Będę wszystkim...czym chcesz
Kocim prążkiem na Twym kocu.
Długim włosem puszystego futra.
Szeptem na kolanach Twych mruczenia.
Chciałabym być…
Ciepłym kłębkiem wełny swetra.
Na Tobie… aby poczuć każdy milimetr,
Twojego ciała abyś popijał mnie
W postaci gorącej czekolady.
W długie wieczory zimowe.
Nosił mnie na głowie dumnie.
Jak koronę gdybym tylko była czapką.
Mogłabym być np….
Grubym warkoczem co w mróz
Rękom Twoim posłuży za mufkę.
Kiedy rękawic przy sobie nie masz.
Chcę być... kotem, którego lubiąc,
Tulisz w Swe ramiona po powrocie
Do domu...
Laura wiedziała, że Patryk jak potrafi ugodzić trafnie strzałą Amora prosto w jej serce. Co gorzej coraz trudniej z dnia na dzień było jej przeciwstawić się temu. Dobrze znał jej słabe punkty i umiał to wykorzystać. Miał serce dziewczyny, niemal w swojej garści i zarazem jej los. Po tym jak ją obniósł niesłusznie po całej okolicy na cb-radiu, ośmieszył, straciła nieskazitelną opinię w oczach stałych użytkowników radyjka. O nim również dobrze nie mówiono na eterze. Krążyły pogłoski o Patryku wśród znajomych ze Świdnika Bałałajki, Dymszy, Zbyszka z Podzamcza między innymi, że jest bardzo obłudny, nieodpowiedzialny, lubi się włóczyć i przede wszystkim ma coraz większe predyspozycje do przyswajania sobie cudzych własności . On sam natomiast Laurze tłumaczył ten fakt, iż wszyscy wokół po prostu uwzięli się na niego. Sama z własnego doświadczenia dobrze wiedziała jak to jest i co się wtedy czuje, kiedy ktoś uweźmie się złośliwie na konkretną osobę, robiąc z niej przysłowiowego „ofiarnego kozła”. Dziewczyna wraz ze swoimi rodzicami niestety coraz więcej tych wymienionych wyżej wad charakteru zaczęła zauważać w swoim ukochanym. Jednak jakiś wewnętrzny głos powtarzał jej wciąż, że jeśli on ją naprawdę bardzo kocha, to z czasem ta miłość go odmieni na lepszego. Miał przecież teraz prawie na co dzień same dobre przykłady ze strony jej rodziców. Jak i ze strony samej dziewczyny do naśladowania. Laura starała się jak najwięcej czasu poświęcać przebywając sam na sam z Patrykiem. Rozmawiała z nim o tym co jest złe, a co dobre. Tłumaczyła mu niemal jak małemu dziecku z własnego punktu widzenia co na czym polega, prosiła go, aby unikał kłamstw wobec niej. Mocno wierzyła w to, że wcześniej czy później porzuci swoje złe nawyki. Nie domyślała się nawet jak dalece się myli we własnym założeniu. Cały wysiłek i anielska wręcz cierpliwość do popełniania tych samych błędów przez Patryka nie miała granic. On sobie po prostu olewał to jak do niego przemawiała dobrocią, pragnąc mu ją zaszczepić na zawsze w sercu. To tak jakby ktoś rzucał ciągle grochem o ścianę. Zupełnie nic nie trafiało do niego. Podczas nieobecności chłopaka nagle w domu Laury pojawił się Mirek. Widząc go dziewczyna ponownie była zaskoczona przez tą jego niespodziewaną wizytę. Co on jeszcze tutaj u niej szukał, przecież powiedziała jemu wszystko bez ogródek, co o ich przyszłości wspólnej sądzi… Mirek raczej był pełen nadziei, że to co wydarzyło się przed miesiącem, dawno poszło w niepamięć.
–Nie domyślasz się? Odpowiedział jej pytaniem na pytanie. Dziewczyna pokręciła przecząco głową.
-Lauro ja naprawdę bardzo żałuję, że tak podle wobec ciebie się ostatnio zachowałem. Spróbuj mi to wybaczyć, proszę. Każdy przecież popełnia w życiu różne błędy, nikt nie rodzi się doskonałym od razu. Byłaś przecież moją pierwszą dziewczyną i jak do tej pory jedyną, na której tak naprawdę najbardziej na świecie zależało mi i nadal tak samo zależy. -Czy wiesz, co ty do mnie w ogóle mówisz? - wypytywała Mirka, z niedowierzaniem Laura.
