Recydywa
nie z zemsty nie wyrachowania
buntuje się moje drugie ja
w czterech ścianach zabarykadowana
rozrabiam na przekór wszystkiemu
co z tego ,że nie wypada i nieładnie
za oknem szaro buro pochmurno
na samą myśl o zimie dopada depresja
nie mam donikąd wolnego dostępu
ze starości telewizor zdechł jeden drugi
zaszczepiony komputer przed wirusem ledwo zipie
obok wieża też niemłoda czasem odmawia posłuszeństwa
z sekundy na sekundę dziczeję w odizolowaniu
tracę zasięg z teraźniejszością stoję w miejscu
zima długa i szeroka jak Tajga na Syberii
nie jest mi z tym wcale dobrze
odbywając za nic kolejną recydywę
Niezapomniana noc Italo Disco
http://www.youtube.com/watch?v=nNJNL6i8G6I
Dawny czar lat 80-tych powracają wspomnienia
Nie do powtórzenia z sentymentem o Dzikim czupryną loków
W czarnym kapeluszu tylko tobie wyznaje w radiu
Radość w kontakcie przez Fantazyjny dotyk
Doktor Grant miłością mocy spełnia marzenia
Tarzan chłopiec przede mną udaje siłacza
W egipskich ciemnościach grasuje Yeti
Koto uprawia w tańcu laserowym Techno
Biliński powraca do dobrych czasów świetności
Groźnie psów ujadanie jak w transie nawiedzionym
Pijany Miko z misji zapomniał tekstu piosenki
Fabian Wanna tańczy sam Stefan Ale pisze list od serca
Ciary po plecach przeszywają pod napięciem prądu
Jak słucham we włoskiej dyskotece indyków gulgotu
Lunatyk po omacku w Altanie szuka fortepianu Chopina
Z USSR na sygnale przyjechał Edek Huntington na koncert
We włoskiej dyskotece wszystko się może zdarzyć
Jak się ma nieśmiertelnego ducha młodości w sobie
___________________________________
Obsada:Dziki (Savage),Fantazyjny (Fancy), Doktor (Grant Miller), Radość ( Joy ),Fabian Wanna (Fabio Vanni), Stefan Ale (Steve Allen), Altana (Gazebo)Miko z misji (Miko Mission).
Przepraszam za nie do końca sprecyzowane po polsku tytuły przebojów i pseudonimy zagranicznych wykonawców, ale translatory zbuntowały się.
Człowiek jest człowiekiem
to co powierzchownie piękne
pozory mylą na pierwszy rzut oka
tak łatwo imponuje to co błyszczy
olśniewa w zasięgu oczu
przynosi zgubę i rozczarowanie
tak łatwo zaakceptować jest
i pokochać w drugim człowieku
same superlatywy nie dopuszczając
do własnej podświadomości
cienia niedoskonałości
w strukturze skrzywienia
ideału bez szans obrzydza
wymaga się w nadmiarze
od siebie nie dając nic jednocześnie
nie każdy zasługuje na miłość
bo nie każdy potrafi docenić
ignoruje bezmiar miłości
będąc zdziwionym dlaczego…
ona go właśnie omija
jeśli jest się skromnym
łatwo pomylić z prostakiem
choć nie brak mu inteligencji
rzadko kto zagląda w głąb wnętrza
kultura osobista spisana na straty
geniusze rodzą się w darze od Boga
a człowiek jest tylko człowiekiem
nikim więcej…
Na nikogo innego nie czekam
wiem że mnie kochasz czuję to
darzysz szacunkiem ufasz
nie wyznajesz ot tak wprost!
nie wymuszasz nic ode mnie
nie ponaglasz w czymkolwiek
czy taka powinna być miłość?...
kiedy nie mam pewności
i niepokoję się pod byle pretekstem
nic przed tobą nie da się ukryć
na odległość jesteś jak rentgen
przyciągasz do siebie jak magnes
nic poza tobą nie istnieje
bez słów rozumiemy się
czy taka powinna być miłość?...
uczę się na pamięć
nowych reguł i zasad
gdy przemawiasz czule i spokojnie
strach i stres jak powietrze
uchodzi z przebitego koła
mam wrażenie, że odlatuję wysoko
nie wyczuwam nadmiaru złych emocji
serce drży wyrywa się bije mocniej
czy taka powinna być miłość?...
czy na pewno jesteś dla mnie?...
