Chcę być częścią ciebie
istnieję w sercu
jestem jego biciem
częścią życia
miłości zjawiskiem
myślą w głowie
ponad wszystko kocham
nie grzeszę doskonałością
serce pragnie
wiernie żyć z tobą
jak z nikim przedtem
na kuli ziemskiej
na przekór losu
jesteś całym światem
snem marzeniem
jesteś mój
choć mnie nie lubią
Odwet
Pośród lasu nad jeziorem
Lato w pełni zieje żarem
Spaceruje jakaś babsko
W kuflu żłopie piwsko
W ręku trzyma też papieros
Na celownik bierze sobie
Inne żony mając w nosie
Sprawdza obcy teren
Na gwałt szuka chłopa
Czepia się mojego męża
Wielką chęć zrobić mam
Pędzel z ladacznicy nosa
Aż pójdzie ciurkiem jucha
Między nogi wojsko mrowia
Wpuszczę też paskudzie tam
Gdzie nie dochodzi słońce
Odechce się jej cudzych portek
I pokażę kto tu rządzi
Jako prawowita żona
Taka jestem jak pies zła!
Klik...klik...klik...
cały szereg wyrazów
moc nieokiełznanych
emocji bez modulacji
w czasoprzestrzeni
codziennie
kojarzy w pary
świat wirtualny
w randce w ciemno
bliskość w zasięgu
swata klawiatura
samotni zbawieni
przez cyber sex
tu czat onet
tam portal Sympatia
zaprasza
Pomidor
z pewną nieśmiałością
na swój widok mnie podniecasz
słodki jesteś jak malinka
gdy zmieniasz barwę
pod wpływem słońca
żółty czerwony czarny
nieistotne jakim jesteś
pragnę twojego miąższu
wciąż nienasycona
łapczywie cię pożeram
wzrokiem z solą
w śmietanie i z masłem
na kanapce rój motyli
przelatuje mi przez żołądek
tak cię kocham pomidorze
Miła Stokrotko...
rozkwitasz w środku zimy
jak na wiosnę stokrotka
koisz niewinnością podły świat
muśnięciem płatka rumianku
wybaczasz gafę grzech winę
z tobą można kraść konie
choć nie widzę twoich oczu
twój głos jest zagadką
najlepszą potrafisz być przyjaciółką
która wybrała właśnie mój nick
jesteś jak anioł stróż tuż obok blisko
zawsze tam gdzie jest pełno fałszu
i ukrytych intencji jesteś
na dobre i złe talizmanem
przed cierpieniem i łzami
co mnie pilnuje chroni
W zasięgu steru
świat ten sam każda jest kowalem losu
bez względu na to jakie ma możliwości
czy zaczyna wszystko od zera w życiu
jednej dziewczynie świeci gwiazdka
druga musi się odbić od dna beznadziei
mówią że kobietom jest znacznie trudniej
zależy na którą się popadnie tak naprawdę
jednej nie brak urody ani zdolności
gdzie nie spojrzy kariera u stóp leży
Bóg jej urody nie poskąpił ani zdrowia
druga już nie ma takiego szczęścia
idzie do celu stromą i krętą drogą
narażona na łzy i życiowe porażki
znosi z anielską cierpliwością pech
w pokorze dążąc do doskonałości
kreśli swój indywidualny autorytet
czeka na stabilizację i miłość
tamta świadoma swych wdzięków
korzysta z okazji nie tracąc czasu
szuka wśród mężczyzn przygód
ulega pokusom idąc na łatwiznę
nie dba wcale o dobrą opinię
liczy się tylko szmal i seks
brak rozsądku przez ciążę i rozwód
spełnionej żonie i matce
zawistnie wypomina sukcesy
w domu rodzinnym i w pracy
co nie użyła nic z młodości
Nieśmiałość
bo we mnie coś drzemie
sama nie wiem co to jest
bo we mnie coś drzemie
nie daje spokoju ani wytchnienia
może domyślasz się ty
co to jest...
ukryte na dnie serca
dziwne pragnienie
coś o czym śnię co noc
codziennie marzę
za czymś niezłomnie tęsknię
czy już wiesz...