- Nie, to nie o to chodzi! Wysłuchaj mnie, proszę! Przemyślałem wielokrotnie to, co do ciebie czuję i postanowiłem się zmienić. Więcej! Ja już się zmieniłem, uwierz mi - potrafię być spokojnym i opanowanym człowiekiem - zapewniał ją były chłopak. - Daj mi szansę jeszcze raz, jeden, jedyny raz, zacznijmy wszystko od nowa, jakbyśmy się dopiero ze sobą poznali. Spróbujmy, a w niedługim czasie przekonasz się sama, że to prawda.
- Nie, Mirku, dawałam ci niejedną szansę - zapanowania nad samym sobą. Przez ostatnie 2 tygodnie, tuż przed naszym zerwaniem ze sobą, obserwowałam cię bardzo uważnie, ale ty tego nawet nie zauważyłeś i nie doceniłeś. Myślę nawet, że jesteś chory i powinieneś się leczyć. W ciągu miesiąca można zrobić małe postępy, ale bardzo ciężko nauczyć się jest samokontroli. Nie twierdzę, że jesteś złym człowiekiem, ale nam wspólnie po prostu nie wyszło. Trzeba się z tym pogodzić, dwa razy do tej samej wody się nie wchodzi.
W między czasie, w drugim pokoju, nawiązała się rozmowa zupełnie na inny temat.
Rodzice Laury przypomnieli sobie, że zbliżają się małymi krokami imieniny córki. Wypadały co prawda za półtora miesiąca, czyli 17 czerwca w poniedziałek, ale bardzo chcieli jej kupić coś wyjątkowego z tej okazji na prezent.
- Wiesz, nasza Laura bardzo marzy o złotym naszyjniku z serduszkiem - uchyliła rąbka tajemnicy kobieta swojemu mężowi.
- Widziałem, jak nieopodal naszego wieżowca
otwarto zakład złotniczy. Może wybierzemy się tam oboje?
- Tak, tak, jak najbardziej, ale jeszcze nie teraz, najpierw koniecznie musowo wziąć miarę z palca serdecznego u prawej ręki Patrykowi, jak przyjedzie,
bo rozmiar palca serdecznego naszej córki jest mi bardzo dobrze znany. Zamówilibyśmy u jubilera dla nich obojga od razu ślubne obrączki, skoro on nie ma pieniędzy na nie, a ty przecież dałeś im słowo, że co będzie w naszej mocy, postaramy się im pomóc.
- Masz rację, zupełnie wyleciało mi to z głowy - przyznał się żonie mężczyzna.
- Masz już kogoś? - Mirek znienacka zapytał Landrynkę. Dziewczyna nie chciała łamać mu serca udając, że nie słyszy pytania. Nie znosiła również kłamać, więc milczała.
- Powiedz mi, proszę, wprost. Nie owijaj niczego w bawełnę! - nalegał chłopak.
W końcu dziewczyna uznała, że jak powie mu prawdę, odczepi się od niej przynajmniej jeden, z dwóch. Stanowczym tonem głosu potwierdziła:
- Tak, jest już ktoś inny.
Mirek osłupiał. Wstał z fotela i przed swoim odejściem powiedział tylko tyle: - Widzę, że nic tu po mnie, ale gdyby nie wyszło ci z tamtym, pamiętaj, będę nadal czekał, wystarczy tylko jedno twoje słowo... Na biurku pozostawił dziewczynie numer telefonu do siebie. - Do zobaczenia Lauro.
Spojrzała na kartkę. Cyfry wskazywały na telefon komórkowy, nie zwlekając podarła ją z ulgą, mówiąc do siebie samej:
- Żegnaj Mirku.
Tymczasem Patryk znów przypomniał sobie o niej.
Jak go nie było, to nie było. Jakby przepadł, jak kamień w wodę. Natomiast, gdy pojawiał się, to przesiadywał do późna w domu dziewczyny. Nic nie mówiąc swojej matce dokąd się wybrał, na jak długo i kiedy wróci. Dziewczyna pomyślała, że skoro tak się zachowuje wobec najbliższych, to nic dziwnego, że rodzina nie ufa mu i traktuje go jeszcze jak smarkacza, a nie jak dorosłego mężczyznę. Wielokrotnie nakłaniała Patryka:
- Weź, proszę słuchawkę ode mnie, wykręć numer telefonu do siebie i powiedz po prostu - Mamo, wrócę o tej i o tej godzinie, nie martw się o mnie. Wszystko jest w porządku. - Nie musisz wcale jej mówić skąd dzwonisz. Pragnęła wszelkimi sposobami wzbudzić zaufanie nieznanych jej dotąd bliskich Patryka. Sama nawet sięgała po słuchawkę telefoniczną i podawała mu ją. Wtedy wyłączał z gniazdka telefon, odmawiając wykonania tej prośby. To tylko pogarszało i tak już zawiłą sytuację, w którą Patryk wmieszał nie tylko samego siebie, dziewczynę, ale i jej rodziców, narażając wszystkich troje na coraz to bardziej większe nieprzyjemności ze strony jego rodziny - co niebawem miało nastąpić. Była to dopiero cisza przed burzą. Przy którymś ze spotkań nagle matka Laury zapukała do pokoju.
