Teściowa
żadnej z nas nie ominie
ten zaszczyt bycia nią
nawet pannę z dzieckiem
każdy prawie na jej
widok szczerzy zęby
mało kto odważnie
wypowiada się pochlebnie
dość niewygodny temat
choć nie musi ale może
zostać zakałą w rodzinie
ma zwykle dwa oblicza
podobnie jak zięć
i synowa bo na nich
tak łatwo jest psioczyć
jak się coś nie uda
ja o swojej nie powiem nic
nie znam jej po prostu
Z dedykacją dla wszystkich teściowych-:)
Jesteś lekiem na całe zło
Bez zbędnych słów wystarczy spojrzenie
rozumiemy się od kiedy jeszcze nie byliśmy parą
W moim sercu tliła się iskierka z nadzieją
że z czasem wszystko ułoży się pomyślnie
Czemu otrzymałam szansę właśnie od ciebie?
Nie oczekując niczego zbyt wiele natychmiast
Nie chodziłam za tobą nie prosiłam cię o nią
Sam pierwszy pojawiłeś się w moim sercu
Wznieciłeś wiarę w marzenia niespełnione
Nie broniłam się przedtem aż tak bardzo
choć duszę miałam skamieniałą
Od strachu umiałeś mnie poskromić
ugłaskać jak w cyrku pogromca lwa
na arenie czułam się jak dzikie zwierzę
Zranione do żywca zamknięte w klatce
W ofierze samotności nie obawiałeś się
wcale tej klatki otworzyć nie zraziło cię nic
nawet podejrzliwość prosto z moich oczu
Tym bardziej wyciągnąłeś do mnie
ufnie rękę dotknąłeś ran zadawnionych
Jak i świeżych co obficie broczą krwią
Wszystko poszło w zapomnienie
że w ogóle taki ktoś jak ty istnieje
Nie ma już tej furtki do przeszłości
Muzyczny dyplomata
Nie potrzeba perkusji ani żadnego instrumentu
Mikrofon pieści wargi powietrze wydyma gęba
Do popicia obok stoi butelka dwulitrowa napoju
Muzyka wydaje dziwne brzmienia i dźwięki
Nową melodię wygrywa orkiestra ciało
But wystukuje rytm metalową blaszką
Step jest górą idzie na żywioł Beatbox
Wtórując w parze tu i ówdzie biesiadą
Wystarczy pojeść kapusty z grochem
żeby dorównać D.J-wi w popierdywaniu
On nastawiony do mikrofonu pyskiem
a ty odbytem do swoich gaci na tyłku
Popierduje się bez wstydu z piętra czy parteru
Jest teraz na topie trendy słychać aplauz
za aplauzem publiczność prosi wielokrotnie o bis
Można osiągnąć sławę dzięki gębie i pupie
Jak się jest dyplomatą z pierwszą klasą
Babcia i dziadek
na ich twarzach ogrom
bruzd i pomarszczona siatka
babcia i dziadek
młodego ducha i werwę
czują jeszcze w ciele
posiadają bagaż
bogaty w doświadczenia
niejedno wnuczę
zyskać po nich może spadek
wiekowy autorytet
gdy nagle zabraknie
babci i dziadka
zbyt krótko cieszą nas
swoją bliską obecnością
zbyt nagle zabiera ich śmierć
Ziarnko miłości
nie odzywasz się już tyle czasu
nagle wkrada się chaos
tak bardzo brak mi twojego głosu
cichy dzień choć kłótni nie ma
a ja wiem że i tak mnie kochasz
nie potrafię i nie mogę
gniewać się na ciebie kochanie
w moim sercu zasiałeś ziarnko
miłości które wykiełkowało we mnie
złe humory przesypiasz w nocy
skoro świt budzisz co dzień
P O C A Ł U N K I EM
babcia i dziadek to cenny skarb
ten doceni kto ich miał
DANCE DUO MOP
Stoi na terakocie wypełnione wodą
Wiaderko bieli się puszystą pianą
Czeka na użycie na drążku mopa
Kurz z podłogi zmiata szczotka
Rękawy już po łokcie zawinięte
Zmoczone frędzle w wodzie
Nadmiar wilgotności wykręca
Wyciskacz głośno gra muzyka
Karnawał zaprasza do tańca
Zrywając nogi w tany skoczne
Tango Quickstep Fokstrot Jive
Raz w prawo raz lewo w chacie
Mąż wywija namiętnie z mopem
Żona frytki pałaszuje i zmienia CD
Terakota czyściutko umyta na błysk
Z pożytkiem wykorzystany czas
I za to właśnie kocha żona męża
Gdy z nią zostaje sam na sam
Milion pomysłów na sekundę
Mają razem we wspólnej zabawie
ATRAMENT
to co czujesz mów śmiało
jeśli nie chcesz na kartkę
przelej zrozumie ten
