W Andrzejkowy Wieczór
W Andrzejkowy Wieczór
Z wachlarza kart pasjanse
Dzisiaj do powiedzenia
Najwięcej mają ważą się losy
Przez ucho klucza od komody
Cieknie wosk wąską stróżką
Zamiast magicznej kuli
Panny bawią się w jasnowidztwo
Wróży, gusła i zabobony
Każda wymyśla co może
W Wigilię Świętego Andrzeja
Pól serio, pół żartem
Cyganka prawdę ci powie
Za jeden grosik
W Andrzejkowy Wieczór
Wystawia się pary butów
U progu drzwi domu
Kto wyjdzie najwcześniej za mąż?
Gdzie kto znajdzie żonę?
W Andrzejkowy Wieczór
Gwiazdy migoczą magicznie mocą
W imieniny Jędrzeja
W taką noc wszystko wyjątkowe
Wszyscy się bawią, tańczą
Przed samym Adwentem
Boombox
Niegdyś radiomagnetofon dzisiaj boombox
Z dwukasetowej wieży Sony na Grundig
Zamieniłam kasety odeszły w kąt do lamusa
Niech się cieszą z sentymentem pasjonaci
Teraz w modzie mp3 odtwarzacze i USB
Już płyty CD wśród nich jak sufit bledną
Karta pamięci to jest to puszcza się muzykę
Na całą dobę bez wymiany płyt i kaset
W magnecie nie skręca w spiralkę taśmy
Podczas śpiewania kluski nie wychodzą z gęby
Nie zacina się w tym samym słowie podrapana CD
W telefonie komórkowym wygoda i komfort
Przez słuchawki do uszu się sączy 1 klasa
Muzyka, którą kocham od lat wiernie
Cud techniki ściga się w postępie z czasem
A ja nie chcę być gorszą słuchając boomboxa
Jesteś połówką mojego serca
Tam gdzie nie ma światła dziennego
Patrzę w twoje oczy głęboko osadzone
Czarne jak noc bezgwiezdną ich blask
Połyskujący zwrócony do mnie uśmiechem
Głaszcze mi czule serce pragnę się wtopić
W zjeżony meszek włosów ciemnych
Marzę by natychmiast stać się jednością
Tobie nieobce są najskrytsze pragnienia jak dotąd
Ich częścią jesteś tylko ty najważniejszą
Konflikt
Muzyka łagodzi obyczaje, ale nie w tamtym domu.
Dobieranie, ściszanie, ukrywanie przed jego uszami.
Nie mogła się wyszumieć ani emocji rozładować.
Duszenie w sobie nastrojów, tłumienie wbrew woli.
U nich zawsze były boje co włączyć w magnetofonie.
Nie miała miejsca gitara i perkusja, aby grać z kasety.
On nie jest nigdy otwarty na inne nowe brzmienie.
Grając na syntezatorze wyłącza wszystkie bębny.
W skocznych rytmach nie odróżnia zabawy gatunków.
Chause, Disco, Punk Rock do jednego wrzuca kotła.
Skąd Tam-tamy i afrykańskie plemię czarnych przodków.
Wszystko brzydkie co podryguje, huczy i neonami oślepia.
Ciężko mu się odnaleźć, nie nadąża w dzisiejszych czasach.
Ona narażona na kpiny wśród rówieśników jest dziwolągiem.
Nie pasuje do tang i walców, a on do mocnego uderzenia.
Żyjąc wspólnie pod tym samym dachem w dwóch światach.
Skłócone gusta nie chcą i potrafią wyjść sobie na kompromis.
Nawet jak ona ustąpi jemu w milczeniu czuje się smutna.
On nie zwraca wcale na to uwagi co jej daje przyjemność.
Tak sobie na co dzień wspólnie odbierają chwile szczęścia.
Fanty losu
Utkana w tajemniczość nieśmiałości
Wtulona w ramion twoich tarczę
Czułość bliskości w milczeniu chłonę
Zapamiętuję każdą chwilkę z tobą
Cieszę się, że jesteś przy mnie
Trzymasz w swoich, moje dłonie
Nie odrywasz wzroku ode mnie
Twój policzek przy swoim czuję
Zapach włosów czarnych jak noc
Oczy błyszczą zamiast gwiazd
Uśmiech na ustach się maluje
Czekam co się dalej będzie działo
Pochylasz się nade mną powoli
Próbuję twoją myśl odgadnąć
Umyślnie skradasz mi całusa
We śnie nie wzbraniam się wcale
Podświadomość nad snem czuwa
W stanie horyzontalnym nieważkości
W półmroku marzenia się snują
Morfeusz rozdaje w zasięgu fanty losu
Nikt tylko ty
nikt nie obłoży lodem
żaru mojej miłości w sercu
nie ostudzi chłód jedynie
zamieni krople krwi
w poranną rosę płaczu
będę cię kochać nieustannie
nikt nie uwolni mnie
od miłowania ciebie
nie skradnie ci
serca do ciebie należącego
nikt poza tobą nie tknie
płatków ust moich
bo tylko ty to możesz
Krytyka literacka
Prawdziwy pisarz i poeta
krytyki się nigdy nie lęka.
