Będę wszystkim...czym chcesz
Kocim prążkiem na Twym kocu.
Długim włosem puszystego futra.
Szeptem na kolanach Twych mruczenia.
Chciałabym być…
Ciepłym kłębkiem wełny swetra.
Na Tobie… aby poczuć każdy milimetr,
Twojego ciała abyś popijał mnie
W postaci gorącej czekolady.
W długie wieczory zimowe.
Nosił mnie na głowie dumnie.
Jak koronę gdybym tylko była czapką.
Mogłabym być np….
Grubym warkoczem co w mróz
Rękom Twoim posłuży za mufkę.
Kiedy rękawic przy sobie nie masz.
Chcę być... kotem, którego lubiąc,
Tulisz w Swe ramiona po powrocie
Do domu...
Odkąd oboje przypieczętowali rodzące się między nimi uczucie, Patryk zaczął wyraźnie unikać rozmowy na temat wyznaczenia konkretnej daty ślubu kościelnego, spotykając się z Landrynką. Ona czuła się wobec tego bardzo niezręcznie, bo gdy odjeżdżał do Świdnika rodzice wciąż dopytywali się uporczywie córki o szczegóły dotyczące ich wesela. Dziewczyna tłumaczyła im, że jej nie wypada jako pierwszej zacząć rozmowę o ślubie z chłopakiem, z którym dopiero co zaręczyła się i zna go zaledwie miesiąc czasu. –Mamo zrozum nie chciałabym się całkiem natrętnie narzucać Patrykowi! I tak otrzymał ode mnie złoty łańcuszek z okazji zaręczenia się, sądzę iż jak jest domyślny to powinno go to do czegoś zobowiązywać? –Masz rację córeczko, ale widzisz ja i ojciec mamy jeszcze trochę oszczędności. Trzeba przecież kupić ci jakąś suknię ślubną i jego wypadnie prawdopodobnie nam ubrać, skoro to ma być potajemna ceremonia przy zamkniętych drzwiach przed Patryka rodziną, w bardzo wąskim gronie osób. Opłacenie wszystkiego księdzu i organiście w kościele, uroczysty obiad wyszykować dla gości weselnych itd. –Rozmawialiśmy wspólnie na temat twojego ślubu z Patrykiem. Wtrącił ojciec właśnie tuż po waszych zaręczynach, w pokoju naszym . No i wpadł nam na pomysł 25 maja. Wiemy, że w tym miesiącu pary młode nie pobierają się, ale ten miesiąc pasowałby dla zmylenia Patryka rodziny. Ślubu udzieliłby wam znajomy ksiądz na wsi w Cocowie. –Co wy, spadliście z konia? Niedowierzała własnym uszom dziewczyna. Który ksiądz złamie przyjętą od zawsze tradycję?! -Oj znamy bardzo dobrze tego księdza, on na widok pieniądza na wszystko przystanie. Którejś soboty czy niedzieli pojechałoby się na wieś, przedstawiłoby się księdzu waszą bardzo zawiłą sytuację, w jakiej znaleźliśmy się wszyscy czworo i na pewno nie będzie z tym problemu! Pocieszał w dalszym ciągu ojciec córkę. Laura wysłuchawszy pomysłu swoich rodziców tylko westchnęła bardzo głęboko. Pomyślała sobie w duchu, ale najtrudniejsze mi pozostaje do zrobienia w dalszym ciągu. Przyznała im: -pomysł jest świetny! Dobrze spróbuję w delikatny i nie rzucający się na pierwszy rzut oka sposób zagadnąć Patryka na ten temat, ale kiedy dam wam znać od razu przedstawcie mu sami ten pomysł z datą 25 maja, co wypada w sobotę. –Nie ma żadnego problemu!!! Odrzekli dziewczynie chórem oboje rodzice. Landryna była również od samego początku przeciwna temu, żeby przed ślubem poznała Patryka cała rodzina. Uważała, że to jest zawczasu przyniesie jej jak zwykle pecha. Stanowczo odradzała swoim rodzicom pomysł z wybraniem się do prawie każdego z krewnych ze swoim chłopakiem, ale ojciec ogromnie obstawał przy swoim. Był piękny słoneczny dzień, niedziela. Patryk bardzo chętnie przedtem zgodził się na wspólny wyjazd na wieś do rodziny Laury. Więc wyruszyli w czwórkę samochodem marki FORD-ORIONA rodziców dziewczyny w podróż. Laura siedziała w aucie, po prawej stronie obok ojca z przodu, a jej matka z tyłu po lewej stronie i zaraz obok kobiety siedział Patryk. Zbliżali się do dwópasmówki, mijając kończące się miasto. Właśnie tutaj nawiązała się rozmowa powracająca niczym bumerang