na nikogo innego nie czekam
Wyrwana z objęć Morfeusza
wyrwana z objęć Morfeusza
poczułam nieobcy mi oddech
byłeś tak blisko tuż obok
pod płaszczem nagości
serce biło oszalałe z podniecenia
jak łuna ciepła ciał rozognionych
nic nie mogło nas powstrzymać
ani tym bardziej oprzeć się ekstazie
na pierwszy rzut oka to takie proste
zapomniałam czym jest nieśmiałość
oddałam się twoim pieszczotom
podświadomie w pół śnie a może na jawie?
pragnienie zbliżenia się do ciebie
gdy obejmujesz mnie czule powracam
do tajemniczego skarbu słów
bo tylko ty wiesz gdzie ukryty jest klucz
zamknięta otworzyłam się przed tobą
zabolało jak jasna cholera, ale nie żałuję
powtarzałeś nie bój się zaufaj mi
zapamiętuję każde twoje słowo
nie mówię nic wzdycham cicho
URAZ
W szarych komórkach
Złowrogi cień się snuje tu i tam
Klepsydrze czasu borykam się
Samotnie walczę z nim
Gdy zasypiam nocą
I budzę się o poranku
Wita mnie ukłuciem szpilki
Boli jak złamana kość
Której niczym się nie znieczuli
Pragnę się uwolnić oswobodzić
W ryzach najskrytsze marzenia
Nie mogąc nic wskórać
Bez terapii samozachowawczej
Miłość
miłość nie jest przymusem
a w wyborze swobodą
miłość nie może być balastem
ani rozkazem na własność
miłość nie jest żartem
a snów urzeczywistnieniem
choć bardzo często rozsądku
nie słucha jest serca głosem
Strzał Amora
ułamek sekundy zauroczenie
znów pukasz do bram serca
u wrót raju miłości trzęsienie
ziemi i zawrót głowy nie jestem
w stanie powstrzymać i oprzeć się
nie umiem obronić
ogniem płoną skronie
myśli potargane kłębią się usidlone
wyczuwam zapach twoich feromonów
amorek bożek miłości ustrzelił
serce w sidłach zniewolone
płyniemy oboje w tańcu
w pełnej szczęścia harmonii
czy to ja pierwsza uwagę zwróciłam
a może to ty złowiłeś mnie sprytnie
kochasz po prostu i jesteś przeznaczeniem
M O I M
STRACH
Zamknięty w myślach i własnym przekonaniu
Nie ufasz nikomu na wszystkich patrzysz z grozą
Zdławiony uśmiech moknie w deszczu łez kropli
Przeraża fonią strun głosowych wykrzyknik w słowie
Capsem wytrzeszcz oczu napisanemu snuje oczopląs
Zaprzeczając kręcisz głową strach ciężko ujarzmić
Tłumiąc w sobie nie pozwalasz nikomu pomóc
Fobia jest silniejsza niż kolejne cierpienie
Podświadomie wegetujesz w dybach blokady
Żyjąc w niepewności zamiast unicestwić psychozę
Jestem cała twoja
sam na sam ze sobą w tle leniwe preludium
przenika pustą przestrzeń stoisz tuż blisko obok
trzymając tak mocno w objęciach że brak tchu
twój oddech pieści kark idę za głosem serca
nie lękam się niczego wiem że kochasz mnie
na pewno bez udawania farsy już nie mam
złych przeczuć gdy jestem przy tobie pewna
i bezpieczna na kłamstwo fałsz i zdradę
nie ma miejsca w naszych sercach mój kochany
najlepiej odzwierciedla ci to całe ciało i dusza
kiedy jestem twoja ciągnie cię jak ćmę do lampy
z siłą tajfunu przełamujesz wnętrza lody we mnie
Wszystko co czuję
trudno jest pojąć to czego
serce nie przyjmuje
gołym okiem akceptacja
wywołuje rzygowstręt
pogodzić się trudno
z dożywociem dyskryminacji
w spojrzeniu nut gra ironia
od pierwszych chwil istnienia
nieprzyjazne fluidy apatii
nienawiścią wśród i wokół
pogardy kraterów napiętnowanie
jak długo potrwa ta kara?
nieodwołalność aż po grób
Wiara w dobro
Małe pole do popisu, nikłe możliwości.
Jak ma się nawet wybór jest się pozbawionym.
Żyje się jak ptak w złotej klatce bez swobody.
Przed sobą mając jedną, jedyną wolność przestrzeni.
Wcale nie popłaca szczerość do bólu.
Kłamstwo też jest błędnym wyborem.
Przemilczeć całą prawdę jest zbrodnią.
Nikt tego nie rozumie, nie bierze pod uwagę.