kto nie jest głupcem
smak atramentu
Darmozjad
jak się dobrze w życiu wiedzie
nie myśli się wcale obiektywnie
nie odkłada się na jutro grosza
wegetuje się beztrosko i przyjemnie
jest to jest nie ma to jak szpan
w dosłownym słowa znaczeniu
im biedniejszy łasy na pożyczki
w sklepie kupuje wszystko na raty
z czego się spłaci nieistotne wcale
dług u ludzi rośnie z dnia na dzień
każdy przychodzi upomina się o swoje
procent w banku winduje w górę
komornik coraz częściej gościem
konfiskuje sprzęty jeszcze nie swoje
żyje się na krechę w zeszycie
po rozum nie idzie się do głowy
jak się było tak się jest nadal pustym
zawsze się trafi głupi o dobrym sercu
który zlituje się i odejmie sobie od gęby
łatwo takiego wykorzystać jak dojną krowę
pożyczy najlepiej na wieczne oddanie
przez honor i ambicję nie wspomni nic
o oddaniu zawsze kupi za swoje
i przywiezie bo nie jest asertywnym
mało i mało wciąż jak studnia bez dna
drugiemu też nie zbywa przędzie cienko
jak może ale tego nie pojmuje pasożyt
ślepy głuchy oziębły na cudze problemy
kiedy zachoruje przyjaciel bądź nie ma
chwilowo w domu zaoszczędzonej sumy
numer jeden staje się wrogiem śmiertelnym
ten co nic nie miał nigdy nie wierzy temu
który ciężką pracą doszedł do czegoś
Gość od święta i na co dzień
Inspiracja z wiersza rekruta pt:"Uwiedziony hydraulik- (pół serio-pół żartem)
z gospodyni złota rączka
ugotuje wypierze i posprząta
na pozór najlepsza z niej żona
z takiej kobiety póki sąsiad
nie ośmieli się stary kawaler
albo wdowiec nie daj Boże
z dwóch dań suto obiad poprosi
samotny sąsiad znajdzie pretekst
po południu by pozmywać naczynia
to powiesić czyste story i firanki
odkurzyć dywan przybywa roboty
na godziny codziennie co sobotę
sprzątanie klatki schodowej
sąsiad płaci i od sąsiadki żąda
gorzej jak trafi się gównojad
który ma w kieszeni węża
nie rozumie wcale kobiety
cały dzień u siebie nieobecnej
gdzie mąż niecierpliwie czeka
czarne myśli wkradają się do głowy
czy aby obcy chłop do żony
nie uderza w „Amory”
w domu wszystko na potem
nie uprasowana biała koszula
w wazie zimna zupa pomidorowa
i ziemniaki do kotleta przypalone
gdy wraca późnym wieczorem
zamiast z mężem żona dzielić łoże
wszystkie obowiązki domowe
chce nadrobić w nocy do świtu
o poranku gdy wzejdzie słońce
na sen nie ma kiedy czasu telefon
dzwoni przez 24 godziny na dobę
ciągle to samo „kup gazetę i przynieś”
miejcie się drodzy panowie mężowie
na baczności pilnujcie żon jak oka w głowie
nigdy nic nie wiadomo co z tego wyniknie
gdy przebywają u sąsiada tyle godzin
staną się gościem od święta i na co dzień
Mój anioł stróż
czas osuszył wilgotne oczy
amnezja rozproszyła wspomnienia
ból zacumował się w przeszłości
dotyk przyniósł duszy i sercu ulgę
napawa spokojem bo ty jesteś
niezastąpionym aniołem stróżem
Jedna jedyna noc w roku
co dzień coraz bliżej czas odmierza chwile
z wyczekiwaniem sylwestrowej nocy
musujący syk szampana drażni nozdrza
w głowie szum bąbelek stary rok żegna się
z Nowym Rokiem odblask petard
i fajerwerków jak na froncie klimat
wybuchowy oślepia sokoli wzrok
wystrzał za wystrzałem ogłusza bębenki
zegar tyka wybiła północ
o rok przybędzie więcej
dobrego czy złego nie wie tego nikt
jeszcze…
Schizofrenik
Strajkują szare komórki
Na uwięzi umysł
Ograniczona pamięć parametrów
Nośniki zbyt krótkie
Wspomnienia odbijają się echem
Co godzinę zegarynka
Wypowiada godzinę i dnia datę
Kołysze się w rytmie wahadła
W prawo i w lewo
Zachowuje się jak robot
A nie człowiek
Wymyka się po kryjomu
Do nieznanego nikomu świata
Powtarzane te same słowa
Jak do telefonu
Coraz słabsza łączność
Nieprzyjazne środowisko