na ten sam temat od pewnego czasu coraz częściej. –Czy wyznaczyliście już datę swojego ślubu? Zapytał znienacka kierowca za kierownicą. Iwo popatrzył na Landrynkę i odrzekł: - jeszcze nie proszę pana. –Czas najwyższy o tym pomyśleć. Wiesz chłopcze mamy propozycję co do tego, a właściwie jest to pomysł mój i żony mojej. Może by tak wybrać 25 maja, dla zmylenia twojej rodziny, skoro tak bardzo obawiasz się, że może wam przeszkodzić. Mamy w Cycowie znajomego księdza, z którym porozmawiałoby się o tym, aby udzielił wam obojgu tego sakramentu. Na pewno zgodziłby się, poznając całą waszą, obecną sytuację. Odparł ojciec dziewczyny. Patryk nagle poczuł się tak jakby we własne sidła złapany. Nie wiedział przez moment co ma odrzec na to. –To bardzo miło z państwa strony, pomysł bardzo mi odpowiada, ale i tak mam problem z uzyskaniem swojej metryki chrztu. Najgorsze jest to, że rodzice ochrzcili mnie w tamtejszym kościele jak byłem mały i później już nigdy więcej nie miałem okazji tam być na Nabożeństwie. –A gdzie to jest? Spytał mężczyzna prowadzący FORDA. –Miejscowość zwie się Kazimierzówka czy Kawęczyn jakoś tak, ale nie jestem pewien nawet gdzie to jest? – Wiem gdzie jest Kazimierzówka, właśnie zbliżamy się w tej chwili do tego miejsca. Wskazał chłopakowi kierowca palcem po prawej stronie. Miałeś na myśli z pewnością tylko ten kościół w tej okolicy. –Tak to ten na pewno, bo przecież innego tu nie widać. Potwierdził Iwo. –No to co? Zapytał ojciec Laury, zwalniając tempo jazdy. Zajeżdżamy tam, zaparkuję na parę minut i my we troje tutaj na ciebie zaczekamy, a ty idź i poproś księdza o swoją metrykę chrztu. Zaproponował mężczyzna chłopakowi. –Właściwie to nie wiem jak do tego się zabrać. Odparł niepewnie Patryk. –Jak to nie wiesz? Zdziwiła się kobieta. -Może pani pójdzie ze mną? Zaproponował jej Iwo. –Nie, najlepiej będzie jak sam na sam porozmawiasz z tamtym proboszczem. Odmówiła mama Landrynki. Ojciec dziewczyny skręcił samochodem w prawo, zajechał pod kościół i zatrzymał go. –To idź chłopcze śmiało! Odwrócił się kierowca do tyłu, żeby dodać mu odwagi. Patryk otworzył drzwi z prawej strony i po woli wyszedł z samochodu, maszerując w kierunku kościoła spoglądał co chwilę na FORDA-ORIONA. Wielki brązowy kościół był ogrodzony dookoła czarnym żelaznym ogrodzeniem. Iwo schowawszy się przed autem o kolorze szarego medalika po drugiej stronie kościoła znowu coś na swój sposób kombinował. Tak naprawdę swoją metrykę chrztu wziął z sobą z domu. Ze swoim chrztem w Kazimierzówce to tylko jak zwykle blefował przed ludźmi, których od samego początku wprowadził w poważny błąd. Teraz zastanawiał się przez kilkanaście minut jak wybrnąć z tym świstkiem papieru?... Laura co jakiś czas spoglądając nerwowo w prawą stronę, wyczuwała iż coś tu nie gra. Miała złe przeczucia, podejrzewała że Patryk jak nie obecnie to wkrótce z pewnością ją porzuci bez słowa wyjaśnienia. Panicznie lękała się porzucenia z jego strony jak nigdy przedtem w swoim życiu, gdyż dobrze wiedziała iż on pozbawił ją przyjaciół, dobrych znajomych, ich sympatii do niej samej i czekałaby ją wtedy smutna, okrutna samotność w czterech ścianach własnego pokoju. Głucha, pusta cisza! Ponadto czekałby ją wielki wstyd przed własną rodziną i pełna (niejedna) beczka śmiechu z ich strony z faktu, iż narzeczony pozostawia pannę młodą na ślubnym kobiercu, uciekając jej spod ołtarza. Wydawało się Landrynce, że nie przeżyłaby tego! Nagle odezwała się jakby sama do siebie przemówiła. –Dlaczego tak długo go nie ma? Chyba nie strzeliło mu do głowy zatrzymać okazyjnie pierwszy mijający go samochód i odjechać z powrotem do Świdnika?