Niema wymiana punktu widzenia z myślami.
Patrząc w taflę odbicia po drugiej stronie lustra.
Cień ducha nie zdradzi mrocznych tajemnic.
Człowiek jest człowiekiem a nie istotą pozaziemską.
Do ostatniej kropli potu trwa walka!
Gdzieniegdzie są wyjątki wśród ludzi.
Cały świat nie jest aż taki do spodu zepsuty.
Sztuką jest zachować w sercu wiarę w dobro.
Abstynencja
Uśpione myśli w milczeniu
Nad rozpasaniem umiar z batem
Wstrzemięźliwość rzeczą świętą
Nieznany świat rozkoszy
Ujarzmia wilczy apetyt
Postronkiem skromności
Na arenie rozwiązłości
Poskramia fantazji żądze
Ciekawość pokusą
W drodze do grzechu
Pierwszy stopień do piekła
Czy do wiedzy…
Tak niewiele...
niejedno serce i nie ostatnie
było jest i będzie jeszcze złamane
nie ma sensu mścić się na innym
tym co nie jest niczemu winne
w którym szuka się prawdziwie
wiernej miłości zemsta nie na miejscu
by robić sobie na przekór im więcej
skrzywdzonych serc tym bardziej nieszczęśliwie
nie zdradzaj bo jak ty komu tak ktoś tobie
może nadużyć w wierności twoje zaufanie
tak niewiele od szczęścia w miłości się pragnie
jak kochać i być zawsze kochanym
TYLE ZŁA
tyle zła na tym świecie a życie tak ulotne
jak płomień świecy zapalony na nieznanym grobie
nie ma sprawiedliwości na ziemskim padole
nikt nie jest sędzią wśród nas za czyny popełnione
są tacy którym los nie był łaskawy
zdmuchnął im ktoś płomień życia jak świecę
albo zła dola zesłała moc cierpień bez liku
jeden do drugiego ma ciągle pretensje chowa żale
aby kochać bliźniego Bóg obdarzył sercem
tyle zła na tym świecie nienawiść nie zna granic
śmierć w pogoni za życiem nie zawsze wystarcza czasu
nie można wszystkiego kupić za żądzę pieniądza
istnienie jestestwa jest krótką chwilą
a śmierć jest tylko wiekuistą wiecznością
tam gdzie nie ma chorób smutku bólu
w obliczu dobra zło jest nicością
Cienka linia pogranicza
cienka linia pogranicza
gdy emocje biorą górę
prawdą jest oczywistą
bez znaczenia jaka płeć
czy istnieje przyjaźń
na stopie koleżeńskiej
między facetem i kobietą
gdy buzują hormony
nie ma tu nic do rzeczy
w zażyłości szczera intencja
dzieląc smutki i radości
otwierają się dusze i serca
stają się nierozłącznie bliscy
sam się przyłapiesz na tym
że nie wstydzisz się niczego
nikt nie istnieje dla ciebie
kochasz całym sercem
feromony wzięły górę
na nic zdadzą się wymówki
pretensje przyjaźń jest
miłości fundamentem
na dobre złe chwile
między facetem i kobietą
gdy się w sobie zakochają
Przez żołądek do serca
Przez żołądek prosto do serca.
Pragniesz dotrzeć do celu.
Wabiąc delicjami podniebienie.
Eksperymentując w kuchni.
Od świtu do zmierzchu.
Jem ci jak gołąbek z ręki.
W jadłospisie raki i krewetki.
W Internecie kulinarne przepisy.
Przez wykwintny smak, aromat.
Czytając podążasz za nowym menu.
Czekasz aż oddam ci serce duszę i ciało.
A ja na ścisłej diecie dla ciebie żyję.
Kryjąc rubensowskie kształty, wilczy apetyt.
Popijam przez poczucie winy gorzką herbatę.
W poświęceniu dla miłości odmawiam wszystkiego,
gdy łakoci pokusa nęci podstępnie do spróbowania.
Sięgam na oślep po jabłko w myśl natrętną.
Zamykam oczy szukając w miąższu słodyczy.
Świeżutki twarożek z serkiem i szczypiorkiem,
szklanka mleka to są dotychczasowi przyjaciele.