Zbyt podłe otoczenie
Głuchy na podpowiedzi z zewnątrz
bo podszepty biorą górę
Ciężko się żyje ufając tylko samemu sobie
Czas ciągnie się jak makaron
Dzień do dnia podobny
Lambada ty i ja
szum fal nad morzem
w złotej poświacie
odbicie bursztynowe
w twoich oczach
cały ty i Lambada
tańczymy razem ty i ja
od świtu do późnej nocy
srebrny księżyc
na nas spode łba
patrzy gwiazdy na niebie
migoczą jak neony
w dyskotece upajają
chwilą zapomnienia
smak czerwonej wiśni
tylko z tobą mi się kojarzy
nie daje o tobie zapomnieć
przy rytmach Lambady
i o gorącym lecie
http://www.youtube.com/watch?v=H9iaFuP6wts
PEDOFIL
erotoman wypaczona kreatura
buszuje po całym internecie
szuka podniety na cyber sexie
ma gorsze niż zapędy zwierzęce
nie ma znaczenia wiek ani płeć
pedofil nie czuje Boga w sercu
ofiarą paść może mały chłopiec
jak i mała dziewczynka liczy się
to jak zaspokoić własne potrzeby
kieruje się niecnymi zamiarami
przywabia na cukierek dzieci
koło przedszkola obok szkoły
nie ma na to żadnej reguły
gdzie jest spokojnie i bezpiecznie
molestuje gwałci gdzie popadnie
ohydny bez skrupułów zwyrodnialec
pozostawiając po swoich czynach
nie do przełamania urazy blokady
kiedy wkracza się w próg dorosłości
na przemian nawiedzają fobia
obrzydzenie brak wiary w dobro
człowieka ciężko jest żyć latami
wokół siebie nie ufa się nikomu
boryka się z mrocznym cieniem
tajemnicą owianą w przeszłości
chciałoby się wykrzyczeć co boli
jednak strach zasuwa na kłódkę
usta paraliżuje każdy skrawek
ciała i duszy serce wali młotem
pneumatycznym brak odwagi
staje się nie gotowym słabym
fizycznie i psychicznie dzieckiem
bezbronnym w dojrzałym ciele
kobiety i mężczyzny będąc owocem
zakazanym który jest wiecznie
do zerwania zielonym
nie do skonsumowania
winowajca o niczym nie wie
odsiadując wyrok za wyrokiem
na wolności powtórka z rozrywki
sąd wymierza jak w kole błędnym
tą samą karę bez wyrzutów sumienia
patologia rozszerza się jak grzyby
po deszczu a dylemat jest ten sam
Na przełomie starego i Nowego
Roku
serpentyny mnóstwo huku
gwar w życzeniach potoku
wyciągamy do siebie ręce
z nadzieją na Nowy Rok
wierząc że pragnienia
będą do spełnienia kolejne
warto śnić i marzyć
bez końca życząc sobie
jak najlepiej przy toaście
zdrowia szczęścia radości
w zażyłości raz w roku
tańczy się na imprezach
kameralnie i na salach
balowych starsi i młodsi
zapominają o gniewie
i żalach myśląc z wiarą
co przyszłość przyniesie
istotna jest dobra passa
a nie to co się nie udało
naprawić przecież można
dopóki się żyje nie jest
nigdy za późno na lepsze
od razu trudno obietnic
dotrzymać ale wiele razy
każdy zacząć od nowa
może od postanowień
ćwicząc w sobie silną wolę
wytrwale osiągając sukces
Pamiątka znad morza
na niebie pełnym gwiazd
księżyc rozświetla twarz
zamykam ufnie powieki
wyruszam w świat odległy
tam gdzie jeszcze nie byłam
do ucha morską muszelkę
przybliżam w cichy szum
wsłuchuję się i czuję
że myślami jestem tam
choć nie widzę fal morza
nie ostatni raz będzie lato
nad brzegiem morza wód
na plaży pełnej piasku
gorącego zjedzie tłum
aby opalić blade ciała
w słonecznych kąpielach
na corocznych wakacjach
w rejsie promem i na statku
przeżyć fajną przygodę
mając w albumie fotografie
opowiadać własnym wnukom
jak czas przeminie młodości
długo wspominać w fotelu
że lat się nie zmarnowało
Tęsknota
Gdyby nie tęsknota
cóż wart byłby świat
noc usiana gwiazdami
pozbawiona romantyzmu
bez wschodów
i zachodów słońca
Czekanie straciłoby sens
bez marzeń smaku
Stracony czas zagubiony cel
bez śladu drogowskazu
Magiczny czar świąt
Nim pierwsza gwiazdka zabłyśnie na niebie.