- Wejdź mamo, wejdź.
–Ja tylko tak na chwilkę przyszłam do was. Wybieram się z ojcem do jubilera. Dobrze, że i ty jesteś Patryku. Chciałam poprosić cię chłopcze, żebyś dał mi swój palec serdeczny u prawej ręki do zmierzenia objętości. Będąc w zakładzie złotniczym zamówimy dla was obojga obrączki. Chyba, że się nagle moi kochani rozmyśliliście się? Żartobliwie uśmiechnęła się do córki i jej chłopaka. Laura nie odpowiedziała nic. Spojrzała tylko na Patryka a on na nią. Uśmiechnął się nawet do dziewczyny i do kobiety. Wstał z fotela i podszedł do niej. Wyciągnął prawą dłoń i powiedział:
ależ skądże nie rozmyśliłem się, proszę. Objęła jemu palec serdeczny centymetrem, zapisała na karteczce rozmiar. -O masz o wiele węższe palce od mojej córki, uśmiechnęła się znowu. Dziękuję. -Ja również dziękuję pani. Odrzekł Patryk. Po czym matka Landrynki wyszła z pokoju i udała się wraz z ojcem jej do jubilera. Po pół godzinie małżeństwo było już z powrotem ze ślubnymi obrączkami dla młodych. Kupili także na imieniny dla Laury złoty łańcuszek z medalikiem Matki Bożej, bo na naszyjnik z serduszkiem o jakim od dawna marzyła córka po prostu nie starczyło im pieniędzy. Mieli przecież jeszcze spory wydatek związany z córki przyszłym weselem. Nie mogli liczyć na niczyją pomoc ze strony przyszłego pana młodego. Zastali jeszcze u boku Laury w mieszkaniu Patryka. -O jak to dobrze, że jeszcze jesteście oboje! Zawołał z przedpokoju, odsłaniając harmonijkowe drzwi do pokoju dziewczyny ojciec. Żona jego wyciągnęła z czarnej torebki małą, białą ,papierową torebeczkę i podeszła do Laury i Patryka. –To są wasze obrączki, włóżcie do przymiarki. Jak , któraś okaże się zbyt ciasna albo za szeroka, to mówcie mi od razu. Dam je do poprawki. Po włożeniu na palce u prawych rąk obrączki okazały się idealnie dopasowane. Jedynie z łańcuszkiem złotym nie zdradzali się rodzice przed swoją córką ani przed jej chłopakiem. To miała być do końca niespodzianka w odpowiednim ku temu czasie. Patryk zaczął zastanawiać się nad konkretnym terminem zaręczyn. –Odpowiadałby tobie Lauro np. 8 maja, to taki piękny miesiąc zakochanych, to wpada akurat w sobotę? - Bardzo dobrze nawet wolałam żebyś sam wybrał konkretny termin daty naszych zaręczyn i ślubu kościelnego. - No dobrze, ale przy waszych zaręczynach nie będzie naprawdę nikogo z twojej rodziny Patryku? Spytała mama Landryny. -Nie może nikt dowiedzieć się z mojego domu kiedy odbędą się zaręczyny moje z Laurą, ani kiedy odbędzie się nasz ślub i gdzie, bo nigdy nie doszłoby do zawarcia związku małżeńskiego państwa córki ze mną. –Dlaczego tak sądzisz? Spytała zdziwiona Laura. -O znam bardzo dobrze swoją matkę i doskonale wiem do czego ona byłaby wtedy zdolna. Zapewniał Iwo. Mogłaby nasłać do waszego domu albo prosto do kościoła np. policję.