Co to za krytyk literacki
co nie potrafi błędów uzasadnić.
Mój krytyku literacki
jeśli już to pomagaj.
Wskazuj doświadczeniem
każdemu pisarzowi i poecie.
Nie wytykaj palcem nigdy
jego wysiłku w pocie czoła.
Wzlotów i upadków pióra.
Jak w debiucie tak i w rutynie.
Bowiem niegłupi sprostuje
Komentując, że nie umiesz
Ładnie pisać wierszy
Ubrać w rytm i rym venę.
W treści poezji duszę
można skryć i charakter
ukształtować każdy wiersz
zachowując sens w puencie.
Nic na to nie poradzę
jak kocham to naprawdę
całą sobą bez udawania
jak nienawidzę to też szczerze
do szpiku kości już taka jestem
nie potrafię dozować uczuć
i nauczyć się jest trudno
jak się ma przy sobie
kogoś przez całą dobę
mąż wzdycha zmęczony
chciał tylko miłości
ja dotrzymuję słowa
bo jestem jego żoną
do nienawiści nie ma powodu
wiem że czasami odechciewa się
nadmiaru pocałunków i pieszczot
ale tak ciężko się powstrzymać
od razu nic na to nie poradzę
miłość jest miłością
Samotności bać się trzeba!
Nie lękam się śmierci, choć jestem młoda.
Śmierć trwa przez moment szybko się kona.
W osamotnieniu wegetuje się bardzo długo.
Nie żal będzie mi życia gdy przeżyje je
jak każdą sekundę w pełni szczęśliwą.
W miłości nie będąc samą nigdy.
Samotność jest okrutna bez skrupuł.
Zamienia każdą radość w ścianę płaczu.
Minutę, sekundę w huragan i burzę z piorunami!
Nieosiągnięty cel okryje smutkiem.
Sens w życiu z barwnej palety tęczy,
przemaluje w szarości odcienie.
Zamiast serca w tym miejscu zostawi kamień.
Jak sopel lodu co nic nie czuje,
nawet z nieba kropli deszczu.
Samotności bać się trzeba!
Jest odwieczną zgubą istnienia.
Szczęście
za pieniądze jego się nie kupi
choć kręci się fortuną koła
szczęście rodzi się we łzach
gdzie panuje smutek i cierpienie
jak krzew cierni wschodzi
tam gdzie serce i dusza boli
szczęście może obrazić się
i umknąć gdy się ciągle narzeka
nie zauważając na co dzień
pozornych radości i rzeczy
szczęście jest tylko chwilą
na którą długo się czeka
szczęście w słocie życia
które zwie się miłością
Przybysz z Laponii
ciemną nocą dzyn dzyn dzyn
słychać odgłos sani z wyżyn
ho ho ho donośny bas dobiega
to Św.Mikołaj woła z nieba
czerwono-nosy Rudolf
zaprzęgiem sani kieruje
a za nim biegną renifery
Comet czwarty Blizten
Deshe-Fircyk za nim
Cupin-Amorek pomyka
szósty Dancer tańczy
Prancer i Vixen psotnik
profesorek Dinner
pomaga ciągnąć ostatni
Św. Mikołajowi pełny
wór upominków dla dzieci
pędzą pędzą sanie
z dalekiej Laponii
każde dziecko zna
tamten adres pocztowy
małym podrzuca zabawki
dorosłym spełnia marzenia
choć nie wierzymy w cuda
w magiczną noc 6 grudnia
Nienasycona
najmniejszy znak
sens istnienia
że jesteś tuż tuż
bardzo blisko
największy skarb
jaki mam i nacieszyć się
nie mogę
ciągle mi ciebie
mało i mało
nikt nie potrafi
być takim jak ty
Melodia miłości
ciepło twojego serca
światło w mrocznej krainie
dotyk wysupłany spod palców
rozkuwa kajdany
kuranty rozbrzmiewają triumfalnie
wygrywając zaklętą melodię
naszej miłości
Dzień pełny nadziei
dzień pełny nadziei
wszystko może zmienić
miłość nie jest nam obca
jedno nie traktuje drugiego
jak wroga każde z nas
stara się być najlepsze
dzień pełny radości
bez grzechów w bagażu
doświadczeń życiowych
potrafi zbliżyć do Boga
zapomina się o gniewie
nienawiści i o tym co tkwi
na dnie serca boli
w dzień powszedni
nienawiść i pycha
którą diabeł karmi
w świątecznym czasie
znika wszyscy sobie
przebaczają bezinteresowna
staje się miłość
którą okazać jest łatwiej
czując jej moc prosto
z niebios
Czarna róża
(Bajka nie bajka)...