Stół wigilijny nakryje się do wieczerzy.
Spędzimy razem we czworo ten wieczór.
W nastroju i melodii wspólnie kolędując.
Ten cudowny nastrój aromat wigilijnych potraw.
Wolne krzesło przy stole z pustym talerzem.
Przypomina, że nie ma już wśród nas brata, babci
i dziadka pamięć o nich w sercach powróci.
Choć gość strudzony, głodny i spragniony
nie zbłądzi w progi do naszego domu.
Z wyjątkiem powitamy Jezuska przybycie.
W Boże Narodzenie, Sylwester i Nowy Rok.
Czas nie upłynie w smutku i samotności.
Zdewociała plotkara
zawsze siada w pierwszej ławce
na pokaz przy ołtarzu bogobojna
wszem i wobec słychać ciche echo
ale czy to modlitwa jest na pewno
ksiądz z ambony głosi kazanie
czytając Psalmy ze Św. Pisma
w kościele wszędzie sieje zamęt
wypytuje babki co się dzieje wokół
na roznoszenie w adwencie
białego opłatka lada gratka
sąsiadka znowu pierwsza
chodzi w bloku po domach
jaką to dobrą jest duszą
przed Bogiem za cudze
pieniądze bierze się łatwo
na ofiarę za boże ciało
co łaska ale w zeszycie
top lista kto więcej daje
pięć złotych jest hańbą
chwali za sto dwieście
jest okazja podpatrzeć
kto z kim jak żyje i sypia
po ślubie czy na kocią łapę
nie oszczędzi nikogo
wbija prosto w serce
zamiast bagnetu długi język
obniesie co kto ma w domu
bez względu na konsekwencje
zadaje niepełnosprawnym
biednym i chorym ciosy
przez chciwość materializm
próbuje zdobyć uznanie
z pokaźnym portfelem
przed świętami u księdza
natrętnie nachodząc ludzi
nie ma za grosz ambicji
będąc co dzień u spowiedzi
przyjmuje do serca komunię
budzi taka świątobliwa
skrajne odczucia wśród innych
Póki czas
uchyl furtkę w sercu
zrób w nim miejsce
w Wigilijny Wieczór
nie rób gniewnej miny
przy wspólnym stole
bo czas ucieka a nas
ubywa o rok coraz mniej
pogrążeni w tęsknej zadumie
powracamy do przeszłości
z sentymentem łezka w oku
niejednemu się zakręci
podczas zanucenia kolędy
Miłość to nie kajdany
nie na przymus wbrew woli
miłość nie może być szantażem
nie buduj własnego szczęścia
tam gdzie ktoś przez ciebie płacze
miłość nie jest niewolnictwem
ani domkiem z kart na wietrze
szczęście wcześniej czy później
pojawi się na twojej drodze
nie zrzucaj całej winy na miłość
pozostawi to tylko w twoim życiu
wielki niesmak i brak ogłady
na nic się zda szantaż i dominacja
gdy poczujesz do siebie nagle
niechęć i żal w drugim sercu
bo granica między miłością
a nienawiścią wcale nie jest duża
gdy zamieszka nagle w kimś
ludzka zawziętość i wrogość
nie można okłamywać się
w ten sposób bo każde uczucie
ma swoje pięć minut
i w sercu pierwsze miejsce
gdy rozkwitnie samo
szczęśliwą miłością
Szkoła życia
każdy przechodzi przez piekło
i czyściec na ziemskim padole
jeden zasługuje na to drugi nie
choć za życia pokutuje na zapas
nagroda po śmierci czeka go w niebiosach
drugi pomimo że Bóg daje różne znaki
nie bierze nic głęboko sobie do serca
choć szkoła życia jest zawsze najlepszą
w niej życiodajna mądrość ponadczasowa
nie ma reguły na ludzką naturę
jeden się dzieli bagażem życiowym
drugi żyjąc do końca ginie głupim
Zakała
Żyje bardziej na udrękę.
Nic nie lubi i ciągle narzeka.
Cały świat się nie podoba.
Szaroburą widzi tęczę.
Nie wie czym jest satysfakcja.
Co podejdzie pod buta kopie.
Po domu bez celu się wałęsa.
Nie pomoże ,ale szkodzi w porę.
Więcej przysparza zmartwień.
Na hobby i do pasji brak polotu.
Słomiany zapał ma do roboty.
W innych widzi tylko negatywy.
Do zarzutu nie ma nic sobie.
Lubi się wyręczać kimś.
Co weźmie w ręce zepsuje.
Nigdy nie czuje się winny.