-Co ty mówisz?! To absurd! Odparła z niedowierzaniem jej matka. Niestety dziewczynie po zaręczeniu się z Iwem coraz częściej chodziły takie właśnie bardzo uporczywie dręczące myśli po głowie. Nagle spostrzegła zbliżającego się Patryka w ich kierunku. Wsiadł do tyłu samochodu. –Możemy jechać dalej. Odrzekł. –Masz tą metrykę chrztu? Spytała dziewczyna odwracając się na moment do niego. –Tak mam bez problemu. Odpowiedział chłopak, uśmiechając się sięgnął do tylnej kieszeni jeansowych swoich spodni, wyciągnął białą kartkę i pokazał ją z daleka, trzymając w prawej dłoni Laurze i jej rodzicom. Po czym schował ją z powrotem tam gdzie była przedtem. Później ojciec Landrynki ruszył FORDEM i pojechali dalej. Podróżując w dalszym ciągu rozprawiali już o wszystkim i o niczym, słowem o byle czym. Laura tylko milczała zastanawiając się, od czego zacząć z Patrykiem temat sam na sam odnośnie ich ślubu, tak aby nie odczuł z jej strony narzucania się i ponaglania … Bardzo chciała to mieć już za sobą. Rodzina we wsi wieść o za mąż pójściu Laury przyjęła z lekkim przymrużeniem oka. Jej rodzice chyba tego nie zauważyli, ale dziewczyna wyczytała to u każdego z osobna po wyrazie twarzy. Kiedy tak sobie siedziała z narzeczonym naprzodzie auta, który przesiadł się przedtem, podeszła do nich kuzynka Marta. Od niechcenia zapytała wprost: -to kiedy Lauro zamierzacie się pobrać z Patrykiem? Pytam, bo chciałabym zdążyć z prezentem ślubnym dla was.
-Właśnie obecnie omawiamy konkretną datę naszego ślubu kościelnego. Odparła na odczepne dziewczyna. Nie wdając się z nią w dłuższą na ten temat dyskusję. Starsza od Landrynki kuzynka ciągnęła dalej. –Twoi rodzice właśnie pochwalili się do nas w mieszkaniu, że zaręczyliście się. Pochwal się Lauro zatem swoim wspaniałym pierścionkiem zaręczynowym. Po czym Marta dziewczynę niespodziewanie chwyciła za prawą dłoń i przyciągnęła ją bliżej ku sobie. Laura właśnie tego obawiała się najbardziej. Nie wiedziała przez chwilę co jej na to odrzec. Popatrzyła na jej 3 złote pierścionki , które już dawno nosiła od rodziców w prezencie. Jeden był z rubinem, drugi z diamentem, trzeci z trzema diamencikami. –O przecież te wszystkie pierścionki masz już od dawna? Zauważyła Marta. Właśnie wtedy kiedy Patryk powinien milczeć, wyprzedził Landrynkę i przemówił: -ja mam zaręczynowy łańcuszek od Laury. Rozpiął pod szyją koszulę i zza pazuchy wyciągnął go, pokazując dopiero co poznanej dziewczynie. Na widok, którego Marta roześmiała się. –To jakaś nowa moda? Spytała ironicznie spoglądając na Laurę, która z wściekłości i wstydu w mig zrobiła się purpurowa na buzi. Chwileczkę, nie to nie tak!!! Krzyknęła. Bo widzisz Patryk wręczył mi złoty pierścionek. Kupował mi go nie wiedząc nic o tym, że jeden identyczny już mam. Wybierał sam w sklepie złotniczym, bez mojej wiedzy ,wedle swojego gustu i popadł właśnie na jeden taki sam, co mój od rodziców. Landryna przez niego była sama zmuszona kłamać przed kuzynką. W co Marta nie za bardzo chciała jej uwierzyć, gdy wyciągnęła ponownie do niej swoją prawą rękę i wskazała na pierścionek z rubinem koloru biskupiego wpadającego w czerwień. –Patryk ode mnie otrzymał na zaręczyny łańcuszek złoty, a ja od niego o ten pierścionek. Usiłowała wmówić to Marcie, w ten sposób chcąc wybrnąć jak najszybciej z bardzo niezręcznej dla niej sytuacji. Nagle Iwo nachylił się nad Laurą i dotknąwszy jej brzucha przy kuzynce, zaczął delikatnie głaskać dziewczynę po nim. Marta widząc to uśmiechnęła się tylko. – Jak tam rośnie nam maleństwo? Pytał się Patryk, odwzajemniając uśmiech. Laura tym razem jeszcze bardziej wkurzyła się na niego, odpychając jego dłoń ze swojego brzucha. -Jak śmiesz?!!! Po odejściu Marty Landrynka spojrzała na Iwa:- jak