co mam na myśli
chcę powiedzieć
lecz nie śmiem
Serce pojemne w miłości
( Zainspirowany przez wiersz BLIZNA-Rekin)
syn zawsze w sercu matki
pozostaje małym dzieckiem
ciężko się z nim rozstać
czas ustatkowania nadejść musi
pierwsze miejsce zamiast matki
w sercu inna kobieta zajmuje
trudno jest przezwyciężyć
zaborczą miłość w sobie
wystarczy podzielić ją
tylko na dwoje dzieci
i problem rozwiązany
serce pojemne w miłości
lepiej jest być mamą
niż teściową w postaci osy
miłość dwóch kobiet
nie musi rywalizować
o jednego mężczyznę
każda z nich kocha inaczej
wbrew pozorom łatwo sprostać
jak się jest mądrą w kochaniu
Bakaliowe podjadanie
Chrup, chrup delektuję się przyjemnie.
Arachidowe, kokosowe, nerkowca, ziemne.
W polewie czekoladowej i w miodzie,
prażone z solą pistacje poezją dla podniebienia.
Zamiast cukierków i ciastek nie straszą cukrzycą.
Uzupełniają organizm w magnez i mikroelementy.
Tak samo odmówić sobie ich nie mogę jak czekolady.
Orzeszki są dobre na smutki i zimowe przygnębienie.
Jak się zacznie chrupać przestać jest trudno.
Sięga się po następny orzeszek odruchowo.
Im mniej w torebce tym więcej się chce.
Mało i mało jadłoby się całymi garściami.
Trudno się nasycić apetyt rośnie wilczy.
Uwielbiam jeść orzechy włoskie, migdały.
Łuskać słonecznik i dynię wszystko zdrowe,
na korę mózgową i szare komórki mniam mniam...
Homo-walory
(Pół żartem, pół serio)
Jest obiektem kpin i śmiechu
Biedny o odmiennej orientacji
Wbrew pozorom najlepszy
Przyjaciel to gej - kobiety
Nie zaciągnie w krzaki
Nie zbezcześci honoru
i godności
Za płaską dechę
Uchodzi czasami
Lesbijka jest najlepszą
Przyjaciółką dla pana
Nie odbije żonie
męża ani dzieciom ojca
Niedorosła
w piękny majowy dzień
nic nie zapowiadało źle
w start dorosłości za wcześnie
niespełna 13 lat tak niewiele
w krzywym zwierciadle
ujrzała świat dorosłych
po raz pierwszy już za późno
na to aby zawrócić z powrotem
wymazać z zarejestrowanej pamięci
i zacząć wszystko od nowa
tak jakby nigdy nic się nie stało
faktem jest że opatrzność boska
czuwała spadło się na cztery łapy
strach i niepewność przez całe życie
położyła mroczny cień grozy
w dziejach przyszłości pod znakiem
zapytania uwięziona w kobiecie
drzemała mała dziewczynka
Zawiść
zachodzą oczy ćmą
przesłoniony horyzont
ogranicza umysłowi
bystre kojarzenie
wrasta łaknienie
wilczy jest niedosyt
pluje jadem żmii
bez krzty zrozumienia
litości nie wie czym są
wyrzuty sumienia
grzeszy zachłannością
kieruje się zasadami fałszu
atakuje pod wpływem emocji
zaborcza jak owadożerna
Heliamphora na dystans
zabija wzrokiem Bazyliszka
śmiercionośnym
głucha na prawdę
Bliski a jednak tak daleki
omal sobie oczu nie wypatrzy
zerkając co minutę na zegarek
poplątały się dni tygodnia i daty
nie pamięta co było przed chwilą
pomija w domu istotne fakty
przepowiada prognozę na jutro
w odcieniach szarości i czerni
na odwrót wysnuwa wnioski
rzuca kłody pod nogi innym
wiecznie robiąc z siebie ofiarę
jest jak lew obstając za cudzym
odważnie walczy do utraty tchu
bliski jest dla niego niczym
autorytetu szuka poza domem