czarna róża niczym wdowa
rozkwitła smutno w ogrodzie
wyróżniała się od innych róż
pięknem mroku odrażała w trwodze
nie zabiegał nikt o jej względy
czarna róża w młodym wieku
umierała gubiąc zwiędłe listki
przekwitając czekała na pieszczoty
obumiera dusza ludzka
bez miłości w cierpieniu
taki oto z tej bajki morał
napisany w krótkim wierszu
Ku przestrodze dla samotnych.-:)
WSPÓŁLOKATOR
Wiersz zainspirowany AnnyD wierszem pt: SMAKOSZ.
Kotlet mielony dzieli z żoną na czworo.
Zamiast śmietany do owocówki leje serwatkę.
Do sąsiadki chodzi prosząc o darmowe jadło.
Ma pokaźną emeryturę wraz z żony rentą.
W jadłodajni zawsze wybredny na obiady.
Walczy jak lew o porcję dania z kucharką.
Niejeden próbuje mu na co dzień dogodzić.
Co niedzielę jeździ na giełdę z białą bronią.
Ostatni grosz wydaje na stare bagnety i szable.
Zostawiając samotnie schorowaną żonę w domu.
Niech się o nią obcy pomartwią i popilnują lóżka.
Niejedną opiekunkę społeczną odprawił z kwitkiem.
Z dnia na dzień obiecuje chciałby wszystko zrobić.
Pomalować mieszkanie, przerobić z wanny brodzik.
Kupić komputer nauczyć się na Internecie obsługi.
Zadaje mnóstwo pytań, nie słucha wcale odpowiedzi.
Nie ma nigdy racji w informatyce ani w kulinariach.
Pierwszy głos zabiera jakby wyjadł innym rozumy.
Prawi wzniosłe kazania i lubi wokół siebie dyrygować.
Każdy według niego jest dziadem, złodziejem i kłamcą .
Nie ma nic na świecie co wprawiłoby go w zachwyt.
Cud techniki dopiero co kupiony jest marnym bublem.
Nie potrzebnym po sąsiedzku w gospodarstwie domowym.
Niełatwo jest być na co dzień z takim współlokatorem.
Czym jest miłość?
znienacka jak burza
huśtawka emocjonalna
zagadka czy niespodzianka
coś więcej się kryje
wybucha wulkanem
przechodzi tornado
za tornadem w strachu
przed eksplozją serca
czy taka jest właśnie miłość …
Kontrowersyjny temat
na przekór obawie i bezradności
samobójstwo jest tchórzostwem
nie ucieczką od problemów
samobójstwo nie jest grzechu wartym
samo życie w sobie jest odwagą
godnie ginie się w obronie
bohaterstwem jest przetrwanie życia trudów
odważnie z podniesioną głową
samobójstwo nie jest wyjściem z sytuacji
ani żadnym rozwiązaniem na przyszłość
samobójstwo może być oswobodzeniem
od hańby ale czy tak jest naprawdę…
dni które jeszcze się spotka
mogą zaowocować szczęściem
które omija szerokim łukiem słabeusza
Zakała
Żyje bardziej na udrękę.
Nic nie lubi i ciągle narzeka.
Cały świat się nie podoba.
Szaroburą widzi tęczę.
Nie wie czym jest satysfakcja.
Co podejdzie pod buta kopie.
Po domu bez celu się wałęsa.
Nie pomoże ,ale szkodzi w porę.
Więcej przysparza zmartwień.
Na hobby i do pasji brak polotu.
Słomiany zapał ma do roboty.
W innych widzi tylko negatywy.
Do zarzutu nie ma nic sobie.
Lubi się wyręczać kimś.
Co weźmie w ręce zepsuje.