Nie odpychaj serca
nie odpychaj serca
ono nie jest niczemu winne
nie popełniło zbrodni
żeby cierpieć z bólu samotnie
nie odpychaj serca
ono takie bezbronne
zmęczone ciągłą walką
jaką jest samo życie
nie odpychaj serca
jak możesz je uleczyć
ze smutku samotności i łez
życie jest jedno zbyt krótkie
szkoda zmarnować je
przez głupotę bezkresu
nie ma nic na przymus
daj szansę sobie i komuś
choć jeden jedyny raz
na próbę nie odpychaj serca
tej iskierki miłości
która się tli nie wygasła
Trudno jest żyć nie ufając nikomu
dusza nie jest zagmatwaną
przewrotny los targa życiem
nie chcę się mylić umyślnie
coś nowego odkrywając codziennie
tam gdzie stroma góra i ostry zakręt
przyszłości widnokrąg rozdroża
brak pewności którędy zmierzać dalej
analizuję jaką decyzję podjąć
by nagle nie zbłądzić nie popełnić
błędu za rogiem czai się jakiś
podejrzany typ kombinuje
trzymam rękę na pulsie
w dzień i w nocy muszę się mieć
na baczności by omotać się nie dać nikomu
naiwnie bez mrużenia oka
trudno jest ufać komukolwiek
jeszcze trudniej żyć nie wierząc nikomu
gdy głos serca wygrywa radości kuranty
rozsądek buntuje się spokoju harmonii
ciężko osiągnąć cel w marzeniach
Pierwszy raz
wiedziałam że to ty nikt inny
to nie był sen a prawda oczywista
czułam że bardzo mocno pragnę
smaku twoich ust pocałunku
by rozkwitnąć w całej krasie
w twoich objęciach stać się kobietą
po raz pierwszy dla ciebie
darując ci dowód miłości
w poświacie księżyca i blasku gwiazd
nie było złudzeniem lecz przeznaczeniem
być twoją jedyną w życiu miłością
od tego pierwszego razu w poślubną noc
Nie warto marnować życia
miłości nie można zmierzyć żadną miarą
ani przyjaźni ocenić są obie na wagę złota
nie można pokochać drugiego człowieka
wbrew woli nie akceptując jego słabości
trudno zauważyć w kimś przyjaciela
gdy ktoś wbija prosto w serce nóż
życie składa się z krótkich chwil szczęścia
które giną jak płatki śniegu na wiosnę
nie warto zamieniać serca w twardy głaz
i sopel lodu
później odchodząc zostawić
po sobie ciepłe wspomnienie
Pogrzeb
Czarna trumna na katafalku
Spoczną w niej rozterki serca
Gromadzi się orszak żałobny
Na płacz w ogóle się nie ma
W czerni płaszczów tłok gapiów
Kościół wybija arię dzwonów
Słońce oślepia dzień złotem promieni
Dywanu zieleń nieopodal połyskuje
Naprzeciwko wolna droga polna
Pod wielkim klombem drzewa
Baraszkują biesiada z radością
Pogrzebane z tyłu wspomnienia
Szczęście z miłością za pan brat
Pokuta
oziębłość serca zerwanie więzi
nie wróży to nic dobrego wokół
nie znaczy nic pokrewieństwo
człowiek wilkiem człowiekowi
wśród samych swoich alienacja
czuje się zupełnie mniej niż zero
niepożądany insekt w gnieździe
bliższy obcy na co dzień z ulicy
pośród kamiennych głazów
inność odtrąca dyskryminacja
antypatią kwitnie wroga zawiść
kroplę łzy zamienia w sopel lodu
w otchłani okrutność oceanu
nieposkromiona rozlicza z win
i nie popełnionych grzechów
w myśli mowie i uczynku pokuta
Moja fobia
Czym jest samotność?
Jak tylko ograniczeniem.
Czym jest samotność?
Jak tylko ciągłym pragnieniem.
Czym jest samotność?
Jak tylko w nieskończoność wegetacją.
Bez względu na to ile się ma lat.
Czym jest samotność?
Doświadczeń bagażu balastem.
Czym jest samotność?
Jest tym czego najbardziej się lękam!
Precz z chamstwem!
nie jestem bez skazy
i ty też nie jesteś bez grzechu
dobrze wiesz o tym
więc nie wytykajmy sobie
chcę być i jestem tylko sobą
nie ma jak naturalna osobowość
własny styl po co komu
udawać kogoś kim nie jest
insynuować farsę siać intrygi
mam czyste sumienie
wybieram zgodę i przyjaźń
nie ma nic na przymus
nie szukam o byle co zwady
nie oceniaj nie krytykuj
nikogo pochopnie póki
nie poznasz z charakteru
po wypowiedzi do końca
nie unoś się chamstwem
nie dominuj nad wszystkim
złym emocjom nie daj się ponieść
to jest Twoją prawdziwą
W I Z Y T Ó W K Ą