debatuje o kłopotach obcych
ludzi angażując się z całych sił
wyręcza się drugą osobą w tym
przypisując sobie medale i zasługi
pragnie być najlepszym człowiekiem
pod słońcem spocząć na laurach
łazi od klamki do klamki
przekręcając nerwowo kluczem
zasunięte drzwi pancerne
odpowiada zgrzytanie czasu
Świat gier
chińczyk warcaby szachy
kotska Rubika wczoraj
do spędzenia najlepiej czasu
dzisiaj odeszły do lamusa
komputer w każdym kacie
wirtualne gry konkurencją
w wyborze uczą dzieci
i małolatów jak walczyć
zabijanie z premedytacją
ludzi przez fantasy bestie
zza rogu wyłania się wilkołak
spod trumny oblizuje się wampir
ocean krwi zatapia wyobraźnię
przemoc wszczepia w geny
od oseska z mlekiem matki
w każdym człowieku jest potwór
nawet piłka nożna i koszykówka
nic a nic zdziałać nie są w stanie
wypłowiałe umysły przed monitorem
nikt nie skacze przez skakankę
ani nie kręci hula hop biodrami
dzisiaj Finess dla wytrwałych dinozaurów
i siłownia też w domu grubasy
wyżerają pizzę na telefon
siedzą 24 godziny na dobę
klikają przy komputerze
rzeczywistość z Matrixem
zamieniła się miejscami
nikt nie jest tym za kogo się podaje
każdy wciela się w inną rolę
Okradziona
nic nie uciszy wyrzutów sumienia
za to że wtedy zaufałam tobie
ty się śmiałeś prosto w oczy
tak ze mnie szyderczo
nie rozgrzeszy nic mojej winy
do ostatniej kropli moja krew przelana
odpokutować musiałam swoje
winna nie winna w pokorze
znieść musiałam pokutę
za twój czyn perfidny
mój dom był więzieniem
w czterech ścianach pokoju
trafiłam na diabła
w ludzkiej skórze
patrzyłam na cierpienie
najbliższych długo niezłomnie
zrujnowałeś zgodę w chacie
osiągając cel było ci
wszystko jedno
Zapomniana dobroć
(Inspiracją była Sójka rekruta)
w dzieciństwie śmierć zabrała ojca
matka flegmatyczna niegramotna
w domu rodzinnym czerwona bieda
zmorzył głód dziatwę brak ubrań
ostatnią deską ratunku ciotka
miała dobre serce bliska rodzina
po rodzonym bracie nie wypada
żyć ozięble i obojętnie taka tragedia
bratańcy wyrośli jak w lesie dęby
chrzestna matka wyprawiła chrześniakowi
huczne wesele trzy córki za chlebem
wyjechały daleko z domu do Francji
każdy lepiej gorzej ułożył sobie życie
nastała era komputera netu i komórek
w każdym czasie można klikać smsować
rozmawiać na komunikatorze talknk gg
wirtualny świat pokonuje czas i odległość
na co dzień dla chcącego nie ma problemu
dla starej i biednej ciotki nie ma kiedy na skypie
od wielkiego dzwonu raz na rok w lecie
tak na odchodne przed wyjazdem w zagranicę
choć były całe wakacje w Polsce bratanice
wstąpią zawsze jak po zapałki w biegu
albo i wcale czekanie spełzło na cacankach
jak były małe ciotka była potrzebna
teraz nie istnieje ktoś taki w pamięci
matka rodzona wiecznym snem oczy
zamknęła nastała grobowa cisza
każdy zapomniał jak to było kiedyś
ciocia rzucała swój dom i obowiązki
pojawiała się jak dobra z bajki wróżka
dziś dobrobyt we łbach im przewrócił
diabeł w rodzinie zamieszał czarcią łapą
pozostały kajdany więzi nie do rozerwania
tamci bawią we Francji cierpi stara ciotka
co przez gołębie serce nad sierotami....