mogłeś mnie tak załatwić? –Przecież sama uczyłaś mnie prawdomówności i uczciwości, więc nadarzyła się świetna okazja ku temu, żeby ci to zaprezentować z mojej strony. Co wpoiłaś mi podczas tamtych długich rozmów. Nieprawdaż? Tłumaczył się Patryk. –Nie to nie był ku temu najlepszy moment! Są sprawy w życiu i sytuacje (jak np. nasza), że zamiast mówić prawdę, trzeba ją przemilczeć, trzymając język za zębami, i właśnie temat o naszych zaręczynach z moją kuzynką był taką chwilą. Sama poradziłabym sobie, wymyślając pretekst na poczekaniu, a ty zachowałeś się wobec mnie nie na miejscu po raz kolejny. Moi rodzice również niczego nie przewidzieli, popełniając straszną gafę. Myślałam, że chociaż jedno z was będzie bystrzejsze! Tak powracając jeszcze do tematu posiadania własnych dzieci, (ciągnęła dalej dziewczyna rozmowę) , to zachodząc z tobą przed ślubem w ciążę, nie pobieralibyśmy się potem przecież z miłości i własnej, nieprzymuszonej woli jak to jest wygłaszane przy ołtarzu, ale z konieczności. Z musu, rozumiesz? Czy byłoby tobie przyjemnie wtedy, gdyby za twoimi plecami szemrała tobie twoja rodzina, że złapałam cię na męża w sposób bardzo stereotypowy albo mi? Spytała Iwa Landrynka. Na co on jej nic nie odpowiedział. Dziewczyna zdała się od samego początku jedynie na upływ czasu, tylko to było niezaprzeczalną gwarancją, jej lojalności, uczciwości i niewinności. Na to, co była narażana z dnia na dzień przez własnego ukochanego, to na cierpienie z tego powodu i upokorzenie a to, co wycierpiała już do tej pory nikt nie był w stanie jej odebrać. Pomimo tego potrafiła jeszcze Patrykowi wiele rzeczy przebaczyć, patrząc na jego wybryki przez swoje palce. Tolerancja dziewczyny a może i ślepa miłość do Patryka, sama nie była pewna co to jest, nie znała po prostu granic, choć w przeciwieństwie do Iwa sama nigdy nie była zbyt wylewna w wyznaniach. Najgorsze jednak było jeszcze przed Landrynką, nie miała wprost zielonego pojęcia, co może ją czekać. Chłopak nigdy nie miał własnego prawdziwie męskiego zdania, nigdy nie był sobą. Na wskutek czego Laura była przez niego świadomie wystawiana na wiatr. Wiecznie zmuszona walczyć o przetrwanie ich uczucia za siebie i za niego jednocześnie, co okazywało się ponad jej możliwości, jak i ponad siły biedaczki. Przed odjazdem do domu ze wsi Landrynka dowiedziała się, że 8 czerwca wychodzi za mąż jej inna kuzynka Kamila. Ona miała dopiero 18 lat, natomiast Laura prawie 24 lat. Gdy jej rodzice przyszli do samochodu, ponownie zaczęli dopytywać się o konkretną datę ślubu kościelnego Laury i Patryka. W końcu chłopak powiedział wprost: -właśnie z Laurą wybraliśmy 8 czerwca. Dzięki czemu Landrynka wreszcie odetchnęła z ulgą. Matka i ojciec dziewczyny natomiast ogromnie się ucieszyli z tego powodu.
Dzisiaj stronę odwiedziło już 29 odwiedzający (47 wejścia) tutaj!
bądź moim tul (i) panem...♥
zostań i bądź
moim tulipanem
a ja będę ci
różą bez kolców
tylko moim bądź
tego pragnę
przytul mnie
mocno do siebie
niech nie będzie
mi tak zimno dłużej
to nie ujemna temperatura
a samotność tak oziębła
całą mnie oblewa
bezgraniczny strach,
że zostanę znów
samotną bez ciebie
nie chcę być
przez całe życie
jeżem z kolcami
bez przerwy się bronię
zostań i bądź
moim tulipanem
rozgrzej serce
do czerwoności
niech będzie ono
koloru płatków róży i tulipana
bardzo gorące i pąsowe
nawet jeśli zadrżę
nie przejmuj się tym
to tylko chwilowy dreszcz
to będzie znak
że otrzymałam szansę
na wyzwolenie się
spod więzów oporu
przełamując w oczach
pogrążenie w strachu i rozpaczy
które były kajdankami
dla mnie od dawien dawna
wykorzystywane i powielane bez zgody autora- assandi .
(Dz.U. 1994 nr 24 poz. 83 z późn. zm.)