-Wcale nie miałem takiego zamiaru żartować sobie ani wyolbrzymiać proszę pani. Czas upływał w mgnieniu oka. Laura czekając na dzień swoich zaręczyn marzyła o bardzo skromnym, cichym ślubie chociaż była jedynaczką. Przeciwnego zdania na samym początku byli jej rodzice. Córka jednak wolała ich zawczasu przekonać, że to ona ma rację. -Mamo z mojego punktu widzenia najlepiej będzie, jak zaprosi się moich chrzestnych rodziców, taty najbliższą rodzinę i twoją. Wystarczy w zupełności skromny obiad z 2 tortami. Nie musicie nawet orkiestry zamawiać. Mam sprzęt bardzo dobrej klasy, kaset z typowo weselnymi piosenkami również nie brakuje mi w domowej kolekcji. Czego nam więcej będzie potrzeba? Przecież tańczyć nie mogę… Zaprosimy całą masę osób, to zaczną dopytywać się o szczegóły na temat Patryka Rodziny mnie, ciebie ojca. Wyobraź sobie jak Patryk wtedy się poczuje w tym szczególnym dniu? Przypuszczam, że wcześniej czy później Patryk będzie zmuszony do tego, aby zerwać całkiem kontakt z własną rodziną. Jak oczywiście cała sytuacja na ostrzu noża nie ulegnie po naszym ślubie poprawie. No i nam również będzie nieswojo z tego powodu.
Kobieta wysłuchała uważnie argumentów córki.
– Słusznie mówisz Lauro, postaram się jeszcze dzisiaj wieczorem na ten temat porozmawiać z ojcem. Natomiast teraz weź notes z zapisanymi telefonami i adresami, poszukaj proszę numeru tel. do matki ojca i zadzwoń koniecznie do niej.
– Po co mamo? - spytała dziewczyna.
- Przecież za kilka dni będą twoje zaręczyny, jesteś najstarszą z trojga wnucząt mojej teściowej i wypadałoby córciu, gdybyś ją osobiście na nie zaprosiła. - Znakomity pomysł, na pewno twoja babcia bardzo ucieszy się z takiej niespodzianki! - odezwał się, wychodzący z kuchni ojciec dziewczyny.
Laura nie szukając wcale notesu, podniosła słuchawkę i z pamięci wykręciła następujący numer: 525-84-98.
Po chwili usłyszała:
- Słucham, kto mówi?
– Cześć babciu!
- Cześć wnusiu!!! - odparła staruszka. - Co słychać? Kiedy przyjedziesz z rodzicami do mnie na wieś? - zapytała.
– Jeszcze nie wiem babciu, ale tym razem dzwonię do ciebie, aby ci powiedzieć, żebyś ty nas zaszczyciła swoją obecnością w najbliższą sobotę 8 maja, rano.
– Bardzo dziękuję ci kochana Lauro za to zaproszenie, ale dlaczego akurat w ten dzień?
- Dlatego kochana babciu, ponieważ mam zaszczyt poinformować cię, że wkrótce wychodzę za mąż, a w sobotę odbędą się moje zaręczyny z Patrykiem, poznasz go osobiście.
Starsza kobieta przyjęła to za żart ze strony dziewczyny.
- Dziecko drogie, co ty pleciesz?
– Babciu jestem poważna, jak nigdy dotąd. Przyjedziesz do nas?
– Postaram się, ale nie obiecuję ci tego na 100%, ponieważ niezbyt dobrze się ostatnio czuję, to już 75 lat. A teraz, daj mi, proszę, do telefonu kogoś ze swoich rodziców.
– Dobrze babciu, pozdrawiam i czekam, masz do soboty być zdrowa jak ryba. Pa!
– Dobrze, dobrze, postaram się - odrzekła staruszka. Dziewczyna zawołała matkę i oddała jej słuchawkę.
– Mamusiu, babcia chce z tobą porozmawiać, bo mi nie
wierzy, że wkrótce wyjdę za mąż.
Matka wzięła od niej słuchawkę.
– Dzień dobry mamo. Tak, to prawda, co powiedziała Laura. To nie żaden idiotyczny żart.
Dzisiaj stronę odwiedziło już 26 odwiedzający (44 wejścia) tutaj!
bądź moim tul (i) panem...♥
zostań i bądź
moim tulipanem
a ja będę ci
różą bez kolców
tylko moim bądź
tego pragnę
przytul mnie
mocno do siebie
niech nie będzie
mi tak zimno dłużej
to nie ujemna temperatura
a samotność tak oziębła
całą mnie oblewa
bezgraniczny strach,
że zostanę znów
samotną bez ciebie
nie chcę być
przez całe życie
jeżem z kolcami
bez przerwy się bronię
zostań i bądź
moim tulipanem
rozgrzej serce
do czerwoności
niech będzie ono
koloru płatków róży i tulipana
bardzo gorące i pąsowe
nawet jeśli zadrżę
nie przejmuj się tym
to tylko chwilowy dreszcz
to będzie znak
że otrzymałam szansę
na wyzwolenie się
spod więzów oporu
przełamując w oczach
pogrążenie w strachu i rozpaczy
które były kajdankami
dla mnie od dawien dawna
wykorzystywane i powielane bez zgody autora- assandi .
(Dz.U. 1994 nr 24 poz. 83 z późn. zm.)