Nigdy nie czuje się winny.
Szkoła życia
każdy przechodzi przez piekło
i czyściec na ziemskim padole
jeden zasługuje na to drugi nie
choć za życia pokutuje na zapas
nagroda po śmierci czeka go w niebiosach
drugi pomimo że Bóg daje różne znaki
nie bierze nic głęboko sobie do serca
choć szkoła życia jest zawsze najlepszą
w niej życiodajna mądrość ponadczasowa
nie ma reguły na ludzką naturę
jeden się dzieli bagażem życiowym
drugi żyjąc do końca ginie głupim
Miłość to nie kajdany
nie na przymus wbrew woli
miłość nie może być szantażem
nie buduj własnego szczęścia
tam gdzie ktoś przez ciebie płacze
miłość nie jest niewolnictwem
ani domkiem z kart na wietrze
szczęście wcześniej czy później
pojawi się na twojej drodze
nie zrzucaj całej winy na miłość
pozostawi to tylko w twoim życiu
wielki niesmak i brak ogłady
na nic się zda szantaż i dominacja
gdy poczujesz do siebie nagle
niechęć i żal w drugim sercu
bo granica między miłością
a nienawiścią wcale nie jest duża
gdy zamieszka nagle w kimś
ludzka zawziętość i wrogość
nie można okłamywać się
w ten sposób bo każde uczucie
ma swoje pięć minut
i w sercu pierwsze miejsce
gdy rozkwitnie samo
szczęśliwą miłością
W Disneylandzie
(erotyk-satyra)
kocie oczy drapieżne spojrzenie
hipnotyzujące wciąż zielenią
przyciąga magnesem erotyzmu
pól tygrysica pół kobieta
wamp we własnej osobie
C.C.Catch woderful lady
bez ciebie w cuda
trudno uwierzyć
w Disneylandzie Dieter Bohlen
z kaczorem Donaldem dwaj rywale
o twoje serce toczą wojnę
pod wpływem obsesyjnej zazdrości
ich serca do ciebie płoną miłością
gdy kaczor Donald Bohlena
zatapia w brytfannie pełnej wody
brr…brr…uwydatnia się powietrze
w bańkach na wodzie
jeden i drugi są gotowi
pozabijać się nawzajem
byle tylko z Caro spędzić
upojną noc
http://www.youtube.com/watch?v=W-NiJ9K4QKM
Póki czas
uchyl furtkę w sercu
zrób w nim miejsce
w Wigilijny Wieczór
nie rób gniewnej miny
przy wspólnym stole
bo czas ucieka a nas
ubywa o rok coraz mniej
pogrążeni w tęsknej zadumie
powracamy do przeszłości
z sentymentem łezka w oku
niejednemu się zakręci
podczas zanucenia kolędy
Zdewociała plotkara
zawsze siada w pierwszej ławce
na pokaz przy ołtarzu bogobojna
wszem i wobec słychać ciche echo
ale czy to modlitwa jest na pewno
ksiądz z ambony głosi kazanie
czytając Psalmy ze Św. Pisma
w kościele wszędzie sieje zamęt
wypytuje babki co się dzieje wokół
na roznoszenie w adwencie
białego opłatka lada gratka
sąsiadka znowu pierwsza
chodzi w bloku po domach
jaką to dobrą jest duszą
przed Bogiem za cudze
pieniądze bierze się łatwo
na ofiarę za boże ciało
co łaska ale w zeszycie
top lista kto więcej daje
pięć złotych jest hańbą
chwali za sto dwieście
jest okazja podpatrzeć
kto z kim jak żyje i sypia
po ślubie czy na kocią łapę
nie oszczędzi nikogo
wbija prosto w serce
zamiast bagnetu długi język
obniesie co kto ma w domu
bez względu na konsekwencje
zadaje niepełnosprawnym
biednym i chorym ciosy
przez chciwość materializm
próbuje zdobyć uznanie
z pokaźnym portfelem
przed świętami u księdza
natrętnie nachodząc ludzi
nie ma za grosz ambicji
będąc co dzień u spowiedzi
przyjmuje do serca komunię
budzi taka świątobliwa
skrajne odczucia wśród innych
Aż po kres
bardzo wiele jest
obcych dla mnie
spraw choć dawno
wkroczyłam w dorosły
świat to co nie znane mi
i nie pojęte jest jak pasjans
niedokończony z nowej talii kart
nie straszna mi starość
ani nie przeraża mnie śmierć
bo jestem przy tobie i z tobą
cały czas aż po kres