Nie pozwoliła wyjść na zewnątrz namiętności
Nie chciała żeby coś spotkało ją złego
Zapomniała czym jest pożądanie
Przestała wierzyć w romantyzm
Wyrzekła się ciała ponętności
Uśpiła siebie przed miłością
Ale serce nie przestało czuć, pragnąć, kochać
Moc miłości przezwyciężyła wszystko
Jej nie można oszukać ani z serca wymazać








 

 


 
Dzisiaj stronę odwiedziło już 8 odwiedzający (13 wejścia) tutaj!

bądź moim tul (i) panem...♥
zostań i bądź
moim tulipanem
a ja będę ci
różą bez kolców

tylko moim bądź
tego pragnę
przytul mnie
mocno do siebie

niech nie będzie
mi tak zimno dłużej
to nie ujemna temperatura
a samotność tak oziębła

całą mnie oblewa
bezgraniczny strach,
że zostanę znów
samotną bez ciebie


nie chcę być
przez całe życie
jeżem z kolcami
bez przerwy się bronię

zostań i bądź
moim tulipanem
rozgrzej serce
do czerwoności

niech będzie ono
koloru płatków róży i tulipana
bardzo gorące i pąsowe
nawet jeśli zadrżę

nie przejmuj się tym
to tylko chwilowy dreszcz
to będzie znak
że otrzymałam szansę

na wyzwolenie się
spod więzów oporu
przełamując w oczach
pogrążenie w strachu i rozpaczy
które były kajdankami
dla mnie od dawien dawna


wykorzystywane i powielane bez zgody autora- assandi .
(Dz.U. 1994 nr 24 poz. 83 z późn. zm.)







Ta strona internetowa została utworzona bezpłatnie pod adresem Stronygratis.pl. Czy chcesz też mieć własną stronę internetową?
Darmowa rejestracja