jest starą panną
Męski striptiz-(karykatura)
(Nie ubliżając nikomu)
siedem rzędy pięć kłaków
pełnia gęby w ściernisku
nachylone plecy do przodu
zwiotczała skóra na cielsku
obwisłe sadło na brzuchu
w pysku sztachety zamiast zębów
patyki w miejscu bicepsów
piszczele zamiast dwóch nóg
wczoraj miał twardego ogóra
dziś w rozporku miękka siura
cały kudłaty jak orangutan
dwa orzeszki laskowe skarb
klejnotów królewskich
pozostałość z młodości czasów
Bez opamiętania nad obsesją
( Wiersz zainspirowany wierszem rekruta pt: ZAZDROŚĆ)
Mówią „nie ma miłości bez zazdrości”
Zaufanie się liczy w związku naszym
Jak cię nie ma tato moją duszę niepokoi
W moim sercu wzbudza złość i łzy
Czas się dłuży w domu tak mi tęskno
Tato śmieje się, że jesteś z blondynką
Sroga zima nie wypuszcza na miasto
Serce w strachu drży zazdrość wybucha
Ufam tobie i wiem, że to konieczność
Z byle powodu nie rozstajesz się ze mną
Jedziesz do Biedronki i do Carrefoura
Aby robić kanapki na śniadanie i obiad
Ty najlepsze smażysz frytki i przysmak
Kiedy jestem w domu tylko z tobą sama
Jak cię nie ma tato ciągle mi głupoty gada
Chce nas skłócić z sobą jak on z mamą
Gdy wyjdzie do sąsiadów jest on o nią
zazdrosny nie może sobie znaleźć miejsca
Chodzi jak zegarek nakręcony wiercipięta
Wymyśla co tam wyprawia sąsiad z mamą
Rozpustne myśli przywołuje wyobraźnia
Gdy dopuszcza się zazdrość chorobliwą
Coraz trudniej zapanować nad obsesją
Jak się tak ciągnie bez opamiętania
Psotna kotka
na Duszpasterskiej wizycie
chodził ksiądz po kolędzie
odmawiając modłę przy stole
klęczy skupiony przed obrazem
przybiegła mała kotka
taka zwinna bardzo psotna
łapką zaczepiła księdza
chce pobawić się w berka
ksiądz osoba duchowna
modli się cicho z powagą
od siebie kotkę odsuwa
chcąc dać dobry przykład
kotka psotka figlarna
skacze pchyka i się rzuca
puszysta biało bura kulka
pod sutannę cicho wlazła
w prawo w lewo wywija
zawstydziła psotą księdza
musiał przerwać „Ojcze Nasz”
głupi śmiech wnuczkę porwał
babcia szturcha i mruga
tak nieładnie nie wypada
przed duchownym robić ubaw
ale ksiądz to zrozumiał
z kotką sobie pofiglował
do torby ofiarę schował
wrócił do swego kościółka
w torbie z banknotów sumką
Splin
za oknem szaruga nastraja melancholią
ni to zima w pełni ni to jesień do wiosny
jeszcze daleko pozostają skryte marzenia
o wyjeździe przed siebie w świat nieznany
nadmiar czasu zabijam na czytaniu książek
na podorędziu wpatrzony w szklane pudło
nie mogę doczekać się wypadu nad jezioro
tam gdzie czuję się jak u siebie w domu
krótkie dni przeplatają się z wieczorami
długimi jak tasiemiec panoszy się chandra
znienacka z kąta w kąt nieproszony gość
człowiek lgnie do człowieka na dystans
dziczeje w czterech ścianach zamknięty
przez pół roku dopada niestety w depresja
zgłosić się do psychiatry czy do psychologa
z miasta na wieś nie ma sensu jechać
rodzinie się wydaje że to chwilowy kaprys
wozić cztery litery w aucie za free na ropę
kasa leży na chodniku czeka na sięgnięcie
w mieście nic nie doskwiera i nie brakuje
ma się więcej w tyłku niż w aptece lekarstw
na receptę bo miasto to drugie USA
rzeczywistość pisze inny scenariusz
nikt tego nie widzi jak jest się bardzo
skazanym na łaskę i nie łaskę gościnności
gdy się jeździ w to samo miejsce
z konieczności odwracając głowę
na ten sam widok co weekend
jak nie ma się gdzie podziać w lecie
Matematycznie rzecz biorąc
( w odpowiedzi na prośbę Amadeusza)
arabskie i rzymskie obojętnie które
są na bakier ze mną obrażone na amen
zbuntowane w algebrze i matematyce
nie imają się mnie plusy ani minusy
tak trudno zaprzyjaźnić się z nimi
pomnożyć ciężko dzieli się nierówno
odgadnąć jaką liczbą jest niewiadoma Y
a jaką X wszystko zakłóca porządek mi
nawet doznaję przed sobą oczopląsów
zerkając na zera po dodatniej cyfrze
licząc banknoty żadnej do końca nie wierzę
jak ortografia mnie kocha tak nienawidzą
wszystkie rachunki wszech świata
a to wszystko przez matematyczkę
co chadzała panną na randki w ciemno
zamiast mnie uczyć matematyki
to nauczycielka zamiast uczennicy
wyrywała się co lekcję na wagary
nic nie poradzę na to że kalkulator parzy
jak tu bawić się figlować z liczbami
wywołują smutek w moim sercu
wzrok za ścianą nieustannego płaczu
nie potrafię żyć inaczej tyle o ile
pieniądze są mi wierne w portmonetce
No control ABC
wino rozlane przez nieuwagę
spłynęło ciurkiem z blatu biurka
obficie na klawisze klawiatury
na niepożądany efekt nie było
trzeba dłużej czekać gdy Z z Y
zamieniło się kolejnością
Ł pijane do nieprzytomności
film się urwał nagle zgubiło ogonek
B dostało czkawki pijackiej
C nie mogło ustać na nogach
A zaszumiało dziwnie w głowie
D dopadły pawie torsje
Ó zapomniało czy ma nad czołem
kreskę czy kropkę a U zwykłe
było pewne, że jest literką N
P straciło kontrolę nad klawiatury
całym porządkiem
S wychyla się niebezpiecznie
z szeregu polskiego abecadła
R nie reaguje ani na rozkazy
ani na musztrę już sama nie wiem
powodem tego wino czy gorzałka
nie było temu niestety końca
jak ja mam dalej pisać poezję...
K nieświadome gdzie ma kończyny
na górze nogi i na dole ręce
czy zupełnie na odwrót
I kpi sobie z długiego J
a to dlatego że się bardzo jąka
M przysnęło kamiennym snem
i chrapie schowane pod Ń
Ń doznał wzwodu w kresce
czeka na dziki seks bez pruderii
H zaczęło rzucać epitetami
mąż abstynent a wy cholery
moczymordy...
w abecadle na popęd płciowy
podziałał nadmiar alkoholu
klawiatura już nie odróżnia
czym jest miłość a czym wyrachowanie
nie umiem już tak pisać jak wczoraj ładnie
T połamało sobie rondo w kapeluszu
F zwichnęło sobie jedną z rączek
X rozwiązał mu się język powtarza to
co nie powinno uchylając rąbka
tajemnicy i jak tu ufać mym przyjaciołom
dominuje nad nimi głupota i nieład
E jutro powie że nic nie pamięta
Q będzie nadrabiać za wszystkich
wesołą miną lecząc kaca DWA/KACE
było nie było nie pisze się w rejestr
takiej w domu libacji
Więzy krwi nie znaczą nic
im więcej wynalazków
tym bardziej brak odzewu
więzy krwi mniej niż zero
w zasięgu i na odległość
nie wybiera się rodziny
coraz częściej bliższym
staje się człowiek obcy
w świecie wirtualnym
skype i komunikatory
pokonują uprzedzenia
kilometry w przestrzeni
i w czasie trwania dekady
przyszywana zażyłość
wbrew woli swojemu
z krwi i kości rodem
bardziej pamięta o mnie
Disco-striptiz
Dobrowolnie mimo wszystko
Tańczysz w rytmie muzyki Disco
Niekoniecznie pod prysznicem
Tak zalotnie kręcisz kuperkiem
Idąc bez oporu swobodnie na całość
Odsłaniasz sekrety ciała bardzo śmiało
A ja słucham Dzikiej Plaży Diademu
Krew pulsuje w żyłach pod takt aktu
Zrzucasz w poświacie księżyca skarpety
W ciemnym kącie lądują twoje szorty
Zmierzwione myśli popełniają grzech
Robisz krótki Disco- striptiz obnażając się
Przede mną przed snem co noc
Dajesz mi wrażeń na gorąco moc
Osobisty striptizer czy nudysta
W domu dla mnie żadna różnica
Ważne że się dobrze z tobą bawię
http://www.youtube.com/watch?v=gVK5iBe5DL4